Ale pod koniec pierwszego seta na parkiecie pojawił się Rafał Buszek

Pierwszą partię gospodarze jednak jeszcze dość pewnie wygrali. Prowadzili praktycznie przez cały czas. Przewaga sięgała nawet pięciu punktów, a w końcówce wzrosła do sześciu. Dużym atutem miejscowych była zagrywka. Rzeszowianie mieli problemy w ataku, popełniali liczne błędy, a Lotos groźnie i skutecznie kontratakował.

W drugiej odsłonie tego porywającego widowiska długo stroną dominującą byli zawodnicy Andrei Anastasiego. Na drugą przerwę techniczną schodzili prowadząc jeszcze 16:15. Nie czuli kompleksów, ani presji i grali na luzie, co dodawało im odwagi. Jednak w drugiej, decydującej części seta coś się zacięło, a nową jakość grze rzeszowian nadał, wprowadzony za Marco Ivovicia, Buszek. Po serii jego zagrywek nagle przyjezdni odmienili swoją grę. Wzmocnili atak, a w gdańskiej drużynie widać było pierwsze ubytki sił.

Trzeci set, to prawdziwy koncert gry Resovii. Goście zaprezentowali bardzo dobre przyjęcie i świetny i skuteczny atak. W ich poczynaniach było widać coraz większą pewność i wiarę w sukces. Partię tę wygrali różnicą czterech oczek.

W czwartym secie gdańszczanie cały czas prawie gonili wynik. Walka była wyrównana, z lekką przewagą gości. Sporo emocji było też związanych z analizą powtórek, które obaj trenerzy często i z reguły trafnie wywoływali. Przy wyniku 22:22 dwukrotnie potężnie zaserwował Murphy Troy, doprowadzając do piłki setowej dla Lotosu. Pierwszą jeszcze goście obronili, ale druga dała wygraną chłopcom Anastasiego i doprowadziła do tie-breaka.

W ostatniej części meczu Asseco Resovia prowadziła 8:5 przy zmianie stron i zaraz w następnej akcji zwiększyła przewagę do czterech punktów. Lotos jednak niesiony porywającym dopingiem ponad dziesięciotysięcznej widowni odrobił tę stratę i doprowadził do remisu po 12. Ponownie ogromny udział w tym miał amerykański atakujący i jego potężna zagrywka. W końcówce jednak to rzeszowianie mieli więcej szczęścia i sił i to oni cieszyli się z drugiego zwycięstwa.

Według statystyk mecz był wyrównany. Żadna z drużyn wyraźnie nie zdominowała przeciwnika właściwie w żadnym z elementów gry. O wyniku zadecydowały pojedyncze akcje. W zespole Lotosu Trefla najwięcej punktów zgromadził oczywiście Murphy Troy, który zanotował m.in. 4 asy serwisowe i miał 50% skuteczność w ataku. To głównie on przechylił na rzecz Lotosu szalę w końcówce 4 seta i w znacznej mierze doprowadził do remisu 12:12 w tie-breaku. Wtórował mu Bartosz Gawryszewski, który wykazał skuteczność w 2/3 ataków i trzykrotnie udanie blokował. Nieźle też spisali się Mateusz Mika i Sebastian Schwarz. Po drugiej stronie siatki było dwóch graczy, którzy uzbierali po 20 punktów, wspomniany Rafał Buszek i Jochen Schoeps. O ile jednak kapitan reprezentacji Niemiec grał nierówno, zepsuł m.in. 8 serwisów, o tyle Buszek wszedł jako rezerwowy pod koniec pierwszego seta i… został w meczu do końca, zdobywając tytuł MVP. Zasłużył nań 58% skutecznością w ataku, dobrą zagrywką i aktywnością w bloku.

Stan pojedynku obecnie to 2:0 dla Resovii, a kolejne spotkanie rozegrane zostanie już we wtorek, 28 kwietnia w hali na Podpromiu, gdzie w tym sezonie nikomu nie udało się pokonać biało-czerwonych.

 

Lotos Trefl Gdańsk – Asseco Resovia Rzeszów 2:3 (25:19, 19:25, 21:25, 25:23, 13:15)

Stan rywalizacji do trzech zwycięstw: 0:2

 

Lotos Trefl: Grzyb (6), Falaschi (1), Schwarz (13), Gawryszewski (13), Troy (21), Mika (14), Gacek (libero) oraz Stępień, Schulz, Czunkiewicz

 

Asseco Resovia: Nowakowski (11), Ivović (4), Schoeps (20), Drzyzga (5), Penchev (9), Dryja (5), Ignaczak (libero) oraz Buszek (20), Tichacek, Konarski (1)

 

Sędziowie: M. Twardowski, S. Pindral

 

MVP meczu: Rafał Buszek (Asseco Resovia)

 

Widzów: 10 169

 

 

Z ERGO Areny: Ziemowit BUJKO,

Foto: autor

By kkorpas

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *