Arka już od pięciu spotkań nie wygrała żadnego (!) meczu. A przecież założenia przed sezonem były zupełnie inne! Żółto-niebiescy mieli bić się o górne lokaty w tabeli. Trener Grzegorz Niciński, delegując wyjściowy skład w meczu z Pogonią Siedlce, zdecydował się jednak na opcję numer jeden. Pisaliśmy bowiem o dwóch logicznych wariantach, jakimi opiekun Arki dysponował. Oprócz zamieszania w środku pola pod nieobecność Michała Nalepy, na środek obrony wrócił Krzysztof Sobieraj, któremu partnerował Michał Marcjanik. Na skrzydle zamiast awizowanego Rashida Yussuffa (ostatecznie z udziału w meczu wyeliminowała go kontuzja) z dużego przymusu zagrał ten, na którego „Nitek” ostatnio w ogóle od pierwszych minut się nie decydował – Paweł Wojowski. Za strzelanie bramek odpowiedzialny miał być z kolei Paweł Abbott. Tłumaczenia, oskarżenia, złe emocje. Po meczu Pogoni z Arką w Pruszkowie trudno tak naprawdę o racjonalną diagnozę tego, co się działo na obiekcie Znicza. Bramki, zwroty akcji były doprawdy kuriozalne. Gdy wydawało się, że jedna strona zyskuje wyraźną przewagę, za chwilę druga odpowiadała ze zdwojoną siłą. Znów musimy zarzucić naszym zawodnikom brak szacunku dla ciężko wywalczonego prowadzenia. Podobnie jak w meczu z Kluczborkiem, Arka po strzeleniu gola i chwilowej euforii, oddała pole gry i została srogo skarcona. To już piąty mecz w tym sezonie, gdy nie potrafimy wygrać, prowadząc 1:0.

Pierwsza połowa? Jednym słowem słaba. Przez 30 minut nie działo się praktycznie nic, Przed przerwą Arka ruszyła do ataku i miała okazję, by zejść do szatni z uśmiechem na ustach. Niestety, Abbott nie grzeszy w tym sezonie wysokim procentem wykorzystywania bramkowych okazji. Tym razem w jego ślady poszedł też Wojowski, marnując sytuację sam na sam z bohaterem Pogoni – Rafałem Misztalem. Po pierwszej połowie tylko najwięksi optymiści mogli stwierdzić, iż w niedzielnym spotkaniu w Pruszkowie padnie wiele bramek. Zawodziła szczególnie Pogoń Siedlce, która przez 45 minut gry stworzyła sobie tylko jedną okazję do strzelenia gola. Do piłki wybitej przez Krzysztofa Sobieraja dopadł Kamil Dmowski, który huknął minimalnie obok słupka.

Lepsze wrażenie stwarzali przyjezdni (chociaż siedlczanie byli gospodarzami tylko nominalnie), u których niezwykle aktywny był Paweł Abbott. Rosły napastnik nie miał problemów z wypracowywaniem sobie sytuacji strzeleckich. O wiele gorzej było jednak ze skutecznością. Trzeba przyznać również, iż w pierwszej połowie obie drużyny zmagały się z fatalnymi warunkami atmosferycznymi. Oprócz solidnego deszczu, zawodnikom przeszkadzał silny wiatr.

Po przerwie za to mieliśmy do czynienia ze świetnym widowiskiem. Arka zepchnęła Pogoń do tzw. „Obrony Częstochowy”. Strzelał Abbott, strzelał Grzegorz Tomasiewicz, strzelał Marcus da Silva. Wreszcie po jednym z uderzeń Brazylijczyka, sędzia przyznał Arce rzut rożny. Tomasiewicz wrzucił na krótki róg, gdzie nabiegał Marcjanik i sprytnie, czubkiem buta, posłał piłkę przy krótkim słupku. Po chwili Arka miała wymarzoną sytuację do podwyższenia wyniku – Abbott zagrał wzdłuż linii pola bramkowego do nabiegającego Tadeusza Sochy, ale nie wziął poprawki na mokrą nawierzchnię i piłka była dla obrońcy za szybka. Sięgnął ją końcówką buta.

Gdy wydawało się, że to przyjezdni zdobędą kolejne bramki, nadeszły fatalne trzy minuty, które wstrząsnęły Arką. Trener Marcin Sasal, widząc co się święci, przygotował dwie zmiany. Boisko mieli opuścić Kamil Dmowski i Adam Duda. Obaj, widząc gotowych do gry kolegów, zdecydowali się… na jeszcze jedną akcję. Dmowski rozprowadził akcję, a Dawid Dzięgielewski uderzył na bramkę z około 20 metrów. Konrad Jałocha niestety odbił piłkę przed siebie, a niepilnowany Duda dopełnił formalności. Dramat, rozczarowanie? To jeszcze nic. W 68 minucie wydarzyło się coś trudnego do opisania, z gatunku „to trzeba zobaczyć na własne oczy”. Mariusz Rybicki gdzieś hen daleko, pod linią boczną, zakręcił Sochą. I zdecydował się na z pozoru dziwną decyzję – strzał na bramkę. Jeszcze dziwniejsza była reakcja Jałochy. Bramkarz Arki postanowił… odsunąć się od piłki w przeciwległy róg bramki. 2:1. Wyglądało to jak reakcja przy rykoszecie, tyle, że tego rykoszetu po prostu nie było. Dziesięć minut później golkiper Arki w małej części zrehabilitował się, posyłając długie podanie na połowę Pogoni. Tam nastąpiła klasyczna „mijanka”. Ze spalonego wracał Abbott, na którym obrońcy skupili uwagę, ale do piłki wystartował za ich plecy Rafał Siemaszko. Przyjął, popatrzył i spokojnie uderzył przy słupku. W końcówce oglądaliśmy podwórkową grę „kontra na kontrę”. Niestety, skuteczność obu drużynom nie sprzyjała i spotkanie zakończyło się wynikiem 2:2.

 

Pogoń Siedlce – Arka Gdynia 2:2 (0:0)

0:1 – Michał Marcjanik 60′
1:1 – Adam Duda 65′
2:1 – Mariusz Rybicki 67′
2:2 – Rafał Siemaszko 80′

Składy:

Pogoń Siedlce: Rafał Misztal – Konrad Wrzesiński, Rafał Zembrowski, Mateusz Żytko, Daniel Chyła, Dawid Dzięgielewski, Kamil Dmowski (66′ Ernest Dzięcioł), Daniel Dybiec, Mariusz Rybicki, Krzysztof Bodziony (89′ Marcin Paczkowski), Adam Duda (66′ Piotr Ceglarz).

Arka Gdynia: Konrad Jałocha – Tadeusz Socha, Krzysztof Sobieraj, Michał Marcjanik, Marcin Warcholak, Marcus Vinicius da Silva, Antoni Łukasiewicz, Miroslav Bożok (70′ Rafał Siemaszko), Paweł Wojowski (75′ Patrik Lomski), Grzegorz Tomasiewicz (69′ Damian Mosiejko), Paweł Abbott.

Żółte kartki: Dzięgielewski, Dzięcioł, Wrzesiński (Pogoń) – Łukasiewicz, da Silva, Marcjanik (Arka).

Sędzia: Marek Opaliński (Legnica)

Widzów: 300.

 

 

Aleksander PISAREK

Foto: Łukasz Zieliński, www.arka.gdynia.pl

By kkorpas

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *