Asseco Resovia Rzeszów wygrała 3:2 z Treflem Gdańsk po jednym z najbardziej zaciętych meczów w tym sezonie PlusLigi. Dość napisać, że w tie-breaku faworyzowani gospodarze triumfowali zaledwie 21:19. 

Asseco Resovia Rzeszów okazała się minimalnie lepsza od Trefla Gdańsk i triumfowała 3:2 w meczu PlusLigi. Gdańszczanie zabierają do domu cenny punkt po już dziesiątym tie-breaku w tym sezonie. Drużyna trenera Mariusza Sordyla wielokrotnie w tym spotkaniu pokazywała lwi pazur, zgodnie ze „lwim” przydomkiem. 

Mecz rozpoczął się od piekielnie mocnych serwisów Stephena Boyer – w pierwszych pięciu akcjach zaserwował cztery asy, a raz zawodników Trefla zatrzymał rzeszowski blok. 5:0 na początek pierwszego seta, to były złe dobrego początki. Pierwszy punkt dał gdańszczanom dał blok świetnego dziś Moustaphy M’Baye.

Kilkupunktowa przewaga Asseco Resovii stopniała do zera, gdy do gry wszedł blok Trefla, w czym wyróżniali się Aleks Nasevich i Paweł Pietraszko. Po autowym ataku Bartosza Bednorza, nasi siatkarze po raz pierwszy wyszli na prowadzenie (20:19), które wzrosło po niepozornym asie serwisowym M’Baye. Seta przy pierwszym setbolu zakończył niewidoczny wcześniej Piotr Orczyk. Brawo „lwy”, tym bardziej że partia zaczęła się prowadzenia rzeszowian 5:0, a w międzyczasie doszło do wymuszonej przez kontuzję zmiany Lukasa Kampy na Kamila Droszyńskiego na rozegraniu.

Drugi set toczył się początkowo według ustalonego w poprzedniej partii scenariusza – było 5:2 i 10:6 dla gospodarzy. Niestety, przeciwnie niż wcześniej przewaga gospodarzy zamiast topnieć, wzrastała. Po asie serwisowym Karola Kłosa Asseco Resovia uciekła na sześć punktów – 18:12. W końcówce drugiej partii skutecznie blokował Paweł Pietraszko, Trefl walczył dzielnie, ale ostatecznie to faworyzowani gospodarzy byli górą w stosunku 25:19.

W trzecim secie można było mieć deja vu, znów lepszy początek Resovii i prowadzenie 6:2. Dobre serwisy Orczyka i Jorny zmniejszyły przewagę gospodarze do symbolicznego rozmiaru, było już tylko 8:9. Do gry wszedł Bartłomiej Mordyl i dobrze zaczął, ale wkrótce serię punktową złapali gospodarze i prowadzili już 19:13. W końcówce partii Jornę zastąpił Jakub Czerwiński. Ten etap meczu nie był najlepszy w wykonaniu Trefla Gdańsk, który przegrał trzeciego seta do 17. 

Czwarta partia należała do gości, którzy m.in. dzięki asowi Nasevicha (117 km/h) prowadzili już 7:1. Przewaga gdańszczan stopniała po podwójnym odbiciu Droszyńskiego i błędzie w ustawieniu. Do końca seta trwała wyrównana walka, gdy na finiszu turbodoładowanie włączył M’Baye, który był wszędzie – skutecznie blokował i atakował. Zwycięskiego seta idealnym atakiem w linię zakończył Piotr Orczyk i Trefl przystąpił do dziesiątego tie-breaka w tym sezonie. 

W decydującym secie przewagę zyskali gospodarze po asach Klemena Cebulja i Stephena Boyer, było już 6:3 dla gospodarzy. Dwa kolejne bloki M’Baye dały remis po 8, a do świetnej postawy „Mustiego” w tym elemencie dołączyli Czerwiński i Mordyl. W końcówce trwała wojna nerwów, Trefl miał setbola, ale ostatecznie to faworyzowani gospodarze byli górą. 

„Gdańskie lwy” po heroicznej walce zabierają do domu bezcenny punkt. Ekipa Trefla Gdańsk do ERGO ARENY wrócił za tydzień, by w niedzielę 2 marca o godz. 17:30 podjąć GKS Katowice. 

MVP meczu: Stephane Boyer 

Galeria zdjęć, Foto: plusliga.pl, Piotr Gibowicz

Wypowiedzi pomeczowe:

Moustapha M’Baye (środkowy Trefla Gdańsk): – Fajnie, że się zakończyło tie-breakiem. Szkoda, że dla nas przegranym, ale wydaje mi się, że kibicom mogło się momentami podobać. Te dwa sety, kiedy nas w nich zbili emocjonujące nie były, ale później nastąpiło odrodzenie i doprowadziliśmy do tiebreaka. Mieliśmy nawet swoją szansę, żeby mecz zamknąć, ale taki jest sport. Są wzloty u upadki.

Początek to była indywidualność w postaci Stephena Boyera i jego zagrywek. W tym była różnica, bo sama siatkówka nie stała na wysokim poziomie jak ten serwis. Musieliśmy „zdjąć go z zagrywki” i wtedy zaczęła się gra, wymiany, w których byliśmy lepsi w pierwszym secie. Później inicjatywę przejęli rywale, u nas była ta nieszczęśliwa kontuzja. Troszeczkę gdzieś nas to rozbiło w skupieniu, ale ale widzieliśmy, że jesteśmy w stanie wrócić w każdym momencie i tak się stało. W tie-breaku walka była długa i jest punkcik. Zawsze apetyt rośnie w miarę jedzenia, ale trzeba brać to co dają.

PLUSLIGA, kolejka 26:

Asseco Resovia Rzeszów – Trefl Gdańsk 3:2 (22:25, 25:19, 25:17, 21:25, 21:19) 

Statystyki