Po dwóch porażkach gdyńskich koszykarek z zespołem z Polkowic starcie piłkarzy w ramach Fortuna 1 Ligi przy Olimpijskiej było ostatnim elementem trójmeczu Gdyni z tym górniczym miastem i do zrewanżowania się za porażki GTK i VBW Arki.
Zgodnie z oczekiwaniami piłkarze nie zawiedli i w spotkaniu z ostatnim zespołem Fortuna 1 Ligi zdobyli komplet punktów. A ponieważ mistrzynie Polski uległy rywalkom dopiero po dogrywce, można powiedzieć, że w konfrontacji obu miast był remis, ze wskazaniem na Polkowice.
Pomimo przegranej w ćwierćfinale Pucharu Polski z Rakowem postawa podopiecznych trenera Ryszarda Tarasiewicza wstydu nie przyniosła. Arka długimi fragmentami rozgrywała wyrównany mecz z kandydatem do mistrzostwa Polski, demonstrując formę, którą w całej okazałości zobaczyliśmy przed tygodniem w Łodzi. Nic zatem dziwnego, że przed spotkaniem z Górnikiem Polkowice, czerwoną latarnią Fortuna 1 Ligi, nikt nie dopuszczał innego rozstrzygnięcia niż zwycięstwo gospodarzy.
Żółto-niebiescy mieli coś do udowodnienia w dzisiejszym meczu. Górnik w bieżącym sezonie wygrał tylko raz, niestety właśnie z Arką przed własną publicznością. Teraz nadarzyła się okazja do rewanżu za tamtą wpadkę, a zatem kibice mieli prawo liczyć na atrakcyjne widowisko. W porównaniu do poprzednich spotkań, dziś gdyński zespół musiał sobie radzić bez Olafa Kobackiego, który doznał silnego stłuczenia w meczu pucharowym i trener postanowił oszczędzać swojego skrzydłowego.
Od pierwszego gwizdka to Arka chciała nadawać ton wydarzeniom na boisku, ale pierwszy strzał w światło bramki oddali goście. Po przejęciu piłki w środkowej strefie boiska, okazję do uderzenia z 17 metrów miał Mariusz Szuszkiewicz, lecz posłał piłkę wprost w ręce Kacpra Krzepisza. Arkowcy z kolei budowali skrzętnie przewagę w posiadaniu piłki, ale długo nie mogli oddać celnego strzału na bramkę Jakuba Szymańskiego. Do czasu…
W 19 minucie Mateusz Stępień wyprowadził futbolówkę od własnej połowy i popędził z nią aż do pola karnego Górnika. Gdy już się tam znalazł, nie zdecydował się na strzał, lecz podał do nadbiegającego Huberta Adamczyka, co w konsekwencji było się złym pomysłem… W 22 minucie okazję do strzału z rzutu wolnego z ok. 22 metrów miał Christian Aleman. Strzał gdyńskiego Maradony przeszedł jednak metr nad poprzeczką.
Do trzech razy jednak sztuka. Minutę później w środku pola zawodnicy Arki przejęli piłkę, szybki atak wyprowadził Aleman, który dostrzegł wychodzącego na pozycję Adama Deję. Ten korzystając z odrobiny wolnego miejsca nie zastanawiał się, tylko z 18 metrów uderzył płasko po ziemi w kierunku bramki. Strzał był bardzo precyzyjny – piłka odbiła się od słupka i wpadła do siatki!
Chwilę po wznowieniu Górnicy wykreowali niebezpieczną akcję, po której w pole karne wbiegł Karmelita i oddał strzał przy bliższym słupku, pewnie obroniony przez Krzepisza. W 32 minucie świetnym dośrodkowaniem z prawej strony na głowę Karola Czubaka popisał się Michał Marcjanik, ten skierował piłkę w kierunku dalszego słupka. Szymański jednak zdążył z interwencją i wybił piłkę zmierzającą nieuchronnie do siatki.
W końcówce pierwszej połowy najpierw goście, a potem także arkowcy mieli okazję do zdobycia gola, ale i jednym i drugim zabrakło nieco precyzji, a może i szczęścia, tak więc wynik się przed przerwą nie zmienił.
Dwie minuty po zmianie stron Arka mogła jednak podwyższyć prowadzenie. Po dośrodkowaniu Alemana z rzutu rożnego piłka trafiła na głowę Karmelity, który o mały włos nie skierował jej do własnej bramki. Kolejna okazja pojawiła się dopiero około 60 minuty. Rzut wolny ok. 24 metrów od bramki gości wykonał Deja, lecz nie udało mu się powtórzyć wyczynu z meczu w Łodzi. W odpowiedzi o strzał z dystansu pokusił się Abdallah Hafez, lecz nie nastręczył nim większych problemów Krzepiszowi.
Kilka minut później po rzucie rożnym wykonanym przez Alemana, piłka trafiła na trzeci metr przed bramkę, gdzie z piłką minęło się kilku piłkarzy, ale przy dalszym słupku zamykał akcję Martin Dobrotka (zdjęcie górne), zamykał na tyle skutecznie, że na tablicy wyników przy nazwie Arka pojawiła się cyfra „2”. Ta bramka dała piłkarzom Tarasiewicza nieco więcej spokoju, a polkowiczanom powoli odbierała nadzieję.
W ostatnim kwadransie nie wydarzyło się już praktycznie nic, co mogło wpłynąć na końcowe rozstrzygnięcie w tym spotkaniu. Może poza próbą z 76 minuty Michała Bednarskiego, który wcześniej zastąpił Deję. W stylu swojego kolegi mocno uderzył z dystansu, czym sprawił spore kłopoty Szymańskiemu. Arka starała się jak najwięcej utrzymywać przy piłce, aby rywal nie miał okazji do budowania swoich akcji, co w pełni jej się udało. Dowiozła wygraną przy dość ekonomicznym szafowaniu siłami. Trzy punkty zatem znów zapisano na koncie piłkarzy z Gdyni. W kolejnym meczu jednak o punkty z pewnością będzie trudniej, Odra Opole na własnym terenie jest nieobliczalnym rywalem.
Fortuna 1 liga, kolejka 22:
Arka Gdynia – Górnik Polkowice 2:0 (1:0)
1:0 Deja 23′,
2:0 Dobrotka 69′
Arka: Krzepisz – Marcjanik, Bunoza, Dobrotka, Stępień (78′ da Silva), Deja (67′ Bednarski), Milewski, Hiszpański (78′ Zmorzyński), Aleman, Czubak (78′ Kuzimski), Adamczyk (61′ Skóra).
Trener: Ryszard Tarasiewicz.
Górnik: Szymański – Ratajczak, Karmelita (77′ Radziemski), Hafez (66′ Sobków), Purzycki (66′ Żołądź), Szuszkiewicz (77′ Baranowski), Fryzowicz, Biernat, Piątkowski, Kozubal (66′ Makuch), Bojdys.
Trener: Szymon Szydełko
Żółta kartka: Deja (Arka) – Szuszkiewicz (Górnik)
Sędzia: Marcin Szczerbowicz (Olsztyn)
Widzów: 3985
Ze Stadionu Miejskiego: Ziemowit BUJKO,
Foto: autor
