Kiedy patrzy się na rozgrzewkę piłkarzy Arki, na wymieniane 40-metrowe celne podania od nogi do nogi, na „gaszenie” piłki, na imponującą żonglerkę, na sztuczki rodem z free-style’u, to z dumy aż serce rośnie, a ręce same składają się do oklasków. Co oni potrafią zrobić z piłką? Brakuje tylko, by nogą zawiązali krawat.

Jak więc oni to robią, że na treningu wszystko im wychodzi, a podczas meczu piłka odbija się od nich, jak od ściany? Podczas spotkania w Łęcznej braki w wyszkoleniu aż kłuły w oczy.

W pierwszej połowie meczu z Górnikiem to Arka dłużej utrzymywała się przy piłce, lecz ta przewaga nie przekuła się na sytuacje podbramkowe i strzały na bramkę Macieja Gostomskiego. Kilka razy pod gdyńską bramką znaleźli się też jednak piłkarze Górnika, ale oni także nie stworzyli poważnego zagrożenia. Obaj bramkarze nie mogli narzekać zatem na nadmiar pracy w pierwszych 45 minutach. Gra toczyła się głównie w środku boiska i na przedpolach, co nie znaczy, że była pozbawiona ostrych spięć. Jeszcze przed przerwą boisko opuścić musiał Adam Deja, którego pokonała kontuzja.

Wydawało się, że mecz będzie dalej nudny, jak flaki z olejem, ale okazało się, że na boisku jest jedna drużyna, która chce go wygrać. W 68 minucie Górnik wysłał pierwsze ostrzeżenie – po strzale Pawła Wojciechowskiego piłka znalazła się w bramce Arki! Na szczęście asystentka sędziego dopatrzyła się, że Śpiączka był na pozycji spalonej.

Co się jednak odwlecze…. W 80 minucie po serii bilardowych odbić od piłkarzy Arki Bartłomiej Kalinkowski strzałem z 12 metrów daje prowadzenie gospodarzom. Najpierw na linii bramkowej drogę piłce po strzale Marcina Stromeckiego zagrodził Michał Marcjanik, potem odbiła się ona jeszcze od Kasperkiewicza, aż wreszcie trafiła na nogę Kalinkowskiego.

Bramka wyrwała gdynian z letargu i w 83 minucie powinien być remis! Wolsztyński dobrze zagrał piłkę prostopadle w kierunku bramki Górnika, za nią pobiegł Mateusz Młyński i znalazł się sam przed Gostomskim! Pojedynek wygrał jednak golkiper gospodarzy.

W poprzednim spotkaniu ligowym, w Olsztynie Arka prowadziła 1:0 i mimo przewagi nie potrafiła mecz wygrać. Dziś łęcznianie pokazali żółto-niebieskim, jak należy grać po objęciu prowadzenia. Najpierw w 86 minucie Bartosz Śpiączka wyskoczył ponad obrońcami gości w polu karnym i oddał strzał głową, lecz nieznacznie chybił! Trzy minuty później jednak było już po meczu. Przemysław Banaszak wykorzystał fantastyczne zagranie z głębi pola i pognał z piłką na bramkę Daniela Kajzera. Mimo, iż miał mały kłopot z jej opanowaniem wpadł w pole karne przed Marcjanikiem, który go co prawda dogonił, ale zwodem dał się oszukać, po czym mógł już tylko patrzeć, jak piłkarz Górnika kończy akcję, zadając gościom śmiertelny cios.

Dla Arki to druga porażka w sezonie i piąty z rzędu niewygrany mecz. Sezon rozpoczął się rewelacyjnie i wydawało się, że po zgraniu zespołu będzie już tylko lepiej. Racja, wydawało się. Bo patrząc na poczynania piłkarzy w kanarkowych koszulkach człowiek zadaje sobie pytanie: Jak mógł być tak naiwny? Jakie argumenty miały przemawiać za tym „lepiej”? Skuteczność praktycznie żadna ( w czterech ostatnich meczach jedna bramka zdobyta z karnego), dziury w obronie (pięć straconych goli), akcje rwane, gra bez pomysłu, a w dodatku braki w wyszkoleniu technicznym, tak, w tym wyszkoleniu, którym piłkarze często i chętnie popisują się na treningu, czy na rozgrzewce. Aż zęby bolą gdy się patrzy, jak piłkarze Ireneusza Mamrota nie potrafią skonstruować akcji z kilku podań i próby kończą się albo stratą piłki, albo wybiciem jej na aut, co na jedno wychodzi. 

Najbliższy wynikający z kalendarza mecz Arki z Zagłębiem Sosnowiec został przełożony na inny termin. A zatem trener i piłkarze mają czas do 7 listopada, by coś zmienić, by pokazać, że zespół ma pomysł na grę, chce i potrafi go realizować. Bo jeśli nic się nie zmieni, to chyba dojdzie do zmian… personalnych.

Powiedzieli po meczu:

Ireneusz Mamrot (trener Arka): – Do straconej bramki nic nie zapowiadało tego, że możemy to spotkanie przegrać. W zasadzie była tylko jedna sytuacja po stałym fragmencie gry, gdzie później w efekcie końcowym i tak odgwizdany został przez arbitra spalony. Drugim przełomowym, zwrotnym momentem była sytuacja sam na sam, która mogła dać nam wynik 1:1. Wiadomo, że końcówka spotkania, podczas której rzuca się wszystko do przodu, powoduje że zespół się odkrywa.

Z jedną rzeczą mieliśmy dziś szczególny problem. Zszedł z kontuzją Adam Deja, opuścił je również Julek Letniowski, nie mogliśmy skorzystać z Bartka Kwietnia i tak naprawdę zmiany były wymuszone. Środek pola do pewnego momentu tak naprawdę funkcjonował dobrze, ale musieliśmy dokonać zmian. 

Na pewno mankamentem było to, że mając tyle sytuacji na 16-18 metrze powinniśmy byli próbować częściej uderzać. Oddając ileś strzałów, piłka w końcu musi wpaść do siatki. My staramy się za ją długo poprawiać i przekładać z nogi na nogę. I dlatego mimo, że uważam, iż do pewnego momentu graliśmy dobre spotkanie, to przegrywamy je. 

Teraz czeka nas przerwa w lidze – nie gramy meczu w niedzielę. Mamy kilka urazów w zespole, więc wbrew pozorom, może się to okazać korzystne dla nas.

 

Kamil Kiereś (trener Górnik): – Wygraliśmy dzisiaj bardzo ważny mecz z perspektywy miejsca w tabeli, naszego jak i Arki. Ta wygrana powoduje, że w tym momencie jesteśmy w ścisłej czołówce. Nie brakowało nam problemów przed tym spotkaniem. Wiadomo, że Michał Goliński jest kontuzjowany, Serhij Krykun pauzuje za czerwoną kartkę – staraliśmy się przede wszystkim ustawić zespół na nowo. Tak, jak mówiłem wcześniej – nie wahamy się jednak w takich momentach. Mamy kolejnych zawodników. Uważam, że pierwsza jedenastka jest obecnie bardzo mocna. Rywalizacja jest jednak tak duża, że zawodnicy którzy wchodzą z ławki są w stanie dać nam jakość. 

Przejdę, wyprzedzę wydarzenia – uważam, że dzisiaj duży impuls dali zawodnicy, którzy weszli na boisko, szczególnie w trakcie spotkania. Tomek Tymosiak, który zmienił kontuzjowanego Adriana Cierpkę, potem podwójna zmiana Bartka Kalinkowskiego i Przemka Banaszaka. Ci ostatni dwaj zawodnicy dopisali sobie dzisiaj po bramce. Mamy trzy punkty, nie straciliśmy bramki z bardzo mocnym rywalem, jakim jest Arka. Wiadomo jak kadrowo prezentuje się zespół z Gdyni.

Muszę powiedzieć, że była w nas duża wiara przed tym spotkaniem. Nie podeszliśmy do tego spotkania choćby w niewielkim stopniu wystraszeni. Bardzo wierzyliśmy w swoje umiejętności i naszą wartość, nawet pomimo ostatniego meczu z Widzewem, który nie był idealny w naszym wykonaniu. Staraliśmy wytłumaczyć sobie na odprawie kilka kluczowych argumentów, które muszą zaistnieć w naszej grze. Wyjściowa jedenastka wyciągnęła wnioski i ten mecz bardzo długimi fragmentami prowadzony był przez nas taktycznie. Szczególnie fazy defensywne. Uważam, że w stosunku do ostatniego spotkania sporo poprawiliśmy w naszej grze jeśli chodzi o odbiór i wyprowadzenie piłki z naszej połowy. Też pojawiły się momenty ataku pozycyjnego. Jednak do 70 min. uważam, że brakowało nam błysku w tym, aby w kluczowych momentach, których było sporo, żeby mieć lepsze kontakty z piłką, lepiej ją rozprowadzić bliżej pola karnego. Zmiany dały nam świeżość i impuls, dzięki którym dopięliśmy swego. 

Bardzo cieszymy się ze zdobytych trzech punktów. One dają nam przede wszystkim pewność i motywację na to, co przed nami – na następne kolejki. Teraz musimy się skupić na regeneracji i na meczu z Miedzią. Musimy zamknąć emocje tego spotkania i za jakiś czas otworzyć następny rozdział.

Adam Danch (Arka): – Bardzo chcieliśmy dziś przerwać naszą passę bez zwycięstwa, bo czekamy na to od czterech meczów. Nie udało się, zamiast wygranej przegraliśmy. Mamy teraz dłuższą przerwę i będziemy w niej mocno pracować, aby po niej wszystko wróciło na dobry tor. 

Musimy znaleźć gdzie leży problem. Trener przygotuje analizę i zobaczymy, co ona pokaże. Wyciągniemy wnioski i będziemy pracować, żeby wyeliminować błędy i wrócić do wygrywania.

Arkadiusz Kasperkiewicz (Arka): – To bardzo przykra dla nas porażka. Bardzo chcieliśmy tutaj przerwać naszą złą serię, zwłaszcza po remisie, który przydarzył nam się ostatnio, bo to nie przystoi tak tracić punktów. Jak w każdym z tych poprzednich meczów, rywal nie miał za dużo sytuacji, ale to przede wszystkim my swoich nie tworzymy, a jak już coś stworzymy, to brakuje nam konkretów pod bramką. Nie oddajemy strzałów, zwlekamy z decyzją o uderzeniu, spóźniamy ostatnie podanie.

Musimy coś diametralnie zmienić, żeby to wyglądało zdecydowanie lepiej. Teraz mamy dłuższą przerwę i skupimy się na treningu oraz przemyśleniu tego wszystkiego w naszej szatni.

Bartosz Śpiączka (Górnik): – Kluczem do sukcesu jest u nas gra „na zero” z tyłu. Cała drużyna na to pracuje – od ataku do obrony. Dziś znowu zagraliśmy bez straty gola, a z przodu wykorzystujemy nadarzające się okazje. Oby tak to się układało dalej. Cały czas trener nam powtarza, że najważniejsza jest defensywa, bo z przodu zawsze coś wpadnie i dziś się to potwierdziło. 

Mamy drużynę tak wyrównaną, że nie ważne kto wchodzi z ławki, kto gra od początku. Każdy coś daje tej drużynie, dziś bramki zdobyli ci, którzy weszli na boisko po przerwie. Nie jest ważne, czy to ja strzelam bramki, czy ktoś inny, bo najważniejsza jest drużyna, żeby ona wygrywała. 

Zachowujemy chłodną głowę. My jesteśmy beniaminkiem, nie bujamy w obłokach. W każdym meczu walczymy o trzy punkty. 

Galeria zdjęć z meczu, Foto: arka.gdynia.pl

Fortuna 1 Liga, kolejka 3: 

Górnik Łęczna – Arka Gdynia  2:0 (0:0)

1:0 Kalinkowski 80′,

2:0 Banaszak 89′

Górnik: Gostomski – Sasin, Baranowski, Midzierski, Leandro, Cierpka (62′ Tymosiak), Stromecki, Struski (90′ Kukułowicz), Wojciechowski (76′ Kalinkowski), Stasiak (76′ Banaszak), Śpiączka.

Trener: Kamil Kiereś

Arka: Kajzer – Kasperkiewicz, Marcjanik, Danch, Marciniak, Deja (35′ Mazek), Żebrowski (70′ Siemaszko), Drewniak, Letniowski (76′ Soszyński), Młyński, Jankowski (70′ Wolsztyński).

Trener: Ireneusz Mamrot

Żółta kartka: Śpiączka (Górnik)- Deja, Danch (Arka)

Sędzia: Łukasz Szczech (Warszawa)

Mecz bez udziału publiczności

Na podstawie transmisji w TV Polsat Sport Extra: Ziemowit BUJKO

Foto: arka.gdynia.pl

By kkorpas

9 thoughts on “Arka dryfuje ku dnu!”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *