Po dokładnym dograniu Davita Skhirtladze płaskim strzałem w róg bramki Radosława Majeckiego popisał się Adam Danch. To drugi gol tego piłkarza w drugim kolejnym spotkaniu. Niestety, były to miłe złego początki.

Gdynianie pojechali do Warszawy zawalczyć przynajmniej o remis i do przerwy ten cel wyglądał na możliwy do osiągnięcia. Niestety drugą część spotkania można nazwać jedynie blamażem.

Arkowcy ekspresowo wyszli na prowadzenie. Już w 42 sekundzie w polu karnym gospodarzy znalazł się Danch i skierował piłkę do siatki. Szkoda tylko, że przez pozostałe półtorej godziny żółto-niebiescy nie oddali ani jednego celnego strzału na bramkę rywali. Legia zepchnęła Arkę do defensywy i zdołała wyrównać wynik zaraz przed przerwą. Marko Vesović dośrodkował piłkę, a Paweł Wszołek uderzył ją celnie głową. Druga połowa to jeszcze większa dominacja gospodarzy. Wyszli oni na prowadzenie po golu samobójczym Adama Marciniaka, a później zagrali na większym luzie, pozbawieni presji. Prowadzenie podwyższali kolejno Luqinhas, Mateusz Cholewiak i Vamara Sanogo. 

Arka nie miała tu nic do powiedzenia, a swoją grą przypominała bardziej pierwszoligową ekipę, niż klub z Ekstraklasy. Defensywa nie była w stanie się oprzeć naporowi Legii, a ofensywa przestała istnieć po kilkudziesięciu sekundach. Teraz niedzielny mecz z Wisłą Kraków nabiera jeszcze większego znaczenia – następni rywale Arki wygrali z Rakowem Częstochowa i tym samym oddalili się od żółto-niebieskich na sześć oczek.

 

Powiedzieli po meczu:

Ireneusz Mamrot (trener Arka Gdynia): – Nie możemy tak łatwo tracić bramek, a także mieć tyle strat z takim zespołem jak Legia i dodatkowo tym napędzać rywali. Nie wiem, czy coś by to zmieniło, patrząc na dzisiejszą dyspozycję Legii, ale ważnym momentem była strata bramki „do szatni”. W prostej sytuacji, będąc w przewadze w bocznym sektorze, straciliśmy piłkę i z tego poszła akcja, po której Legia wyrównała. 

Porozmawiamy we własnym gronie, bo to jest nam potrzebne w tym momencie, ale tak naprawdę nie ma zbyt wiele czasu. Przyjechaliśmy tutaj powalczyć o punkty, ale Legia była piłkarsko lepszym zespołem i zasłużenie wygrała. My mamy teraz bardzo ważny mecz w niedzielę i na nim trzeba się koncentrować. 

 

Aleksandar Vuković (trener Legia Warszawa): – Każdy widział, jak rozpoczęliśmy ten mecz. Równie dobrze jeszcze przed pierwszym gwizdkiem na tablicy mógł się pojawić wynik 0:1 i chyba wtedy byłby to mniejszy szok dla nas. Cały czas sobie tłumaczymy, że musimy grać to samo bez względu na to, jak mecz się układa. Chwała drużynie, że praktycznie całą czas po straconej bramce grała bardzo dobrze. Wiadomo, że w końcówce tempo trochę spadło i nie było potrzeby grać z taką samą intensywnością. Aczkolwiek udało się zdobyć piątą bramkę i tego gratuluję drużynie. 

W tym momencie najbardziej nas cieszy, że Vamara Sanogo zdobył bramkę po długiej kontuzji i przerwie. Z tego powodu była największa radość w szatni. Jeśli chodzi o inne aspekty, to nie mamy prawa się za dużo cieszyć. Powiedziałem drużynie, że mecz w niedzielę jest najważniejszy w naszym życiu i tak go musimy traktować. Musimy się jak najszybciej zregenerować i wrócić do pełni sił, by być gotowym na mecz na trudnym terenie z przeciwnikiem, który wyróżnia się dobrym przygotowaniem fizycznym. Nie możemy myśleć, że cokolwiek jest blisko, bo jeszcze dużo przed nami. 

 

Michał Nalepa: – Trochę nie spodziewaliśmy się, że tak szybko uda nam się zdobyć bramkę. Potem jednak sporo naszych błędów i bojaźliwości, czym pomogliśmy bardzo dobrze dysponowanej Legii. Oglądam dużo spotkań i widać, że Legia jest w gazie. Pozostaje się chyba cieszyć, że nie skończyło się większą ilością bramek. Fajnie się nam ten mecz otworzył, strzeliliśmy bramkę. Próbowaliśmy grać od tyłu, ale było dużo błędów w naszej grze, dużo strat, w tym moich, a mimo to mieliśmy niezły wynik do przerwy. Tak jak zagraliśmy w drugiej połowie, tak nie można grać. 

Ja cały czas wierzę w utrzymanie, bo wiara jest tutaj podstawą. Nie możemy spuścić głów po jednym meczu, nawet tak fatalnym, bo jednak ze Śląskiem pokazaliśmy, że dzięki wierze i odrobinie szczęścia jesteśmy w stanie wygrywać. Mamy mecz z Wisłą u siebie, a o tym, co się dziś wydarzyło, musimy zapomnieć. Dziś przegraliśmy z Legią, ale możemy wygrać z Wisłą, a nie zrobimy tego, jeśli spuścimy głowy. Trzeba twardo iść do przodu, wszystko jest jeszcze przed nami, nie mamy dużej straty i nie czujemy się gorsi od Wisły i Korony, więc jesteśmy w stanie z nimi powalczyć. 

Dawit Skhirtladze pokazał, że jest bardzo dobrym zawodnikiem, jeśli nie najlepszym w Arce. Jednak ani sam Davit, ani Marko, ani ja, czy we trójkę do spółki Pavelsem nie wygramy spotkań. U nas jest tak, że jak jeden zawodnik popełni błąd, to ciężko go jest już komukolwiek naprawić, dlatego musimy wszyscy razem, całym zespołem wierzyć i walczyć na boisku, wtedy coś z tego będzie. 

 

Michał Kopczyński:– Oczywiście był to dla mnie szczególny mecz, taka sentymentalna podróż i choć byłem na tym stadionie setki razy, to jednak szatni nie pomyliłem. Jestem zawodnikiem Arki, z tą drużyną tu przyjechałem i ani przez moment o tym nie zapomniałem. Widziałem dziś kilku znajomych, ale też nie tylu, ilu z pewnością bym spotkał w normalnych warunkach, bo obecnie nie mogę nawet z nikim normalnie porozmawiać. 

Co do samego meczu, to dopóki w pierwszej połowie dobrze się broniliśmy, to mogliśmy myśleć o pomyślnym finale tego meczu. Legia dominowała, ale mimo wszystko szkoda tej bramki straconej tuż przed przerwą. Prawda jednak jest taka, że widać było różnice klasy między naszymi zespołami, więc prawdopodobnie nawet gdybyśmy tej bramki wtedy nie stracili, to niewiele by to zmieniło. Po przerwie Legia zdobyła kolejne gole i na pewno nie w takim stylu powinniśmy przegrać to spotkanie. 

Klasę Legii po prostu trzeba uznać, bo choć liczyliśmy na więcej, to jednak w tym sezonie ta drużyna jest bardzo mocna. Porażka boli, wszyscy jesteśmy teraz źli i smutni, ale od jutra będzie się liczyć tylko mecz z Wisłą, bo to jest dla nas teraz najważniejsze spotkanie.

 

Galeria zdjęć z meczu, Foto: arka.gdynia.pl

 

PKO Bank Polski Ekstraklasa, 29. kolejka:

Legia Warszawa – Arka Gdynia 5:1 (1:1)

0:1 Danch 1′

1:1 Wszołek 44′,

2:1 Marciniak 50′(s),

3:1 Luquinhas 57′,

4:1 Cholewiak 62′,

5:1 Sanogo 86′

 

Legia: Majecki – Vesović (77′ Pyrdoł), Jędrzejczyk, Wieteska, Karbownik, Antolić, Gvilla (67′ Andre Martins), Wszołek, Luquinhas, Cholewiak, Pekhart (67′ Sanogo).

Trener: Aleksandar Vuković

 

Arka: Steinbors – Zbozień, Danch, Marić, Marciniak, Kopczyński, Nalepa, Antonik (55′ Mihajlović), Vejinović, Samanes (46′ Młyński), Skhirtladze (78′ Zawada).

Trener: Ireneusz Mamrot

 

Żółta kartka: Vejinović (Arka)

 

Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa)

 

Mecz bez udziału kibiców

 

 

Na podstawie transmisji w TV Canal +: Radosław KARWACKI-BASISTA

By kkorpas

Dodaj komentarz