Było to dziewiąte zwycięstwo drużyny Marcina Stefańskiego, która dzięki temu już teraz zapewniła sobie udział w przyszłorocznym turnieju o Puchar Polski.
Pierwsze punkty w poniedziałkowej rywalizacji były autorstwa Łukasza Kolendy. Następnie w Hali Centrum byliśmy świadkami bardzo nieprzyjemnej kontuzji zawodnika gospodarzy, Mikołaja Ratajczaka, który do końca gry już nie pojawił się na parkiecie. Po powrocie do rywalizacji cztery punkty zapisał na swoim koncie Dominik Olejniczak, a w międzyczasie MKS odpowiedział za sprawą byłego zawodnika Trefla, Jakuba Motylewskiego. Sopocianie utrzymywali się na kilkupunktowym prowadzeniu, a oprócz Dominika i Łukasza swoje konta otworzyli też Martynas Paliukenas i Paweł Leończyk (8:14). Przez blisko siedem minut żadna z drużyn nie potrafiła umieścić piłki w koszu po rzucie zza łuku, ale tę złą passę przełamał w końcu Karol Gruszecki, co dało gościom prowadzenie 19:10. Zareagował trener Alessandro Magro, który poprosił o czas na żądanie. Jego wskazówki nie zmieniły jednak obrazu gry. Drużyna trenera Stefańskiego po 10 minutach prowadziła 23:16, a na uwagę zasługuje fakt, iż pod koniec tej części meczu na parkiecie pojawił się Daniel Ziółkowski.
Drugą kwartę rozpoczął TJ Haws, który trafił zza linii 6.75 metra. MKS się jednak nie poddawał. Dwa celne rzuty osobiste Elijaha Wilsona, jego trójka, a także taki sam udany rzut Vytenisa Cizauskasa pozwoliło dąbrowianom zminimalizować przewagę do zaledwie dwóch punktów (24:26)! Na taki obrót spraw od razu zareagował, biorąc czas, trener Trefla. Po powrocie na parkiet trafił Haws, ale kiedy w kontrze punkty zdobył Marek Piechowicz, a następnie z dziewięciu metrów za trzy trafił Lee Moore, gospodarze po raz pierwszy wysunęli się na prowadzenie (29:28). Rozdrażniło to gości, którzy szybko odpowiedzieli za sprawą Michała Kolendy i Paliukenasa, a w kolejnych minutach, dzięki dobrej grze w obronie i zespołowej grze w ataku powiększali odzyskane prowadzenie. Pomiędzy 15 a 20 minutą meczu MKS zdobył zaledwie dwa oczka, a sopocianie dziewięć i to oni prowadzili w czasie przerwy 39:31. Do tego momentu rywalizacji najwięcej punktów na swoim koncie miał TJ Haws (11).
Mimo, iż gospodarze po zmianie stron za sprawą Michała Nowakowskiego i Moore’a zmniejszyli straty do trzech oczek, to jednak Trefl, a konkretnie Olejniczak, odpowiedział. Dwa efektowne wsady „Domina”, a jeden z nich wykonany z faulem i wykorzystanym rzutem wolnym pozwoliły sopocianom wrócić do ośmiu oczek różnicy (36:44). MKS wciąż jednak walczył. Trójka Nowakowskiego i dobra akcja Cizauskasa ponownie zredukowały straty do trzech oczek (41:44). Przez kolejne trzy i pół minuty Trefl nie pozwalał sobie na oddanie przewagi, ale jednocześnie wciąż jej też nie powiększał. Gospodarze napierali i dopięli swego za sprawą punktów w kontrze Andrzeja Mazurczaka. Wówczas o czas poprosił Marcin Stefański, a po chwili powtórzył się scenariusz z drugiej kwarty – dąbrowianie wyszli na prowadzenie, lecz akcja starszego Kolendy i punkty Martynasa z linii rzutów wolnych pozbawiły ich tego przywileju. (51:55) Dodatkowo Michał trafił za trzy i na dziesięć minut przed końcem zmagań sopocianie prowadzili 58:51.
Ostatnią część gry od punktów rozpoczął bardzo skuteczny w drugiej połowie M. Kolenda, lecz kolejne sekundy w zespole Trefla należały do TJ Hawsa. Amerykański rozgrywający trafił za trzy, a następnie odważny lay up dał mu następne punkty. Odpowiedzią gospodarzy były punkty Cizauskasa. (56:65) Po popisach TJ’a kolejnym koszykarzem Trefla, który chciał wyraźnie zaakcentować swoją obecność był Olejniczak. Środkowy punktował, a dodatkowo zbierał w ataku i ofensywie, co pozwoliło żółto-czarnym zwiększyć prowadzenie aż do dwunastu oczek! (59:71) Za sprawą Lee Moore’a MKS wciąż walczył. Amerykański obwodowy w 100 sekund zdobył dziewięć punktów, a Trefl tylko dwa autorstwa Ł. Kolendy i sopocianom pozostało tylko pięć oczek przewagi. (68:73) Ostatnią przerwę wykorzystał wówczas trener Stefański, a jego wskazówki okazały się bezcenne. Dwie dobre akcje M. Kolendy, w tym jedna trzypunktowa, a także kolejny wsad Olejniczaka dały Treflowi prowadzenie 80:70 i przesądziły o losach meczu. W ostatniej minucie gry swój dorobek powiększyli jeszcze Moore i młodszy Kolenda, ale to ten drugi, wspólnie z kolegami, mógł cieszyć się po ostatniej syrenie. Trefl Sopot wygrał 81:72 i tym samym udanie zakończył pierwszą rundę Energa Basket Ligi.
Teraz przed zespołem Marcina Stefańskiego aż 24 dni przerwy od ligowego grania. Kolejnym rywalem, z którym Trefl zmierzy się w ramach krajowych rozgrywek, będzie mistrz Polski, Zastal Enea BC Zielona Góra. Spotkanie w województwie lubuskim zostało zaplanowane na 10 grudnia.
Trefl Sopot – MKS Dąbrowa Górnicza 81:72 (23:16, 16:15, 19:20, 23:21)
MKS Dąbrowa Górnicza: Lee Moore 25, Michał Nowakowski 9, Andrzej Mazurczak 4, Jakub Motylewski 2, Mikołaj Ratajczak 0 oraz Vytenis Čižauskas 13, Elijah Wilson 11, Marek Piechowicz 4, Konrad Dawdo 2, Michał Kroczak 2.
Trener: Alessandro Magro
Trefl Sopot: Dominik Olejniczak 19, Łukasz Kolenda 11, Martynas Paliukenas 7, Karol Gruszecki 3, Darious Moten 0 oraz Michał Kolenda 19, TJ Haws 18, Paweł Leończyk 4, Daniel Ziółkowski 0, Sebastian Rompa 0.
Trener: Marcin Stefański
Sędziowie: T. Trawicki, P. Białas, T. Trybalski
—————————————————–
Źródło: materiał prasowy Trefl Sopot