Mecz w Gdyni udowodnił jedno, że w piłce nożnej pewne jest tylko to, że nic nie jest pewne! Po pierwszej połowie najgorsi zawodnicy tej ligi. Godzinę później bohaterowie i najszczęśliwsi ludzie na świecie. Arkowcy dokonali w tym meczu gigantycznego comebacku, który zostanie zapamiętany na wiele lat. Jedno jest pewne – żaden z obecnych na stadionie ponad czterech tysięcy kibiców Arki nie żałował decyzji pójścia na mecz, a sympatyków Rakowa czeka długa droga powrotna.  

Początki meczu jednak nie wskazywały na tak dobry dla gospodarzy końcowy rezultat. Już w 4 minucie ekipa przyjezdnych wyszła na prowadzenie, a to za sprawą rzutu wolnego Miłosza Szczepańskiego. Pavels Steinbors niemalże obroniłby strzał pomocnika Pogoni, lecz piłka przeszła mu po rękawicy i wpadła do siatki. Goście cały czas naciskali, a gra Arki wyglądała fatalnie. Kolejny cios ze strony czerwono-niebieskich nadszedł w 39 minucie, ponownie po stałym fragmencie gry. Tym razem dośrodkowanie z rzutu rożnego na gola zamienił Tomas Petrasek. Mimo fatalnej sytuacji podopieczni Aleksandara Rogicia nie przestali wierzyć i powoli dochodzili do głosu, co w końcu zaowocowało bramką w 72 minucie meczu. Nemanja Mihajlović posłał świetne podanie Adamowi Marciniakowi, a ten dośrodkował piłkę prosto na głowę Mateusza Młyńskiego. W jednej chwili zniknęła mentalna przewaga zawodników z Częstochowy, a gospodarze mimo straty jednej bramki poczuli, że z tego spotkania można wycisnąć znacznie więcej. To właśnie uczynił Marko Vejinović w 88 minucie. Otoczony obrońcami Rakowa posłał piłkę w okienko bramki Jakuba Szumskiego. Remis sam w sobie byłby tutaj sukcesem, lecz gdynianie najwyraźniej czuli tego dnia wyjątkowy głód zwycięstwa. Gol w doliczonym czasie gry przekreślił możliwość jakiegokolwiek niedosytu. Zdobył go Mihajlović dając pokaz techniki na lewym skrzydle. Wszedł w pole karne i ominął kryjącego go obrońcę perfekcyjnie podkręconym strzałem, który odbił się od słupka i wpadł do bramki. Niesamowite. Praktycznie nie da się znaleźć przymiotnika, który oddałby euforię, jaka zapanowała wtedy na gdyńskim stadionie. Serb tym trafieniem wpisał się na stałe w historię Arki, gdyż stał się autorem 500 gola, jakie na poziomie Ekstraklasy zdobyła Arka. 

Po ochłonięciu warto sobie przypomnieć o żółto-niebieskich debiutantach, których w tym meczu było aż trzech. Douglas Bergqvist, Oskar Zawada i Michał Kopczyński zagrali przyzwoite spotkanie, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że od paru solidnych miesięcy nie grali poważnych gier. Świetnie spisał się też Nemanja Mihajlović, dla którego był to trzeci mecz w barwach Arki. Wygląda na to, że serbski skrzydłowy przyniesie gdynianom jeszcze sporo radości. Pierwsza po przerwie zimowej wygrana jest niebywale cenna. Arka nieco oddaliła się od spadku, jest bliska nawiązania kontaktu z uciekającą grupą, morale zespołu po takim zmartwychwstaniu wystrzeli w górę, a najbliżsi przeciwnicy nie będą aż tak pewni siebie. Następny mecz arkowcy rozegrają na własnym obiekcie z ŁKS-em. Jeśli przez 90 minut zaprezentują to, co w ostatnim kwadransie meczu z Rakowem, to rywale nie będą mieli czego zbierać.

Galeria zdjęć z meczu, Foto: Andrzej BASISTA

{gallery}articles/2020/0222AR{/gallery}

 

PKO Bank Polski Ekstraklasa, 23. kolejka: 

Arka Gdynia – Raków Częstochowa 3:2 (0:2)

 

0:1 Szczepański 4′

0:2 Petrasek 39′

1:2 Młyński 72′,

2:2 Vejinović 89′,

3:2 Mihajlović 90+1′ 

 

Arka: Steinbors – Zbozień, Maghoma, Bergqvist, Marciniak, Deja, Młyński, Nalepa (66′ Kopczyński), Vejinović, Jankowski (60′ Mihajlović), Zawada (64′ Serrarens).

Trener: Aleksandar Rogić

 

Raków: Szumski – Kościelny, Petrasek, Jach, Tudor, Sapała, Poletanović (64′ Babenko), Schwarz, Bartl (77′ Piątkowski), Szczepański (84′ Malinowski), Musiolik.

Trener: Goncalo Feio (p.o. I trenera)

 

Żółta kartka: Nalepa, Maghoma, Kopczyński (Arka)

 

Sędzia: Tomasz Musiał (Kraków)

 

Widzów: 4367

 

 

Ze Stadionu Miejskiego: Radosław KARWACKI-BASISTA,

Foto: Andrzej BASISTA

By kkorpas

Dodaj komentarz