Do wygranej Arki nad Legią zwyczajnie musiało dojść. Głód zwycięstwa po pechowej końcówce spotkania w Białymstoku osiągnął niebotyczny poziom. Mocny rywal przyciągnął na Stadion Miejski niespełna 12 tysięcy sympatyków zespołu z Gdyni, którzy jeszcze bardziej zagęścili atmosferę. 

Żółto-niebiescy już od pierwszego gwizdka rzucili się do ataku. Wiedzieli, że jeśli zdobędą komplet punktów, to pozostaną w grze o grupę mistrzowską. Agresywny pressing i potężne zaangażowanie przyniosły gospodarzom sytuacje podbramkowe. Mimo wysiłków napastników piłka nie chciała wpaść do siatki z gry. Tradycyjnie pomógł stały fragment gry. Andrij Bogdanov udowodnił, że nie na darmo nazywa się go „ukraińskim Beckhamem”. Perfekcyjnie podkręcona nisko uderzona piłka wpadła do siatki po rzucie wolnym w 34 minucie. Romeo Jozak szybko zareagował na stratę bramki wprowadzając Eduardo. Mimo sporego potencjału ofensywnego goście nie zdołali oddać ani jednego celnego strzału do końca pierwszej połowy. Wojskowi od początku drugiej połowy zaczęli coraz śmielej sobie poczynać, a kibiców zaniepokoiła kontuzja Frederika Helstrupa – Duńczyk opuścił murawę na noszach i wiele wskazuje na to, że może nie wystąpić w kilku najbliższych meczach. Emocji w takim meczu nie mogło zabraknąć do samego końca. Leszek Ojrzyński trzymał jednak rękę na pulsie mając świeżo w pamięci wpadkę z ostatniej kolejki. Wprowadził na boisko Enrique Esquedę i Lukę Zarandię, by przenieść grę z dala od własnego pola karnego i rozruszać formację ataku. Zmiany te przyniosły zamierzony skutek i gospodarze dowieźli jednobramkowe prowadzenie do ostatniego gwizdka, przy czym mogli się pokusić o jego podwyższenie. 

Po raz kolejny trzeba pochwalić postawę gdyńskiej defensywy. Pavels Steinbors był niemalże bezrobotny dzięki fenomenalnej grze obrońców. Mimo żółtej kartki uniemożliwiającej występ w meczu z Lechią i braku bramki, Rafał Siemaszko zaprezentował pierwszorzędny futbol. Stworzył idealną sytuację Maciejowi Jankowskiemu, a później od zdobycia własnego gola dzieliło go jedynie parę centymetrów. Arka zwyciężała dwukrotnie w meczach z Legią od czasu ostatniego awansu do Ekstraklasy, lecz po raz pierwszy od niemalże 40 lat dokonała tego na własnym stadionie. Arkowcy odczarowali kolejną klątwę w trzecim z rzędu magicznym sezonie. 

Podopiecznych trenera Ojrzyńskiego czeka ciężki tydzień. Po środowym wyjeździe do Kielc w ramach rozgrywek Pucharu Polski pozostanie niewiele czasu na regenerację i przygotowanie do sobotnich derbów Trójmiasta, meczu kluczowego zarówno dla walczącej o pierwszą ósemkę Arki, jak i dla broniącej się przed spadku Lechią. Walka o wysokie cele trwa, a żółto-niebiescy udowodnili już nie raz, że są specjalistami od rzeczy niemożliwych.

Galeria zdjęć z meczu, Foto: Piotr Sukiennicki, Ziemowit Bujko:

{gallery}articles/2018/0331{/gallery}

 

LOTTO Ekstraklasa, 29 kolejka: 

Arka Gdynia – Legia Warszawa 1:0 (1:0)

 

1:0 Bogdanov 34′  

 

Arka: Steinbors – Zbozień, Marcjanik, Helstrup (65′ Sołdecki), Marciniak, Szwoch, Bogdanov, Nalepa, Piesio, Jankowski (82′ Zarandia), Siemaszko (69′ Esqueda)

 

Legia: Malarz – Vesović, Remy, Pazdan, Jędrzejczyk, Antolić, Philipps, Cafu (46′ Hlousek), Pasquato (74′ Szymański), Hamalainen, Radović (35′ Eduardo)

 

Żółte kartki: Siemaszko, Marciniak, Marcjanik, Nalepa, Esqueda (Arka) – Cafu, Hlousek (Legia)

 

Sędzia: Tomasz Musiał (Kraków)

 

Widzów: 11762

By kkorpas

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *