Arka Gdynia się nie zatrzymuje. Mimo niekorzystnego początku potrafiła odwrócić meczu i pokonać jednego z najgroźniejszych konkurentów do awansu – Koronę Kielce i to na jej stadionie.

Mecz z Koroną miał dla obu zespołów duży ciężar gatunkowy i… emocjonalny. W składzie żółto-krwistych wszak figuruje Luka Zarandia, a na ławce –Leszek Ojrzyński, twórcy i uczestnicy największych triumfów w historii Arki. Już kilka dni przed spotkaniem dużo się o tym wydarzeniu mówiło i pisało. Do końca nie było wiadomo, czy będzie w stanie w Kielcach zagrać Hubert Adamczyk. Ostatecznie zabrakło go w wyjściowym składzie, ale znalazł się na ławce rezerwowych. Zastąpił go Mateusz Kuzimski, który po raz pierwszy dostał okazję gry od pierwszej minuty. Po kontuzji powrócił Sebastian Milewski, a pauzującego za kartki kapitana Michała Marcjanika zastąpił Haris Memić.

Problemy mieli także kielczanie. Na konferencji prasowej trener Ojrzyński poinformował, że siedmiu zawodników musiało zrezygnować z treningów, bo dopadła ich grypa. Ostatecznie także ich skład wyjściowy doznał uszczerbku, a niewykluczone było, że kolejne problemy zdrowotne mogły o sobie dać znać już w trakcie zawodów.

Mecz rozpoczął się idealnie dla gospodarzy. Już w 2. minucie Evgeniy Shikavka trafił do bramki Kacpra Krzepisza, po świetnej akcji i asyście Dawida Błanika, ale arbiter główny po konsultacji z VAR-em anulował gola dla Korony sugerując zagranie ręką pomocnika przy przyjęciu piłki. Wynik na tablicy został cofnięty, a spotkanie było kontynuowane. 

Od samego początku Korona była bardzo ofensywnie usposobiona, grała agresywnie, wymuszając w ten sposób błędy gdyńskich zawodników. Ofiarą takiego przebiegu gry stał się Adam Deja, który już w ósmej minucie obejrzał żółtą kartkę.

Czego nie udało się gospodarzom zrealizować za pierwszym razem ziściło się kilkanaście chwil później. W 16. minucie Kyrylo Petrov idealnie wypatrzył w polu karnym Shikavkę i dośrodkował do niego piłkę. Białorusin znów się nie pomylił i wpakował futbolówkę do siatki Krzepisza. Tym razem trafienie zostało zaliczone i Korona oficjalnie otworzyła wynik spotkania. 

Po straconej bramce gdynianie nieco więcej zaczęli utrzymywać się przy piłce, ale nie potrafili skonstruować groźnej akcji. Piłka nieco zbyt wolno krążyła między zawodnikami, więc agresywnie nastawieni kielczanie dość łatwo przerywali grę. Dopiero w 30 minucie rzut rożny przyniósł gościom pierwszy, bardzo groźny strzał na bramkę Konrada Forenca. Piłka z narożnika trafiła przed pole karne do Olafa Kobackiego, a ten uderzył potężnie i celnie, lecz świetną interwencję zademonstrował golkiper z Kielc.

Drugą dobrą akcję arkowcy przeprowadzili w 37 minucie. Karol Czubak doprowadził do wyrównania wygrywając pojedynek z dwoma środkowymi obrońcami i pokonując Konrada Forenca strzałem na dalszy słupek.

Gospodarze w tym meczu nie przebierali w środkach, raz po raz bez pardonu atakowali rywali przy dość biernej postawie arbitra. Niestety cenę tego zapłacił Mateusz Stępień, który po urazie stawu skokowego musiał opuścić plac gry na rzecz Mateusza Żebrowskiego. Jak często piłkarze korzystali z usług lekarzy, niech świadczy fakt, że do regulaminowych 45 minut gry sędzia Tomasz Musiał doliczył aż 10, aby ostatecznie przy remisie obie drużyny mogły zejść do szatni.

Drugą cześć meczu Arka rozpoczęła od niecelnego strzału z dystansu Martina Dobrotki, co było dobrym sygnałem po tym, jak zaczęła się pierwsza połowa. W 51 minucie Arkowcy zatańczyli z piłką w polu karnym Korony, utrzymał się z nią przy nodze Czubak, po chwili futbolówka trafiła do Żebrowskiego, a próba dogrania pod bramkę wpadła w ręce Forenca. 

Przez kolejny kwadrans  minut niewiele działo się ciekawego pod obiema bramkami, aż do 64 minuty. Wtedy kolejny przebłysk geniuszu zademonstrował Christian Aleman (zdjęcie górne). Po wybitym przez obrońców dośrodkowaniu Żebrowskiego Ekwadorczyk przejął piłkę i z okolic narożnika pola karnego uderzył tuż przy słupku, zaskakując tym Forenca! 

Korona stanęła pod ścianą, więc trener Ojrzyński rzucił do boju m.in. Zarandię. Właśnie po dośrodkowaniu Gruzina było groźnie pod naszą bramką, ale po dobrej asekuracji Alemana Krzepisz spokojnie złapał piłkę. W 76 minucie Zarandia został sfaulowany 25 metrów na wprost bramki. O strzał pokusił się Jacek Podgórski, ale za sprawą rykoszetu skończyło się na rzucie rożnym, a ten nie przyniósł gospodarzom niczego pozytywnego. 

 W 85 minucie było bardzo blisko trzeciego trafienia arkowców. Po wyrzucie piłki z autu przez Żebrowskiego w pole karne przejął ją Aleman, który od razu zagrał do partnerów na 13 metr, a tam okazję na strzał miał Artur Siemaszko. Przymierzył przy słupku, ale tuż sprzed bramki wybił piłkę jeden z obrońców kielczan. Nie mniej groźnie mogło być trzy minuty później, gdy z kontrą pod pole karne Korony pognał Kobacki, ale przegapił moment na dogranie do Siemaszki, a sam po chwili stracił piłkę. 

Sędzia doliczył pięć minut, a w trzeciej z nich groźny strzał Podgórskiego z 14 metra zablokował ciałem Gordan Bunoza. W ostatniej akcję Malarczyka w polu karnym ofiarnie zatrzymał Dobrotka, a kilka chwil później sędzia Musiał gwizdnął po raz ostatni.

Galeria zdjęć, Foto: arka.gdynia.pl

Fortuna 1 liga, kolejka 29:

Korona Kielce – Arka Gdynia 1:2 (1:1)

1:0 Shikavka 16′,

1:1 Czubak 37′,

1:2 Aleman 64′.

Korona: Forenc – Szymusik (Górski 73’), Zebić (Corral 64’), Malarczyk, Petrov, Błanik (Zarandia 64’), Sewerzyński, Gąsior (Takać 56’), Podgórski, Frączczak (Kiełb 73’), Shikavka.

Trener: Leszek Ojrzyński

Arka: Krzepisz – Memic, Dobrotka, Milewski, Deja, Aleman, Kuzimski (Siemaszko 82’), Kobacki, Bunoza, Stępień (Żebrowski 45’+), Czubak.

Trener: Ryszard Tarasiewicz

Żółta kartka: Malarczyk, Zarandia (Korona) – Deja, Kuzimski, Żebrowski, Aleman, Kobacki (Arka)

Sędzia: Tomasz Musiał

Widzów: 5368


Źródło: arka.gdynia.pl

Foto: korona-kielce.pl