Na pewno przyjechaliśmy walczyć tutaj o pełną pulę, ale stracona przez nas bramka, którą zdobył nieobliczalny i znajdujący się w dobrej dyspozycji Demianiuk, spowodowała, że musieliśmy mozolnie odrabiać straty – powiedział po meczu Grzegorz Niciński. – Nie stworzyliśmy w tym meczu wielu sytuacji, niby mieliśmy optyczną przewagę, ale GKS dobrze się bronił i groźnie kontrował, miał także okazje, by podwyższyć wynik, ale taka jest piłka nożna, że gdy nie wykorzystuje się swoich sytuacji, to najczęściej traci się tę bramkę w końcówce spotkania. Ten punkt nas zadowala.

Ale nas nie zadowala wasza gra, Panie Trenerze!

18 września 2015 roku na stadionie w Bełchatowie rozegrane zostało spotkanie piłkarskie pomiędzy miejscowym GKSem a Arką Gdynia .Spotkanie, które było przedstawiane i reklamowane jako hit kolejki. Spadkowicz z ekstraklasy, a naprzeciwko solidny pierwszoligowiec. Co otrzymaliśmy? Prawdopodobnie najnudniejsze spotkanie Arki od dwóch sezonów. Nie chciałbym obrażać zawodowych piłkarzy porównaniami do zawodników niższych lig, np. B-klasy, ale jednak myślę, że zawodnicy reprezentacji ministrantów Wólki Niedźwiedzkiej przejawiają więcej zaangażowania w swoich meczach przeciwko drużynie Swornicy Czarowąsy, w której trzech zawodników w noc poprzedzającą mecz bawiło się na weselu. Co prawda jest to poziom słabiutki, ale jednak COŚ się dzieje. Padają gole, mają miejsce wydarzenia iście kuriozalne, zdarzy się raz na jakiś czas coś wesołego, po czym rechocze cała trybuna. Spotkanie GKS – Arka natomiast było posuniętym do granic możliwości boiskowym klinczem, o tyle ponurym i budzącym politowanie, że niezamierzonym.

Po dwóch porażkach z rzędu GKS Bełchatów przed tygodniem zdołał pokonać Zagłębie Sosnowiec, dzięki czemu awansował do górnej części tabeli. Z kolei Arka Gdynia również w poprzedniej serii gier przełamała złą serię – w tym przypadku dwóch remisów – pokonując u siebie Miedź Legnica. Nikt nie spodziewał się tak słabego spotkania ze strony obu ekip, które zdawały się być na fali wznoszącej. Mecz rozpoczął się idealnie dla bełchatowian. Długa piłka z linii obrony trafiła do Szymona Stanisławskiego, który mimo napierającego rywala, dograł do Cezarego Demianiuka. Sam nie miał łatwej sytuacji, bo cały czas naciskał go Tadeusz Socha. Jednak próby Sochy zdały się na niewiele, gdyż zawodnik GKSu precyzyjnym strzałem pokonał Konrada Jałochę. Sama gra Sochy wołała o pomstę do nieba. Aż dziw brał, a przecież ten zawodnik ma na koncie tytuł mistrzowski, zdobyty ze Śląskiem Wrocław w sezonie 2011/12! Demianiuk miał też znakomitą okazję kilkanaście minut później – domagał się nawet jedenastki, ale sędzia był niewzruszony. I na tym w sumie koniec godnych wspomnienia sytuacji w pierwszej połowie. Obie drużyny mają w swoich szeregach graczy z ekstraklasowym doświadczeniem, niektórych z naprawdę sporym (np. Antoni Łukasiewicz, wspomniany wcześniej Socha), a mimo to zaprezentowały taką kopaninę, że aż można było się zastanawiać, czy na pewno zawodnicy nie zamienili się w szatni koszulkami z jakimiś kibicami.

Co prawda w drugiej połowie zobaczyliśmy parę szans na zdobycie gola, na przykład kiedy Paweł Lenarcik obronił całkiem niezły strzał Pawła Abbotta. Druga połowa przyniosła troszkę ożywienia w grze obu zespołów, jednak nie była to wielka różnica względem makabrycznej pierwszej odsłony meczu. I kiedy wydawało się, że nic nie jest już w stanie zagrozić gospodarzom nadszedł doliczony czas gry. Rzut wolny, z około 20 metrów od bramki Lenarcika. Do piłki podszedł Michał Nalepa i świetnym uderzeniem zapewnił Arce cenny punkt. Golkiper bełchatowian długo ustawiał mur, lecz ostatecznie na nic się to zdało. No właśnie – w tym całym marazmie, nudzie i piłkarskim zezwierzęceniu możemy wyróżnić jedną, a raczej dwie rzeczy – bramki. Obie, choć gol Demianiuka (aktywny przez większość meczu) dość niepozorny, to jednak bełchatowianin bardzo dobrze wywalczył sobie pozycję, nie dał się przepchnąć, a potem leciutkim pacnięciem sprytnie zmylił golkipera Arki. Arkę z kolei uratował wcześniej wspomniany znakomity wolny Nalepy – Arkowiec z kolei, wykazał nerwy ze stali.

Po tym remisie GKS Bełchatów zajmuje 5. miejsce, a Arka jest 7. Tabela jest jednak na tyle wypłaszczona, że żółto-niebieskich dzielą zaledwie trzy punkty od lidera i cztery od… strefy spadkowej. Miejmy nadzieję, że po następnym meczu Arki na dobre słowa o jej grze nie wystarczy mi jeden akapit.

 

GKS Bełchatów – Arka Gdynia 1:1 (1:0) 

1:0 Demianiuk 11′

1:1 Nalepa 90+4′

 

GKS: Lenarcik – Witasik, Michalski, Cverna, Kubáň – Wroński (75′ Zięba), Rachwał, Klemenz (84′ Serafin), Bartosiak (60′ Zgarda)- Stanisławski, Demianiuk

 

Arka: Jałocha – Socha, Sobieraj, Marcjanik, Warcholak – Łukasiewicz (65′ Lomski), Nalepa – da Silva (80′ Wojowski), Siemaszko, Bożok – Abbott

 

Żółte kartki: Klemenz, Kubáň, Stanisławski, Wroński, Zgarda – Nalepa, Abbott

 

Sędzia: Sebastian Krasny (Kraków).

 

Widzów: 1678

 

 

Aleksander PISAREK,

Foto: www.gksbechatow.com

 

By kkorpas

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *