Piłkarze Arki Gdynia nie lubią chyba łatwych rozwiązań. Przed meczem z Widzewem Łódź sytuacja w tabeli ułożyła się tak, że bezpośredni awans był już tylko w rękach, a raczej nogach zawodników Arki. Wystarczyło tylko – bagatela – wygrać cztery pozostałe do rozegrania spotkania.
W niedzielę miało zostać odniesione pierwsze z tych zwycięstw. Rywal – Widzew Łódź stracił już praktycznie szanse na grę w barażach, ulegając w ubiegłym tygodniu Bruk-Bet Termalice, a do zwycięstwa żółto-niebieskich miał ponieść „pandemiczny” komplet publiczności (sprzedano wszystkie 3462 bilety).
W pierwszym kwadransie zarysowała się przewaga gospodarzy, którzy dyktowali warunki gry. Kilka rzutów rożnych i rzutów wolnych w bezpośrednim otoczeniu pola karnego Widzewa nie przełożyło się jednak na okazje strzeleckie. Wszystko za sprawą bardzo głębokiego ustawienia łodzian i braku miejsca na uwolnienie się spod opieki obrońcy lub podanie w pole karne. W tej fazie meczu Widzew tylko raz groźniej zaatakował za sprawą indywidualnej akcji Domika Kuna przy linii końcowej, ale również bez finalizacji w postaci strzału na bramkę.
Najlepsza okazja dla Arki nadarzyła się w 22 minucie gry, gdy Juliusz Letniowski swoim podaniem uruchomił Arkadiusza Kasperkiewicza na prawym skrzydle, a ten dośrodkował na głowę Christiana Alemana. Ekwadorczyk nieczysto trafił w piłkę, ale ta spadła na nogę Fabiana Hiszpańskiego, którego strzał został zablokowany. Minutę później piłkarz ten miał jeszcze lepszą okazję do zdobycia gola, bo po podaniu od Macieja Rosołka dostał piłkę 9 metrów przed bramką. Niestety po fatalnym przyjęciu znów został zablokowany, a dobitka Mateusza Żebrowskiego z 15 metra wpadła wprost w ręce Jakuba Wrąbla.
W 30 minucie do głosu doszli goście. Najpierw z piłką w pole karne Arki wpadł Paweł Tomczyk, ale niezbyt udany strzał wpadł w ręce Daniela Kajzera. Chwilę później było groźniej po strzale Patryka Stępińskiego, a sytuację ofiarną interwencją uratował Haris Memić. Ogólnie w tej fazie spotkanie bardziej się wyrównało, mieliśmy więcej walki w środkowej strefie boiska i mogliśmy się spodziewać więcej sytuacji pod naszą bramką.
W 38 minucie Arkowcy zostawili sporo miejsca przed polem karnym Kunowi. Ten skrzętnie z tego skorzystał i oddał celny strzał, szczęśliwie w miejsce, gdzie ustawiony był Kajzer. Do przerwy więcej groźniejszych zdarzeń nie było, oprócz o żółtej kartki dla Letniowskiego, która oznacza przymusową absencję w następnym meczu.
Po zmianie stron obraz meczu nie uległ większej zmianie. Widzew był skupiony na defensywie, z rzadka próbując cokolwiek skonstruować pod naszą bramką. Arkowcy mieli mało miejsca, aby czymś rywali zaskoczyć i tak naprawdę największych szans należało upatrywać w stałych fragmentach, a te gdy już się pojawiały były skutecznie bronione przez wybrańców trenera Marcina Broniszewskiego.
Najlepszą (i jak się potem okazało – jedyną) szansę stworzyła Arka w 69 minucie po akcji Alemana. Ekwadorczyk przejął piłkę i rozegrał z Żebrowskim, który wyłożył mu ją w polu karnym, minął nawet bramkarza, ale z ostrego kąta nie zdołał jej skierować do pustej bramki. Zamiast bowiem tylko pchnąć piłkę do pustej już bramki, próbował zrobić to „z przytupem” uderzając tzw. „krzyżakiem” (fotografia główna), czym potwierdził naszą tezę wyrażoną na wstępie i w tytule tego tekstu.
Kilka minut później groźną akcję przeprowadzili goście, zakończoną na szczęście faulem Memicia na Tomczyku i tylko żółtą kartką dla Holendra, chociaż widzewiacy domagali się czerwonej. Sędzia uznał jednak, że były zawodnik Lecha nie miał pewnej szansy na zdobycie bramki i decyzji nie zmienił. W 77 minucie ogromne brawa publiczności zebrał Kajzer, który w fenomenalny sposób obronił strzał z pięciu metrów Marka Hanouska.
Ostatnia w tym spotkaniu okazja dla Arki pojawiła się w 84 minucie, gdy dośrodkowanie Adama Dei z rzutu rożnego zmierzało wprost na głowę Michała Marcjanika, jednak w ostatniej chwili Krystian Nowak zmienił kierunek lotu piłki i gdynianin do niej nie doszedł. Przez kolejne 10 minut (sędzia doliczył 4) ani z jednej, ani z drugiej strony nie wydarzyło się nic godnego odnotowania i zamiast trzech punktów na koncie Arki znalazł się tylko jeden i… znów los żółto-niebieskich nie zależy od nich samych, bo nawet komplet zwycięstw nie musi dać im bezpośredniego awansu.
Martwi bardzo słaba skuteczność zawodników Dariusza Marca, bo trudno myśleć o zwycięstwie, kiedy przez całą drugą połowę nie oddaje się na bramkę rywala żadnego (!!! sic) strzału.
Arkę czeka teraz bardzo trudny wyjazd do Kielc, skąd obowiązkowo musi przywieźć trzy punkty, jeśli myśli jeszcze o nawiązaniu walki o bezpośredni awans.
Galeria zdjęć, Foto: Andrzej BASISTA
Fortuna 1 liga, kolejka 31:
Arka Gdynia – Widzew Łódź 0:0
Arka: Kajzer – Danch, Marcjanik, Memić, Kasperkiewicz, Letniowski (54′ da Silva), Aleman, Deja, Hiszpański, Żebrowski (70′ Ł. Wolsztyński), Rosołek.
Trener: Dariusz Marzec
Widzew: Wrąbel – Stępiński, Nowak, Grudniewski, Becht, Kun (76′ Kosakiewicz), Poczobut, Hanousek, Michalski, Ameyaw (86′ Samiec-Talar), Tomczyk (90′ Robak).
Trener: Marcin Broniszewski
Żółta kartka: Letniowski, Memić, Ł. Wolsztyński (Arka) – Hanousek, Nowak (Widzew)
Sędzia: Sylwester Rasmus (Toruń)
Widzów: 3462
Ze Stadionu Miejskiego: Ziemowit BUJKO
Foto: Andrzej BASISTA
* Tytuł zaczerpnąłem z pieśni Włodzimierza Wysockiego „Wierszina” w tłum. Wojciecha Młynarskiego „Na szczyt”





























