W rozegranym awansem meczu 5. kolejki Energa Basket Ligi koszykarzeTrefla Sopot pokonali na wyjeździe Pszczółkę Polski Cukier Start Lublin 73:70. O triumfie zadecydował celny rzut zza linii 6.75 metra Brandona Younga na 3 sekundy przed końcem meczu.

Sopocianie rozpoczęli mecz swoją żelazną piątką, czyli Mateusz Szlachetka, Yannick Franke, Michał Kolenda, Darious Moten i Josh Sharma. Dobrą informacją była obecność na ławce rezerwowych Younga, który nie zagrał w spotkaniu z PGE Spójnią Stargard z powodu kłopotów mięśniowych.

Przez pierwsze dwie minuty żadna z drużyn nie potrafiła skutecznie zakończyć swojej akcji. Niemoc przełamał Jimmie Taylor, który trafił z faulem, ale nie wykorzystał swojej szansy z linii rzutów wolnych. Kolejne punktowe zagranie należało do Startu, a konkretnie Tweety’ego Cartera. Rozgrywający gospodarzy celnie rzucił za trzy i było 5:0. Trefl czekał aż do czwartej minuty na swoje punkty, ale w końcu udało się to dzięki indywidualnej akcji Motena. Sopocianie w końcu zaczęli trafiać – swoje konta otworzyli Young i Kolenda – ale również lublinianie nie próżnowali. Dopiero kiedy sprawy wziął w swoje ręce Franke, rzucając pięć punktów z rzędu, żółto-czarni zbliżyli się na jedno oczko (13:12). Ekipa Marcina Stefańskiego poszła za ciosem – dobra gra w obronie, a następnie efektowny alley oop Younga i Sharmy dał Treflowi pierwsze prowadzenie w meczu. Brandon nie zatrzymywał się, a jego kolejne skuteczne akcje dały zespołowi pięć oczek zapasu. W końcówce premierowej odsłony lepiej wyglądał Start, ale w momencie zakończenia kwarty to Trefl prowadził 18:17!

Start drugiej części meczu był bliźniaczo podobny do tej inauguracyjnej. Na szczęście tym razem to Trefl przełamał jako pierwszy impas – trójka Karola Gruszeckiego, a następnie lay-up Brandona w kontrze sprawiły, że Trefl miał sześć oczek więcej. Wówczas o swoją pierwszą przerwę poprosił trener David Dedek. Jego wskazówki nie poprawiły gry Startu – kolejne punktowe zagrania należały do DeAndre Davisa i świetnego Younga. Dopiero indywidualne skuteczne zagranie Cartera zastopowało ofensywny impas Startu, a kiedy w kolejnej akcji punkty zdobył też Quenton De Cosey, nie czekał trener Stefański i wziął swój pierwszy czas na żądanie przy prowadzeniu 27:21. Niestety, gospodarzy nie wybiło to z rytmu. Gonili wynik i dopięli swego na nieco ponad minutę przed końcem drugiej kwarty. Kiedy było 29:29 o drugą przerwę poprosił Stefański, lecz i to nie przyniosło oczekiwanego skutku. Świetny był Carter, który dołożył kolejne dwie trójki, co po 20 minutach gry dało Startowi prowadzenie 35:31.

Choć druga połowa zaczęła się od czwartej już trójki Cartera, to następne siedem oczek – dzięki zagraniom Yannicka i Josha – należało do Trefla i mieliśmy remis 38:38. Świetnie swój celownik nastawił Yannick, który dołożył kolejną trójkę, a następnie popisał się akcją… „3+1”. Odpowiedział celnym rzutem zza linii 6.75 metra Carter, a tablica wyników pokazała rezultat 42:45. Kolejne minuty meczu w Hali Globus były wyrównane, ale najważniejszy był fakt, iż to wciąż Trefl pozostawał na prowadzeniu. Sytuacja nie zmieniła się do końca trzeciej kwarty, która zakończyła się wynikiem 48:50.

Decydująca część spotkania, podobnie jak dwie pierwsze, zaczęła się od ofensywnej niemocy z obu strony. Niestety, tym razem przełamali ją gracze Startu, którzy najpierw doprowadzili do remisu, a następnie wrócili na jednopunktowe prowadzenie (51:50). Trefl miał jednak Yannicka, który już po raz piąty tego dnia trafił za trzy, ale lublinianie odpowiedzieli za sprawą Mateusza Dziemby. Wtedy na przerwę zdecydował się Marcin Stefański i podziałało to świetnie na jego zespół! Akcja „2+1” Dariousa oraz wsad Josha pozwoliły zyskać cztery oczka zapasu. Wówczas czasem odpowiedział trener Dedek i dało to taki sam efekt jak w przypadku Trefla – Start doprowadził do remisu 58:58. Drużyny grały punkt za punkt i wynik wciąż utrzymywał się na styku. Sytuacja zmieniła się na nieco ponad 2.5 minuty przed końcem. Wtedy szóstą trójkę na swoim koncie zapisał Franke, a kiedy kolejne oczka dołożył Sharma, Trefl prowadził 68:63! Wydawało się, że sukces przypieczętowały punkty Brandona Younga na 35 sekund przed końcem, gdyż wówczas sopocianie mieli sześć oczek zapasu, ale szybko i to rzutem za trzy odpowiedział Doron Lamb, co o połowę zredukowało przewagę. Żeby uspokoić sytuację przerwę wziął Marcin Stefański, ale po powrocie na parkiet, zanim jeszcze piłka wróciła do gry, sędziowie wychwycili faul w ataku Josha. Rzut wolny wykorzystał Lamb, a spotkanie mieli wznowić gospodarze, jednak ponownie piłka nie wróciła do gry – tym razem trójka arbitrów zdecydowała się odgwizdać faul techniczny Kolendy, który ich zdaniem przekroczył linię przy wprowadzaniu piłki. Kolejnych dwóch rzutów wolnych nie spudłował Lamb i mieliśmy remis 70:70. Jeszcze jeden czas wykorzystał trener Stefański, a do końca meczu zostało 18 sekund. Piłkę wziął Brandon Young i kiedy wszyscy czekali na jaki wariant rozegrania zdecyduje się amerykański zawodnik, ten na 3 sekundy przed końcem rzucił zza linii 6.75 metra i trafił! Gospodarze na to już nie zdołali odpowiedzieć, dzięki czemu żółto-czarni mogli cieszyć się z trzeciego zwycięstwa z rzędu!

Świetne spotkanie zanotował Yannick Franke, który zapisał na swoim koncie 25 punktów, 6 zbiórek i 3 asysty. Brandon Young zgromadził 17 oczek Po dugiej tonie Tweety Carter uzbierał 18, a Doron Lamb – 17 punktów.

Energa Basket Liga, etap I kolejka 5:

Pszczółka Polski Cukier Start Lublin – Trefl Sopot 70:73 (17:18, 18:13, 13:19, 22:23)

Pszczółka Polski Cukier Start Lublin: Carter 18, Lamb 17, Kostrzewski 6, Taylor 5, Davis 4 oraz Dziemba 9, De Cosey 4, Szymański 4, Jeszke 3, Pelczar 0

Trener: David Dedek

Trefl Sopot: Franke 25, Sharma 10 (7 zb.), Moten 10, Kolenda 2, Szlachetka 0 oraz Young 17 (6 as.), Davis 4, Gruszecki 3, Leończyk 2.

Trener: Marcin Stefański

Sędziowie: Marcin Kowalski, Arnauld Kom Njilo, Tomasz Tomaszewski


Źródło: materiał prasowy Trefl Sopot

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *