18 grudnia 2016 roku na stadionie miejskim we Wrocławiu odbył się mecz 20 kolejki Lotto Ekstraklasy, kończącej rundę jesienną rozgrywek. W owym meczu zmierzyły się ze sobą miejscowy Śląsk oraz przyjezdny beniaminek z Gdyni, żółto-niebieska Arka. Ani jedni, ani drudzy przed pierwszym gwizdkiem nie mieli już szans, by przed zimową przerwą wskoczyć do pierwszej ósemki, ale zwycięstwo wydatnie by ich do górnej połowy tabeli przybliżyło. Prowadzący przyjezdnych Grzegorz Niciński także postanowił w ostatnim tego roku spotkaniu o stawkę zmienić bramkarza. Miedzy słupkami bramki gdynian stanął Konrad Jałocha, zastępując Łotysza Pavelsa Steinborsa. Pierwsza połowa nie była zbyt porywającym widowiskiem. Inicjatywę miała Arka, ale nie była w stanie wykreować sobie zbyt wielu dogodnych okazji. Najlepszą miał w 13 min. Rafał Siemaszko, ale po rykoszecie od jednego z obrońców na moment stracił piłkę z pola widzenia, przez co jego strzał z 15 metra został zablokowany. Potem gorąco było już głównie na trybunach. Pseudokibice Śląska mniej więcej w 13 min pojawili się w okolicach sektora gości i chcieli doprowadzić do konfrontacji. Na wniosek organizatora do akcji wkroczyła jednak policja, która m.in. przy użyciu gazu zdołała „oczyścić” strefę buforową. Chęć do bójki wykazywali także fani gości. Jeden z nich przeskoczył nawet przez okalający sektor X płot, ale został szybko obezwładniony. On oraz czterech innych pseudokibiców zostało zatrzymanych.

 

Ale abstrahując od wydarzeń na trybunach, chciałbym zwrócić uwagę na jedną rzecz. Gdybyśmy dostawali 100 złotych za każdym razem, gdy słyszeliśmy narzekania na brak napastnika w drużynie Arki, to Święty Mikołaj byłby w tym roku wyjątkowo hojnym staruszkiem. Sęk w tym, że było to nieuzasadnione, bo tego gościa trener Niciński… cały czas miał pod nosem. Rafał Siemaszko, 30-latek z Wejherowa znów udowodnił, że przez większość rundy trener po prostu błądził. Najpierw stawiał na skreślonego w Cracovii Dariusza Zjawińskiego. Ten wyjątkowo szybko, bo już w 3. kolejce dobił do swojej zawrotnej średniej z ostatnich sezonów w Ekstraklasie, czyli dwóch goli, no i fajrant. Później do zdrowia wrócił Paweł Abbott, najlepszy strzelec drużyny na I-ligowym froncie, co oczywiście musiało skończyć się sporą liczbą szans. Efekty? Jeszcze bardziej opłakane niż w „Turbokozaku” – kilka niezłych okazji, ale ostatecznie zero wypracowanych bramek w 10 meczach w Ekstraklasie. Pomimo tego Siemaszko – wcześniej głównie pomocnik, ale w tym sezonie regularnie grający zmiennik napastnika – na swoją okazję w pierwszym składzie w meczu ligowym czekał aż do przedostatniej kolejki w tym roku. I tak to wygląda, że odpłacił się trenerowi naprawdę dobrą grą w spotkaniach z Jagą i ze Śląskiem. Doliczmy do tego dwa strzelone gole i jedno kluczowe podanie przy bramce, które zaliczył jako rezerwowy i możemy mówić o jednym z lepszych zawodników Arki tej jesieni. Aż dziw bierze, że do tej pory cała jego kariera w najwyższej klasie rozgrywkowej sprowadzała się do 12 występów z sezonie 2010/11 w barwach Arki (później grał jeszcze w Orkanie Rumia, Gryfie Wejherowo i Chojniczance Chojnice).

 

Był najlepszy na placu, zabawiał się z defensywą wrocławian. Miał też mocne wsparcie, bo Marcus da Silva i Dominik Hofbauer również chcieli wykorzystać to, że drużyna Mariusza Rumaka grała beznadziejnie. Gole padły po stałych fragmentach, w dodatku przy drugim (Michała Marcjanika) fatalnie piąstkował Mariusz Pawełek, ale niech nikogo to nie zmyli – nie ma żadnego przypadku w tym, że trzy punkty jadą do Gdyni. Była jeszcze m.in. poprzeczka po strzale Siemaszki, innym razem ten piłkarz został przyblokowany w ostatniej chwili, mieliśmy też dobrą okazję, gdy da Silva nie trafił głową, mieliśmy strzał Hofbauera i kolejny kiks Pawełka. Arka była znacznie lepsza.

Galeria zdjęć z meczu Foto: arka.gdynia.pl, Łukasz Zieliński 

 

Lotto Ekstraklasa, 20 kolejka: 

Śląsk Wrocław – Arka Gdynia 0:2 (0:0) 

 

0:1 Siemaszko 57′,

0:2 Marcjanik 60′

 

Śląsk: Pawełek – Dankowski, Celeban, Dvali, Pawelec, Stjepanović, Kokoszka, Engels, Alvarinho (67′ Mervo), Morioka, Biliński.

Trener: Mariusz Rumak.

 

Arka: Jałocha – Socha, Sobieraj, Marcjanik, Marciniak, da Silva, Łukasiewicz, Sambea, Wojowski (85′ Błąd), Hofbauer (78′ Szwoch), Siemaszko (90′ Stolc).

Trener: Grzegorz Niciński

 

Żółte kartki: Stjepanović, Pawelec (Śląsk) – Siemaszko (Arka)

 

Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa)

 

 

Aleksander PISAREK,

Foto: www.arka.gdynia.pl, Łukasz Zieliński

 

 

By kkorpas

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *