Mecz lepiej rozpoczęli wicemistrzowie Polski, którzy po kilku minutach prowadzili 6:0. W połowie kwarty gospodarzom udało się jednak odrobić straty, a po rzutach wolnych Sebastiana Kowalczyka – objąć prowadzenie. Gdynianie powoli budowali przewagę, dwukrotnie zwiększając ją do 11 oczek. W końcówce jednak celne wolne Damontre’a Harrisa i skuteczny szybki atak Jakuba Karolaka pozwolił gościom zmniejszyć dystans do sześciu punktów.

W drugiej kwarcie losy się odmieniły. Nie było to jednak efektem jakiejś nadzwyczajnej gry przyjezdnych. Gospodarze nagle zaczęli razić nieskutecznością i rzucili zaledwie 5 oczek. Gdynianie oddali w tej kwarcie aż 18 (osiemnaście!!!) niecelnych, lub zablokowanych rzutów, popełnili też 4 straty. Goście nie dość, że odrobili straty z pierwszej części meczu, to jeszcze na przerwę schodzili z „nadróbką” sześciu punktów

Po powrocie na parkiet zawodnicy Asseco rzucili się do odrabiania strat i po trzech minutach, po trójce Anthony’ego Hickeya udało im się odrobić dystans. Przez chwilę prowadzenie przechodziło z rąk do rąk, ale po serii 7:0 w wykonaniu żółto-niebieskich szala zaczęła się przechylać na ich stronę. W ostatniej minucie Filip Matczak celnymi wolnymi i Piotr Szczotka efektowną trójką wywindowali swój zespół ponownie na 11-punktowe prowadzenie.

To jednak nie był koniec emocji. Gospodarze wysoko prowadząc ponownie stracili koncentrację i turowianie powoli, acz systematycznie odrabiali przewagę. Gdynianie ponownie zaczęli niemiłosiernie pudłować. W ostatnich 10 minutach uczynili to aż 12-krotnie. Sprawiło to, że na niespełna 2 minuty przed końcową syreną na tablicy ukazał się remis (70:70). Wreszcie podopiecznym Tane Spaseva udało się trafić, raz uczynił to Przemysław Frasunkiewicz, za trzy punkty, a następnie przewagę do 5 podwyższył celną dwójką Hickey. Końcówka to jedno wielkie pasmo fauli i wolnych. Najpierw Filip Dylewicz skutecznie zniwelował przewagę miejscowych do jednego punktu, ale odpowiedział tym samym fantastycznie grający w tym spotkaniu Przemysław Żołnierewicz, który skompletował double-double.

Na dwie sekundy przed końcem regulaminowego czasu gry goście otrzymali szansę remisu, ponieważ faul Hickeya zakwalifikowany został jako popełniony przy trzypunktowej akcji rzutowej. Daniel Dillon jednak dwukrotnie się pomylił i Asseco mogło świętować drugą wygraną w sezonie.

 

 

Asseco Gdynia – Turów Zgorzelec 77:75 (23:17, 5:17, 29:14, 20:27)

 

Asseco: Matczak 17 (8 zb), Żołnierewicz 13 (13 zb, 3 as, 1 bl, 1 p), Parzeński 12 (9 zb), Hickey 12 (4 as, 4 p, 1 bl), Frasunkiewicz 9 (12 zb, 1 bl), Kowalczyk 8 (3 as, 1 bl), Szczotka 5, Morozow 1, Czerlonko ), Kaplanović 0.

 

Turów: Tatum 21, Harris 19 (7 zb), Dylewicz 11 (7 zb, 3 p. 2 bl), Dillon 10 (4 as, 1 bl), Kostrzewski 4 (9 zb), Krestinin 4, Karolak 3, Novak 3, Niedźwiedzki 0, Prostak 0.

 

Sędziowie: P. Pastusiak, D. Włodkowski, P. Białas

 

Widzów: ok. 2000

 

 

 

Ziemowit BUJKO,

Foto: autor

By kkorpas

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *