Tuż przed pierwszym gwizdkiem sędziego Daniela Stefańskiego do Gdyni dotarła wiadomość, że w Grudziądzu doszło do sensacji. Drugoligowa Olimpia Grudziądz po rzutach karnych wyeliminowała Wisłę Kraków. Wieść ta wywołała na trybunach ogromny entuzjazm, zważywszy jaką „miłością” wśród gdyńskich kibiców cieszy się krakowska Wisła. Ponadto strzelcem skutecznym pierwszej z konkursowych jedenastek był były piłkarz Arki Marcin Warcholak. „Dawid” zatem pokonał „Goliata” i analogia narzucała się w tej sytuacji sama.
Niestety, w Gdyni niespodzianki nie było. Obrońca Pucharu Polski z ub.roku, gdy w finale w Lublinie pokonał 2:1 właśnie gdyński klub, aktualnie rywalizujący także o mistrzostwo Polski, Raków Częstochowa wygrał z Arką 2:0 i awansował do półfinału rozgrywek.
Po znakomitym spotkaniu, jakie rozegrali podopieczni Ryszarda Tarasiewicza w Łodzi, apetyty kibiców i sympatyków, a także samych piłkarzy żołto-niebieskich zostały mocno rozbudzone. Mecz z Rakowem miał dać odpowiedź na pytanie, czy forma żółto-niebieskich u progu wiosny rzeczywiście jest tak wysoka i ostrzenie sobie zębów na skuteczną walkę w lidze ma realne podstawy. Pytanie stało się jeszcze bardziej zasadne, gdy okazało się, że trener Tarasiewicz do gry desygnował dokładnie tę samą jedenastkę, która dała swoim kibicom tyle radości w miniony piątek.
Ćwierćfinałowy mecz w Gdyni był także rewanżem za finał poprzedniej edycji. Wtedy również zdecydowanym faworytem był zespół z Częstochowy, a mimo wszystko niewiele zabrakło, aby gdynianie sprawili wielką niespodziankę. Prowadzili wszak 1:0 po golu Mateusza Żebrowskiego, a decydujące trafienie częstochowianie zadali w samej końcówce regulaminowego czasu gry.

Przed meczem tradycyjnie już piłkarze obu drużyn zademonstrowali solidarność z objętą wojną Ukrainą. Na koszulkach zawodników Arki (w barwach podobnych do ukraińskich) u dołu pleców można było przeczytać napis w języku ukraińskim: „Gdynia z Wami!” Antywojenne nastroje udzieliły się też kibicom, którzy wywiesili transparent, w którym dali wyraz swojego stosunku do przywódcy Rosji. Jego osoba stała się także obiektem kibicowskich niewybrednych haseł i przyśpiewek.
Dzisiejsze starcie zaczęło się rewelacyjnie. Już w czwartej minucie bowiem piłka za sprawą Karola Czubaka (zdjęcie górne) zatrzepotała w bramce Kacpra Trelowskiego. Niestety, radość gdynian szybko zmąciła decyzja sędziów, którzy stwierdzili, że przy podaniu Christiana Alemana napastnik Arki był na pozycji spalonej, choć to właśnie Czubak zaatakował bramkarza i wymusił jego błąd, powodujący całą sytuację. Goście odpowiedzieli niemal natychmiast, Ivi Lopez kapitalnie uderzył z dystansu, lecz kapitalną interwencją wykazał się Kacper Krzepisz.
W kolejnych minutach czołowa drużyna Ekstraklasy stopniowo zaznaczała swoją przewagę, którą udokumentowała w 19 minucie. Rzut wolny z prawej strony pola karnego wykonał Lopez, a piłkę po efektownym „szczupaku” uderzył głową Sebastian Musiolik, a ta ku rozpaczy gdynian, wpadła przy słupku do siatki. Arka próbowała odpowiedzieć od razy, ale Adam Deja strzelił z dystansu prosto w częstochowskiego golkipera.
Do przerwy mimo prób z obu stron rezultat nie zmienił się, a po wznowieniu gry pierwsi zaatakowali gdynianie. W posiadanie piłki w polu karnym wszedł Hubert Adamczyk, ale w gąszczu zawodników nie miał większych szans na oddanie skutecznego strzału. Chwilę później Raków przeprowadził kontrę, która wydawało się, że musi skończyć się golem, ale Lopez w doskonałej sytuacji posłał piłkę obok bramki.
W 58 minucie Arka otarła się o wyrównanie. Świetną indywidualną akcją błysnął Mateusz Stępień, piłka trafiła do Adamczyka, który spod linii końcowej zacentrował na głowę Czubaka, ale to podanie w ostatniej chwili przecięli obrońcy Rakowa. Kilka minut później było już „po sprawie”. W 65 minucie przy linii bocznej Vladislavs Gutkovskis wyłuskał piłkę spod nóg Gordana Bunozy, pognał w kierunku Krzepisza, wpadł w pole karne i zimną krwią posłał futbolówkę obok bezradnego bramkarza miejscowych.
Do końca spotkania przybysze spod Jasnej Góry kontrolowali przebieg gry. Arkowcy próbowali, ale nieskutecznie, czasem zapominając o obronie. A kontry zawodników Marka Papszuna były szalenie groźne.
Ostatecznie żadna bramka już nie padła, choć w ostatniej akcji meczu Krzepisz fantastyczną paradą powstrzymał strzał głową Tomasa Petraska. Chwilę później sędzia Stefański zakończył to spotkanie.
Galeria zdjęć, Foto: Andrzej BASISTA








































Tym razem Arce nie udało się sprawić niespodzianki i awansować do półfinału Fortuna Pucharu Polski. Raków natomiast potwierdził swoje aspiracje, w Ekstraklasie wszak wciąż walczy o mistrzostwo kraju. Ta porażka wstydu Arce nie przynosi, walczyła wszak, jak umiała, chociaż obrońca trofeum pokazał jaka przepaść dzieli Ekstraklasę od pierwszej ligi.
Puchar Polski 1/4 finału:
Arka Gdynia – Raków Częstochowa 0:2 (0:1)
0:1 Musiolik 19′,
0:2 Gutkovskis 65′
Arka: Krzepisz – Marcjanik, Bunoza, Dobrotka, Stępień, Deja, Milewski (87′ Bednarski), Kobacki (75′ Siemaszko), Aleman, Czubak (90′ Kuzimski), Adamczyk.
Trener: Ryszard Tarasiewicz.
Raków: Trelowski – Aresnić, Niewulis, Tudor, Czyż, Sapała, Kun, Sorescu (66′ Petrasek), Strugeon (46′ Wdowiak), Lopez (88′ Długosz), Musiolik (55′ Gutkovskis).
Trener: Marek Papszun
Żółta kartka: Marcjanik, Milewski, Aleman, Dobrotka (Arka) – Kun, Sorescu, Sapała (Raków)
Sędzia: Daniel Stefański (Bydgoszcz)
Widzów: 4820
Ze Stadionu Miejskiego: Ziemowit BUJKO,
Foto: Andrzej Basista