Ile wart jest dla Asseco A.J. Walton mogliśmy się przekonać w meczu ze Śląskiem Wrocław. Kiedy w pierwszej połowie meczu Amerykanin nie punktował ani nie asystował gra gdynian nie kleiła się i tylko kiepskiej skuteczności rywali mogli oni zawdzięczać, że różnica punktowa dzieląca ich od wrocławian była tak niewielka.

Mecz zaczął się dla zawodników Davida Dedeka obiecująco, pierwsze 9 punktów to były trzy „trójki” Fiodora Dmitriewa. W pierwszej połowie 100 proc. skuteczność zaprezentował też Przemysław Frasunkiewicz (m.in. 4 na 4 za trzy punkty). Bezbłędny w rzutach z gry był również Piotr Szczotka. W obozie przeciwnika jednak tylko dwukrotnie na 9 prób pomylił się Dominique Johnson, a Robert Skibniewski dzielił i rządził pod koszem, co sprawiło, że tylko jednej asysty brakowało mu do skompletowania double-double jeszcze przed przerwą.

Po zmianie stron w gdynian jakby wstąpił nowy duch. Przebudził się Walton, który zdobył 15 punktów w 20 min. Rozkręcił się Szczotka, dorzucając 16 do 7 oczek zdobytych przed przerwą. Trzecią kwartę Asseco wygrało 19:11 i objęło prowadzenie 61:58, które w ostatniej fazie gry rosło. Na nieco ponad trzy minuty przed końcem przewaga żółto-niebieskich wynosiła 9 punktów i wydawało się, że nic się już gdynianom złego stać nie może. Niestety, dwa i trzy punkty Skibniewskiego, przekroczenie limitu 24 sekund, a potem dwa wolne i „trójka” Paula Millera i Śląsk objął prowadzenie. W ostatniej minucie za sprawą Waltona (dwukrotnie) i Johnsona zwycięstwo przechodziło z rąk do rąk i wydawało się, że wrocławianie nie zdążą. Mieli oni jednak w swych szeregach niezawodnego Skibniewskiego, który na 3,3 sekundy przed końcową syreną efektowną szarżą pod kosz zaskoczył gospodarzy i przechylił szalę na korzyść zawodników Jerzego Chudeusza. David Dedek wziął przerwę, podczas której dokładnie wyrysował akcję. Przy ogłuszającym dopingu Asseco zaatakowało, piłka po rzucie Szczotki i dobitce Frasunkiewicza zatańczyła na obręczy, ale… do kosza nie wpadła.

Śląsk wywiózł z Gdyni dwa punkty, które w końcowym rozrachunku mogą się okazać bardzo bezcenne. Nie ma już co rozpamiętywać co by było gdyby, przed Asseco kolejne mecze, które bezwzględnie trzeba wygrać, a Śląskowi będzie szansa zrewanżować się we Wrocławiu.

 

Po meczu powiedzieli: 

Robert Skibniewski – Statystyki bardzo dobrze oddają to, co działo się na boisku. Spotkanie było bardzo wyrównane i myślę, że mogło się podobać kibicom. Uważam, że fani nie żałują tego, że zjawili się na tym meczu.  To był dla nas trzeci mecz w ciągu sześciu dni i bardzo cieszymy się z kolejnego zwycięstwa. Wracamy do Wrocławia „z tarczą” .

 

Piotr Szczotka – 89 punktów straconych we własnej hali to zdecydowanie za dużo. Nie ma szans, żeby wygrać takie spotkanie. Prawda jest taka, że skoro mistrza Polski potrafimy zatrzymać na 60-65 punktach, to tym bardziej powinniśmy to robić ze Śląskiem Wrocław. To było przyczyną naszej porażki. W każdym elemencie gry byliśmy gorsi od rywala – w zbiórkach, asystach, stratach.  

 

W najbliższą sobotę, 5 kwietnia o godzinie 19.30 w Gdynia Arena żółto-niebiescy podejmą Stabill Jezioro Tarnobrzeg. Koszykarze z miasta siarki zdeklasowali w ostatniej kolejce Kotwicę Kołobrzeg 93:65 i nie będą łatwym przeciwnikiem.

Kasy biletowe będą czynne:

03 kwietnia 2014 (czwartek) w godz. 15:00 – 20:00
04 kwietnia 2014 (piątek) w godz. 15:00 – 20:00
05 kwietnia 2014 (sobota) w godz. 12:00 – do rozpoczęcia meczu  

 

Asseco Gdynia – WKS Śląsk Wrocław 88:89 (18:20, 24:27, 19:11, 27:31)

Asseco: Piotr Szczotka 23, Fiodor Dmitriew 21, Przemysław Frasunkiewicz 16, A.J. Walton 15, Sebastian Kowalczyk 5, Łukasz Seweryn 4, Ovidijus Galdikas 2, Przemysław Żołnierewicz 2, Filip Matczak 0, Roman Szymański 0.

Śląsk: Dominique Johnson 26, Robert Skibniewski 25, Adrian Mroczek-Truskowski 12, Paul Miller 12, Radosław Hyży 8, Michał Gabiński 4, Paweł Kikowski 2, Krzysztof Sulima 0.

 

Ziemowit BUJKO,

foto: autor

By kkorpas

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *