8 kwietnia w Legnicy rozegrał się mecz 25 kolejki rozgrywek o mistrzostwo piłkarskiej I ligi pomiędzy miejscową Miedzią a Arką Gdynia, liderem tabeli. Pozycję lidera po meczu gdynianie utrzymali pomimo bezbramkowego remisu, ponieważ Wisła Płock również zremisowała 1:1 z Olimpią Grudziądz na wyjeździe. Arka wciąż jest na wiosnę niepokonana, w sześciu meczach zaliczyła cztery zwycięstwa i dwa remisy. Co ważne w czwartym kolejnym spotkaniu nie straciła bramki. Jednak mimo to, nie można piłkarzy Arki chwalić po spotkaniu w Legnicy. Żółto-niebiescy zagrali dużo gorzej, niż zdążyli do tego przyzwyczaić w ostatnich tygodniach. Słaba połowa w wykonaniu Marcusa da Silvy przeciwko Pogoni Siedlce w miniony piątek, kosztowała Brazylijczyka nie tylko zmianę w przerwie tamtego spotkania, ale również miejsce w wyjściowym składzie w Legnicy. Trener Arki Grzegorz Niciński uważnie przez cały tydzień przypatrywał się swoim skrzydłowym i stwierdził, że forma Miroslava Bożoka jest obecnie lepsza, stąd w nagrodę za udany występ po przerwie we wspomnianym wcześniej meczu, w Legnicy zagrał od początku. Na ławce po raz trzeci z rzędu zasiadł z kolei Michał Nalepa, co w tym momencie może świadczyć nie tylko o tym, jak szerokim składem dysponuje trener Niciński, ale również o słabej formie prezentowanej przez młodzieżowego reprezentanta Polski na treningach.

Jak słabo szło piłkarzom Arki, niech świadczy pierwsza połowa. Z niej najlepszy dla gdynian był wynik, czyli bezbramkowy remis. Żółto-niebiescy nie oddali bowiem żadnego celnego strzału, zresztą strzałów w ogóle było tyle, co kot napłakał. Nie funkcjonował Paweł Abbott, który żyje z podań (bo bez nich nie potrafi sobie w ogóle na boisku poradzić), a tych po prostu nie otrzymywał. Nagrodzony za poprzedni występ Słowak Bożok i dobrze funkcjonujący ostatnio Yannick Sambea Kakoko zagrali w pierwszych trzech kwadransach po prostu kiepsko. Tradycyjnie zatem strzał w jednego z nich wykonał szkoleniowiec Arki. Trafił w Kongijczyka z niemieckim paszportem, którego zmienił rozgoryczony przesiadywaniem na ławce Nalepa. Inna sprawa, że zmiana – podobnie jak w poprzednich starciach – znowu była uzasadniona, bo były zawodnik klubu z Legnicy nie zaprezentował swojego topu przeciwko dawnej drużynie, a gdyński środek pola niczym nie przypominał tego sprzed ostatnich tygodni, w których dominował nad każdym rywalem. W tym meczu niewiele się działo. Ci, na których Niciński postawił od początku, a jego pewniakami nigdy nie byli, po prostu zawiedli. Zresztą, całej drużynie wyraźnie nie szło. Arka w ofensywie miała tego dnia niewiele do zaoferowania, na żadną sytuację pod bramką rywali nie mógł wobec tego liczyć Abbott. Po wejściu na boisko 21-letniego Nalepy środek pola wprawdzie ożył, ale nie przyniosło to efektów w postaci gola. Najbliżej wpisania się na listę strzelców był Mateusz Szwoch. Jego strzał z rzutu wolnego tuż sprzed pola karnego wylądował jednak na słupku.

W następnym tygodniu Arkę czeka ciężki mecz u siebie z GKSem Bełchatów, w którym po prostu trzeba zagrać lepiej niż z Miedzią. Ale tym razem żółto-niebiescy zagrają przed swoją, rozentuzjazmowaną publicznością.

 

Miedź Legnica – Arka Gdynia 0:0

 

Miedź: Kapsa – Gorskie, Stasiak, Midzierski, Telichowski, Rasak, Łuszkiewicz (88′ Garuch), Łobodziński, Forsell, Labukas, Ślusarski

Arka: Jałocha – Socha, Marcjanik, Sobieraj, Warcholak, Formella, Łukasiewicz, Sambea (46′ Nalepa), Bożok (62′ da Silva), Szwoch, Abbott (80′ Siemaszko).

 

Żółte kartki: Telichowski, Rasak (Miedź)

 

Sędzia: Tomasz Radkiewicz (Łódź)

 

 

Aleksander PISAREK,

Foto: www.arka.gdynia.pl, Łukasz Zieliński

By kkorpas

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *