Trzy punkty, to trzy punkty. Za kilka dni nikt nie będzie pamiętał w jakim stylu Arka je zdobyła, ale w tabeli zapiszą się na stałe i być może w przyszłości okażą się bezcenne. Piłkarze w żółto-niebieskich strrojach wreszcie pokonali drużynę z czołówki tabeli i… zdecydowanie poprawili humory sobie i gdyńskim kibicom.
Po rozczarowującym wyniku przywiezionym z Legnicy, Arka musiała szukać punktów z innym rywalem z górnej części tabeli – Podbeskidziem Bielsko-Biała. „Górale”, podobnie jak żółto-niebiescy, nie kryją swoich ambicji związanych z awansem do Ekstraklasy i podobnie jak u arkowców, wyniki osiągane do tej pory nie są na miarę oczekiwań. Warto zaznaczyć, że ewentualna wygrana Arki oznaczać miała wyprzedzenie piątkowych rywali w tabeli.
Gdynianie przystąpili do meczu z dwoma zmianami w wyjściowym składzie. Zabrakło w nim tym razem Michała Bednarskiego i Olafa Kobackiego, a zastąpili ich Artur Siemaszko i Mateusz Stępień. W jedenastce gości nie było natomiast Michała Janoty, który kilkanaście miesięcy temu był oklaskiwany za swoją grę w Gdyni i tego dnia zasiadł na ławce rezerwowych.
Spotkanie rozpoczęło się od stałych fragmentów dla Podbeskidzia. Maciej Haberek-Kowalski z rzutu wolnego trafił w mur, a dośrodkowania z rzutów rożny spadły na głowy naszych obrońców. Pierwszy strzał w kierunku bramki także należał do gości, a konkretnie do najlepszego strzelca 1 ligi w tym sezonie, Kamila Bilińskiego. Na szczęście piłka posłana z 18 metrów minęła bramkę w bezpiecznej odległości.
Kibice na trybunach za sprawą żółto-niebieskich ożywili się w 18 minucie , gdy Stępień przedarł się z piłką w pole karne, ogrywając dwóch rywali i dopiero ostatni z obrońców gości skutecznie udaremnił strzał gdyńskiemu młodzieżowcowi. Dziesięć minut później Christian Aleman zdecydował się krótko rozegrać rzut rożny z Hubertem Adamczykiem, aby chwilę później samemu spróbować zaskoczyć Martina Polacka strzałem zza pola karnego. Bramkarz Podbeskidzia nie musiał jednak interweniować, bo piłka poszybowała ponad poprzeczką.
W 35 minucie pierwszy celny strzał zanotowali przyjezdni. Autorem uderzenia z 25 metrów był Giorgi Merebashvili, a piłka skierowana była wprost w ręce dobrze ustawionego Daniela Kajzera. Po trzech minutach swoich sił z dystansu spróbował Mathieu Scalet, ale z o wiele gorszym skutkiem, bo spudłował o dobrych kilka metrów. Arka odpowiedziała akcją Sebastiana Milewskiego, który po otrzymaniu podania od Siemaszki wpadł z lewej strony w pole karne gości, po czym oddał strzał w środek bramki, co nie mogło sprawić problemów Polackowi.
Dwie minuty przed przerwą Polacek już miał więcej problemów, bo ledwie o włos wyprzedził Macieja Rosołka, gdy zacentrował na piąty metr Arkadiusz Kasperkiewicz. To była ostatnia warta odnotowania sytuacja w pierwszej odsłonie tego meczu.
Po zmianie stron zespół RyszardaTarasiewicza przeszedł na ustawienie trójką obrońców, a w składzie zaszła jedna zmiana, bo za Alemana pojawił się na polu gry Bednarski. Już w 49 minucie Arkowcy przeprowadzili ciekawą akcję, bo Adamczyk zagrał płasko pomiędzy obrońcami w szesnastkę Podbeskidzia i bardzo niewiele zabrakło Stępniowi, aby wyprzedził Polacka.
W 62 minucie poderwali się z miejsc gdyńscy kibice. Fantastyczną, indywidualną akcję przeprowadził Stępień, który efektownym dryblingiem minął dwóch piłkarzy z Bielska-Białej, wprowadził piłkę w pole karne i uderzył w spojenie słupka z poprzeczką! Wydawało się, że piłkę tracił jeszcze ręką Polacek, ale arbiter był innego zdania i nie przyznał Arce rzutu rożnego (zdjęcie górne).
Kolejna okazja dla Arki nadarzyła się w 77 minucie, gdy Karol Czubak, który kilka minut wcześniej zmienił na boisku Rosołka, wybiegł zza pleców obrońców i z 15 metrów próbował pokonać Polacka. Bramkarz gości w tej sytuacji wyszedł wysoko z bramki i popisał się bardzo dobrą interwencją blokując uderzenie napastnika Arki.
Goście rzadko zbliżali się do pola karnego gdynian, ale udało im się to w 81 minucie. Ezequiel Bonifacio posłał piłkę z lewej strony wzdłuż bramki, mógł ją przejąć Janota, który pojawił się na boisku w drugiej połowie, lecz na szczęście gospodarzy nie opanował futbolówki.
Dwie minuty później Arka wreszcie dopięła swego. Piłkę przed polem karnym przejął Adamczyk, wykonał jeden zwód i z 16 metrów oddał strzał zewnętrzną częścią stopy, a piłka zatrzymała się w siatce!
W ostatnich minutach Podbeskidzie rzuciło się do desperackich ataków. Po jednym z nich w 87 minucie piłka po nodze interweniującego Kajzera prześlizgnęła się nad poprzeczką bramki. Chwilę później Goku Roman mógł uderzyć z lewej strony pola karnego i z tej okazji skorzystał, na szczęście posłał piłkę wprost w ręce golkipera Arki. Do ostatniego gwizdka sędziego Wojciecha Mycia zespół trenera Piotra Jawnego nie zdołał zdobyć choćby jednej bramki i w ten sposób komplet punktów pozostał w Gdyni. Dzięki tej wygranej gdynianie wyprzedzili „Górali” w ligowej tabeli i powrócili do strefy barażowej.
Mecz z Podbeskidziem może nie należał do najpiękniejszych, ale w futbolu liczą się tylko punkty, a te w komplecie powędrowały na konto Arki, która znów wskoczyła do strefy barażowej i będzie liczyła, że w kolejnych spotkaniach dystans do prowadzącej dwójki szybko stopnieje.
Fortuna 1 liga, kolejka 16:
Arka Gdynia – Podbeskidzie Bielsko-Biała 1:0 (0:0)
1:0 Adamczyk 83′
Arka: Kajzer – Kasperkiewicz, Marcjanik, Dobrotka, Valcarce, Milewski, Aleman (46′ Bednarski), Stępień (86′ Skóra), Siemaszko (84′ da Silva), Adamczyk, Rosołek (69′ Czubak).
Trener: Ryszard Tarasiewicz
Podbeskidzie: Polacek – Bonifacio, Wypych, Rodriguez, Kowalski-Haberek, Bieroński (89′ Polkowski), Merebashvili (65′ Janota), Scalet (89′ Wełniak), Roman (89′ Laskowski), Gach (69′ Roginić), Biliński.
Trener: Piotr Jawny
Żółta kartka: Dobrotka, Czubak (Arka) – Biliński, Wypych, Bieroński, Roginić (Podbeskidzie)
Sędzia: Wojciech Myć (Lublin)
Widzów: 3407
Ze Stadionu Miejskiego: Ziemowit BUJKO,
Foto: autor
