Jest 10 lipca 1982 roku, stadion w Alicante. 47 minuta meczu Polska – Francja o trzecie miejsce w Mistrzostwach Świata. Rzut wolny dla Polski z wysokości pola karnego. Piłkę ustawia zawodnik z numerem 3 na koszulce Janusz Kupcewicz. Strzał prawą nogą, piłka omija wątły mur Francuzów i ku zaskoczeniu bramkarza Jeana Castanedy odbijając się od słupka wpada do bramki, 3:1! Co prawda biało-czerwoni tracą jeszcze jedną bramkę, ale ten gol okazał się trafieniem na wagę brązowego medalu! Od tej pory nazwisko Kupcewicz kojarzyć się będzie wszystkim kibicom z tym fantastycznym uderzeniem. A przecież tuż przed przerwą „Kupiec” zaliczył jeszcze wspaniałą asystę, dośrodkowując z rzutu rożnego na głowę Stefana Majewskiego.

Jeszcze kilka lat temu mogliśmy podziwiać żwawego starszego pana, gdy w towarzystwie przyjaciół z boiska i nie tylko świętował swoją „60-tkę”. Kto mógł wówczas przypuszczać, że kolejnej dekady nie dane Mu będzie celebrować?

Tymczasem w poniedziałkowy poranek jak grom z jasnego nieba obiegła cały piłkarski świat hiobowa wieść, że Najważniejszy Trener postanowił powołać Janusza Kupcewicza do niebiańskiego teamu. Zagra tam u boku m.in. Diego Maradony i Paolo Rossiego, z którymi rywalizował na hiszpańskich boiskach oraz wielu legend piłkarskich, którzy powołania otrzymali wcześniej.

Pozostanie po Nim puste krzesło na stadionie i… pamięć oraz szacunek kibiców.

Non omnis moriar.


Foto: onet.pl