20 listopada na stadionie w Bydgoszczy odbył się mecz rozgrywek o mistrzostwo I ligi pomiędzy zespołem spadkowiczów z Ekstraklasy – Zawiszą Bydgoszcz, a drużyną Arki Gdynia. Ciągle jest za wcześnie, by wskazywać zdecydowanych faworytów do awansu – z grona, o którym mówiło się przed sezonem definitywnie wypisała się właściwie tylko Olimpia Grudziądz – ale wszyscy muszą przyznać, że z wielką przyjemnością można oglądać poczynania Arki Gdynia, obecnego wicelidera rozgrywek. Nie chodzi nawet o liczbę zgromadzonych punktów, a bardziej o liczbę piłkarzy, co do których można mieć przekonanie, że nie zaniżaliby poziomu szczebel rozgrywkowy wyżej. O tym, że Marcusa da Silvę czy Michała Nalepę chciałoby mieć w swoim składzie kilku trenerów z Ekstraklasy wszyscy wiedzieli od dość dawna. Miroslav Bożok, Antoni Łukasiewicz czy Alan Fialho też pewnie podnosiliby się z ławki, bo to solidni piłkarze. W ostatnich tygodniach odbieramy natomiast sygnały od kolejnych piłkarzy, przy utrzymaniu tej tendencji powrót Arki do najwyższej klasy rozgrywkowej będzie naprawdę realny.

Problem bogactwa przed meczem z Zawiszą, to chyba jedyne zmartwienie, jakie miał przez ostatnie dni Grzegorz Niciński. Drugi mecz z rzędu z ławki oglądał kapitan gdynian Krzysztof Sobieraj. I to nie wynik jego słabej dyspozycji, tylko wspomnianego bogactwa, bo ktoś ze środkowych obrońców musiał być w tym meczu rezerwowym. Mimo zawieszenia za kartki Rafała Siemaszki (5 goli w tym sezonie), Arka nie musiała się martwić o zastępstwo. Odwód drużyny mocno bowiem napiera. Za „Siemę” mógł zagrać przecież Grzegorz Tomasiewicz, Marcus da Silva, czy Miroslav Bożok. Ostatecznie Niciński – ku zaskoczeniu wszystkich i pewnie trochę samego zainteresowanego – postawił na pozycji numer dziesięć na Michała Nalepę. Na „efekty” nie trzeba było długo czekać. Inicjatywa i rozegranie piłki to było pojęcie obce w początkowych fragmentach meczu dla Arki. Ale jak momentami nie idzie, to… trzeba szukać pomocy u rywala. Farfocla gdynianom zafundował więc Łukasz Sapela i piłkę pod polem karnym przejął da Silva. W pewnej chwili przewaga w szesnastce wynosiła trzech do jednego. Brazylijczyk jednak bardzo długo zwlekał z podaniem i kiedy wszyscy kilkukrotnie zdążyli krzyknąć do niego, by dograł, ten umiejętnie wyczekał, aż cały blok obronny powracającego za akcją bydgoskiego zespołu – jak rozpędzony osobowy – wbiegnie praktycznie do własnej bramki i wyłożył piłkę jak na tacy na jedenasty metr Nalepie. Temu nie pozostało nic innego, jak wpakować piłkę pod górną siatkę.

Mimo wszystko, Zawisza przeważał. Nacierał, lecz niewiele z tego wynikało. Zawisza grał, Arka strzelała bramki. Celem były po prostu punkty, a nie piękna i spektakularna gra. Umiejętne bronienie, czekanie na przeciwnika, groźne kontrowanie i kiedy tylko rywal traci oddech, przejęcie inicjatywy. Tak było w Bydgoszczy. Z tą tylko różnicą, że momentami ta taktyka Arce uciekała między palcami. Nie nowość, że w Zawiszy materiał ludzki stoi na wyższym poziomie niż u Chrobrego, stąd bydgoszczanie wiedzieli jak gdynian docisnąć i momentami naprawdę dobrze im to wychodziło. Arka była przyparta do swojej połowy, nie próbowała nawet zbyt często wychodzić. Z minuty na minutę po przerwie ekipa Nicińskiego coraz bardziej się cofała. Nie zwiastowało to nic dobrego, bo po drugiej stronie był rywal, który mimo gorszych chwil w tej rundzie, wciąż wiedział jak grać w piłkę. Efektem było wyrównanie drużyny z Bydgoszczy po rzucie karnym wykorzystanym przez Kamila Drygasa. Inna sprawa, że bardzo długo ze zmianami zwlekał Niciński, a jego reakcja z wprowadzeniem Tomasiewicza nastąpiła dopiero po utracie gola. Kolejny mocno przeciętny mecz grał Bożok i już wcześniej Słowak był do zmiany. Strata gola była Arce potrzebna. Kubeł zimnej wody, który sprawił, że gdynianie ponownie przypomnieli sobie, że spadkowicza z ekstraklasy warto zaatakować. Wtedy traci on wszelkie argumenty. I ruszyli jak po swoje. Zawziętość i agresja, do których Arka przyzwyczaiła w poprzednich meczach. Skutek? Piękny gol z rzutu wolnego Marcusa, któremu tego wolnego wypracował wirtuozerską akcją Marcin Warcholak. W końcówce Arka znowu cofnęła się prawie na własne pole karne. Bydgoszczanie poczuli krew i po stałym fragmencie wykorzystali opieszałość obrońców gości. Dwa stracone punkty mogą jednak aż tak nie boleć, jeśli dalej piłkarze Nicińskiego będą kontynuować swoją grę, którą prezentowali w ostatnich meczach. Może brudną i niezbyt ładną, ale skuteczną. To jest ważne.

Galeria zdjęć z meczu

Po meczu powiedzieli:

Maciej Bartoszek (trener Zawisza Bydgoszcz): – Na samym wstępie chciałbym pochwalić zespół za charakter, za to, że w trudnych momentach potrafiliśmy się podnieść. Cały czas goniliśmy wynik. Tak jak na konferencji przedmeczowej powiedziałem, że czasami są takie mecze, żeby zremisować trzeba grać o zwycięstwo.  W tym meczu na pewno walczyliśmy o zwycięstwo. Do momentu straty bramki stworzyliśmy też kilka fajnych sytuacji.  Mogliśmy się inaczej zachować , inaczej je wykończyć. Taka jest piłka. W sytuacji gdy przegrywaliśmy 0:1 i 1:2 trzeba ten punkt uszanować. Mamy za sobą serię niewyraźnych spotkań z naszej strony i ten mecz wyglądał dużo lepiej.  Graliśmy dzisiaj z dobrym przeciwnikiem i mimo wszystko ta gra była lepsza niż w poprzednich meczach. Wszyscy musimy walczyć o punkty i je wręcz wyszarpać, tak jak to miało miejsce dzisiaj.

Grzegorz Niciński (trener Arka Gdynia): – Wyrównany mecz z obu stron. Dwa razy prowadziliśmy 1:0 i 2:1. Wydawało się, że dowieziemy do końca te 3 punkty. Niestety straciliśmy bramkę, ale jeszcze piłka meczowa była po naszej stronie.  Michał Nalepa miał sytuację w doliczonym czasie. Ten punkt inaczej by smakował gdybyśmy to my wyrównali. Nie raz to my wychodziliśmy z opresji wygrywaliśmy mecze i remisowaliśmy. Trudno. Zremisowaliśmy mecz. Przed nami ostatnia kolejka w piątek. Musimy zrobić wszystko, aby się jak najlepiej przygotować i powalczyć o 3 punkty w tym ostatnim meczu.

Zawisza Bydgoszcz – Arka Gdynia 2:2 (0:1)

0:1 – Nalepa 25′
1:1 – Drygas (k.) 75′
1:2 – da Silva 81′
2:2 – Drygas 90+1′

Składy:

Zawisza: Łukasz Sapela – Sebastian Kamiński, Łukasz Nawotczyński, Piotr Stawarczyk, Krzysztof Nykiel, Kamil Drygas, Maciej Kona (70′ Jakub Łukowski), Jakub Smektała, Mica, Sylwester Patejuk (62′ Giorgi Alawerdaszwili), Szymon Lewicki.

Arka: Konrad Jałocha – Przemysław Stolc, Michał Marcjanik, Alan Fialho, Marcin Warcholak, Antoni Łukasiewicz, Miroslav Bożok (78′ Grzegorz Tomasiewicz), Marcus Vinicius da Silva, Michał Nalepa, Rashid Yussuff (82′ Paweł Wojowski), Paweł Abbott (90+2′ Michał Renusz).

Żółte kartki: Nykiel, Nawotczyński (Zawisza) oraz Warcholak, Nalepa, Bożok (Arka).

Sędzia: Piotr Lasyk (Bytom).

 

 

 

Aleksander PISAREK

Foto: www.arka.gdynia.pl, Stanisław Wrzosek

 

 

By kkorpas

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *