OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W lidze nie idzie, ale w ostatnich latach Arka Gdynia jest stałym uczestnikiem decydujących faz rozgrywek o Puchar Polski. W środowy wieczór żółto-niebiescy ponownie zameldowali się w ćwierćfinale tych rozgrywek, pokonując ekstraklasowe Zagłębie Lubin.

Po fatalnej wyjazdowej serii Arka wróciła do Gdyni. Przy Olimpijskiej zmierzyła się w 1/8 finału Fortuna Pucharu Polski z Zagłębiem Lubin. Przed spotkaniem trener Ryszard Tarasiewicz musiał przeanalizować, jak uporać się nie tylko ze słabszą dyspozycją sportową swoich podopiecznych, ale i ułożeniem wyjściowej jedenastki. Kontuzje bowiem mocno dały się we znaki żółto-niebieskim. Ostatecznie swoją szansę otrzymali m.in. Kacper Krzepisz, Haris Memić i Mateusz Żebrowski, a rolę młodzieżowców pełnili Michał Bednarski i Karol Czubak. 

Mecz rozpoczął się od składnych akcji przyjezdnych. Na szczęście kończyły się na linii pola karnego, albo nieskutecznymi strzałami.

W siódmej minucie po raz pierwszy do głosu doszli gospodarze. Głową uderzał Czubak po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Adama Dei, ale futbolówka przeszła ponad poprzeczką. Kilka chwil później odpowiedzieli rywale indywidualną akcją Mateusza Bartolewskiego i jego celnym strzałem z 18 metrów, co dla Krzepisza jednak nie stanowiło większego problemu. 

Na kolejne sytuacje czekać trzeba było do 20. minuty. Najpierw po centrze z rzutu rożnego Filipa Starzyńskiego ponad poprzeczką strzelał Aleksandar Pantić, a za moment pod drugą bramkę dośrodkował Deja, a Christian Aleman niecelnie główkował. Minutę później kibice przy Olimpijskiej wyskoczyli z radości w górę, bo piłka wpadła do bramki Zagłębia. W pole karne posłał piłkę Luis Valcarce, ta odbiła się od obrońcy i trafiła w biodro Czubaka w taki sposób, że myląc bramkarza wpadła do siatki. Chwila niepewności, bo sędziowie sprawdzali, czy Deja nie zagrał zbyt wysoko podniesioną nogą i… po chwili na tablicy wyników ukazała po stronie Arki „jedynka”

Podrażnieni gości chcieli natychmiast odpowiedzieć i niewiele zabrakło Erikowi Danielowi, aby po jego strzale z 16 metrów lubinianie rzeczywiście mogli się cieszyć. Świetną interwencją popisał się jednak Krzepisz i wynik nie uległ po tej sytuacji zmianie. Zmienił się natomiast w 32. minucie – znów na korzyść Arki. Rzut wolny w środkowej strefie boiska wykonał Deja. Posłał długą, mocno i wysoko bita piłkę w pole karne, A tam obrońców gości przeskoczył Czubak i pięknym, mierzonym uderzeniem podwyższył na 2:0.

Goście długo sprawiali wrażenie zaskoczonych przebiegiem wydarzeń na boisku i niewiele potrafili wymyślić, aby zagrozić Krzepiszowi. W sukurs tuż przed przerwą z pomocą przeszedł im VAR i… Czubak. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Starzyńskiego piłka trafiła w rękę interweniującego strzelca dwóch goli, co wykazała dopiero analiza wideo. Do wykonania rzutu karnego podszedł jeden z najskuteczniejszych egzekutorów Ekstraklasy – Starzyński. Lider Zagłębia posłał piłkę przy prawym słupku bramki Krzepisza, ale ta spotkała się z ręką wyciągniętego jak struna bramkarza Arki (zdjęcie górne).

W przerwie trener Dariusz Żuraw od razu przeprowadził trzy zmiany, co miało zmienić oblicze gry „miedziowych”. Pierwsi jednak do głosu doszli arkowcy, bo w 47. minucie kapitalnie zacentrował z prawej strony Fabian Hiszpański, a główkujący Czubak nie trafił z pięciu metrów w bramkę. Lubinianie zdecydowanie jednak przyspieszyli swoją grę i głównie za sprawą Sasy Ziveca zaczęli stwarzać sobie bramkowe sytuacje. Najlepszą okazję zmarnował Adam Ratajczyk w 50. minucie, gdy wyłożoną przez Słoweńca piłkę kopnął z 10 metrów obok słupka. Chwilę później Patryk Szysz chciał wykorzystać niezdecydowanie gdyńskich obrońców i za ich plecami przejął piłkę, którą jednak w ostatniej chwili wygarnął mu spod nogi Michał Marcjanik. Rzut rożny dla gości, dośrodkowanie, strzał w asyście trzech obrońców oddaje Pantic i… znów kapitalnie Krzepisz wybija piłkę poza bramkę. Ponowny korner i nabiegający Szysz głową strzela tuż obok słupka.

Zagłębie zamknęło gdynian w ich strefie obronnej, a piłkarze w żółto-niebieskich strojach zdawali się prosić o bramkę. Bronili się rozpaczliwie, piłkę wybijali na oślep i… w końcu goście „dali się uprosić”. Arkowcom udało się w 56 minucie opuścić wreszcie własną połowę i przeprowadzić akcję, która została przerwana faulem. Po rzucie wolnym jednak Aleman stracił piłkę, goście przeprowadzili błyskawiczną kontrę, którą przerwali obrońcy. Piłkę wybił Krzepisz, ale pod nogi Bartolewskiego, który natychmiast uruchomił Ziveca. Ten dośrodkował w pole karne, Memic głową podbił piłkę, ale za jego plecami przejął ją Ratajczyk, który ograł interweniującego Valcarce i strzelił nie do brony obok bezradnego golkipera Arki.

Przyjezdni dostawszy tlen poszli za ciosem i wydawało się, że kwestią czasu jest wyrównanie, a nawet… kolejne gole. Natychmiast niemal zareagował trener Tarasiewicz, który dokonał dwóch korekt w składzie. Na placu gry pojawili się: Arkadiusz Kasperkiewicz i… były piłkarz Zagłębia – Artur Siemaszko.

Zmiany spowodowały, że gra przestała być jednostronna. W 68. minucie znów szansę na strzał głową otrzymał Czubak, tym razem po dokładnym dograniu Bednarskiego. Pilnowany jednak w tej sytuacji przez Sasę Balicia napastnik nie dał rady skierować piłki pod poprzeczkę. Kilka chwil później Krzepisz w ostatniej chwili wyprzedził w polu karnym Szysza i nie dopuścił do strzału na swoją bramkę. 

Na ok. 12 minut przed końcem regulaminowego czasu gry stadion przy ul. Olimpijskiej pogrążył się w „egipskich ciemnościach”. Piłkarze zeszli do szatni, ale po kilku minutach usterkę usunięto i można było wrócić do meczu. Przerwa nie ostudziła zapału miedziowych i kilka chwil po wznowieniu gry groźną akcję przeprowadzili podopieczni trenera Żurawia, a konkretnie Łukasz Poręba, który zza pola karnego trafił w zewnętrzną stronę słupka. Chwilę później kapitalną okazję miał Deja, który niespodziewanie znalazł się oko w oko z Dominikiem Hładunem. Nie do końca jednak wytrzymał to nerwowo i zdecydował się na strzał jeszcze sprzed pola karnego, prosto jednak w bramkarza Zagłębia.

Szkoda, bo 3:1 definitywnie by ten mecz zamknęło, a tak kibice nadal nerwowo odliczali kolejne minuty, do których sędzia doliczył pięć dodatkowych.

Arce udawało się w końcówce umiejętnie rozbijać ataki gości, którzy uparcie dążyli do wyrównania. Zagłębie „siadło” na rywalach, zakładając niemal hokejowy „zamek”, na szczęście bez wymiernych efektów. Końcowy gwizdek sędziego wzbudził na skromnie obsadzonych trybunach ogromny aplauz. Do ćwierćfinału Pucharu Polski awansowała Arka i wiosną będzie kontynuowała swoją przygodę z tymi rozgrywkami.

Spotkanie miało dwóch bohaterów. Karol Czubak strzelił obie zwycięskie bramki, a Kacper Krzepisz obronił rzut karny i kilka innych uderzeń gości. Cieniem na postawę pierwszego kładzie się sprokurowanie „jedenastki”, a drugiego – nieszczęsne wybicie piłki, po którym nastąpiło dośrodkowanie dające rywalom gola.

Po kiepskich ostatnio meczach ligowych gdynianie podnieśli się i oby ta wygrana miała pozytywny wpływ na morale zespołu przed zakończeniem jesienno-zimowej części sezonu, która będzie miała miejsce już w niedzielę ze Stomilem Olsztyn.

Puchar Polski, 1/8 finału: 

Arka Gdynia – Zagłębie Lubin 2:1 (1:0)

1:0 Czubak 22′,

2:0 Czubak 32′

2:1 Ratajczyk 57′

Arka: Krzepisz – Hiszpański (61′ Kasperkiewicz), Marcjanik, Memić, Valcarce, Milewski, Bednarski, Aleman (76′ Stępień), Deja, Żebrowski (61′ Siemaszko), Czubak (84′ da Silva).

Trener: Ryszard Tarasiewicz

Zagłębie: Hładun – Chodyna, Pantić, Balić, Bartolewski (73′ Simić), Poręba, Zhigulev (46′ Łakomy), Starzyński (82′ Sławiński), Daniel (46′ Szysz), Ratajczyk, Zajić (46′ Zivec).

Trener: Dariusz Żuraw

Żółta kartka:  Valcarce, Deja, Krzepisz, Memić (Arka) – Poręba, Chodyna (Zagłębie)

Sędzia: Włodzimierz Bartos (Łódź)

Widzów: 2929


Ze Stadionu Miejskiego: Ziemowit BUJKO

Foto: autor

Dodaj komentarz