Dokładnie minutę od podrzutu piłki pierwsze punkty w spotkaniu, rzutem za trzy, zdobył Karol Gruszecki. Goście odpowiedzieli za sprawą dwóch trafień z „pomalowanego”, ale wtedy jeszcze raz rzutem zza linii 6.75 metra punkty popisał się popularny „Grucha” i to Trefl prowadził 6:4. Oba zespoły w kolejnych minutach nie grzeszyły skutecznością. Wciąż jednak na tablicy widniał korzystny wynik dla sopocian (9:7). Na niespełna trzy minuty przed końcem pierwszej części gry po raz trzeci tym samym, skutecznie zagrał Gruszecki, co oznaczało już dziewięć punktów sopockiego niskiego skrzydłowego. Z pięciopunktowego prowadzenia zawodnicy z Trójmiasta nie cieszyli się długo – akcje Mateusza Dziemby i Lestera MedfordaJr zminimalizowały różnicę do jednego oczka. Końcówka kwarty należała jednak do żółto-czarnych. Trzy punkty TJ Hawsa oraz dwa dobrze wykonane rzuty wolne Pawła Leończyka dały Treflowi po 10 minutach gry prowadzenie 17:12.

Start drugiej kwarty toczył się pod dyktando czarno-czerwonych. Punkty rozgrywającego drugi mecz w EBL Joshua Sharmy oraz dobre akcje Dziemby pozwoliły Pszczółce doprowadzić do remisu 19:19. Na taki obrót sytuacji zareagował Marcin Stefański, który poprosił o przerwę na żądanie. Po powrocie na parkiet, w ostatniej sekundzie akcji, trafił za trzy Haws, a kiedy sprytnie pod koszem zagrał Leończyk Trefl ponownie miał pięć punktów zapasu (24:19). Choć trójka Martinsa Laksy zminimalizowała różnicę, to kolejne minuty należały do Trefla. Nie do zatrzymania był znów Gruszecki, który w krótkim czasie dołożył „trójki” numer cztery i pięć, a takim samym zagraniem potrafił popisać się też Michał Kolenda. Czas wzięty przez trenera Davida Dedka nie zdał się na wiele – dziewiąty celny rzut za trzy w wykonaniu sopocian był autorstwa Witalija Kowalenki. Tak udany okres dał gospodarzom czternastopunktową przewagę (38:24)! W ostatniej minucie przed przerwą gracze Startu odrobili część strat, ale po 20 minutach to Trefl miał korzystny wynik, 38:27!

Goście drugą połowę rozpoczęli od agresywnej obrony i dobrej gry w ataku. Trójki Kamila Łączyńskiego oraz takie samo zagranie i wsad Sherrona Dorsey-Walkera pozwoliły im zmniejszyć straty do trzech oczek. Dorobek sopocian po ponad trzech minutach gry powiększył M. Kolenda, jednak zawodnicy Pszczółki Startu pozostawali w natarciu. Kiedy Damian Jeszke trafił z dobitki, Start przegrywał już tylko jednym oczkiem (45:44). Dłużej nie czekał trener Stefański, który poprosił o czas na żądanie. Mimo iż po powrocie punkty spod kosza zdobył Leończyk, to goście nie zatrzymywali się. Do końca kwarty zespoły wymieniały się prowadzeniem. Na 10 minut przed końcową syreną to jednak Trefl miał jedno oczko zapasu – tablica wyników pokazywała 52:51.

Decydujące minuty świetnie rozpoczęli żółto-czarni, którzy nie tylko punktowali, ale również nie pozwalali koszykarzom Startu na umieszczenie piłki w koszu. Po raz szósty za trzy trafił Gruszecki! Zawodnicy Trefla grali ambitnie, a motywowała ich też do tego „żyjąca” ławka rezerwowych sopocian. Kiedy z faulem trafił Martynas Paliukenas, o przerwę poprosił trener Dedek. Po czasie litewski koszykarz sopocian zdobył punkt z rzutu wolnego, a Trefl prowadził 60:51. Wydawało się, że tak grający zespół Marcina Stefańskiego zwycięstwo ma na wyciągnięcie ręki, jednak niestety, stało się inaczej. W jednej chwili role na parkiecie się odwróciły. Cztery oczka z rzędu zdobył Dorsey-Walker, a po chwili swój dorobek powiększył Kacper Borowski. Grającym coraz lepiej lublinianom nie przeszkodził nawet trafiony rzut wolny TJ Hawsa za faul techniczny ławki czy punkty spod kosza Leończyka – kolejne oczka Borowskiego, a także premierowe trafienia Romana Szymańskiego zniwelowały prowadzenie Trefla do jednego oczka, a kiedy za faul rzuty wolne wykorzystał Dorsey-Walker, Pszczółka Start Lublin wróciła na prowadzenie (63:64). O czas prosił trener Stefański, a drużynę próbował jeszcze poderwać kapitan Leończyk, jednak rozpędzeni goście pewnie wykorzystywali kłopoty z faulami Trefla oraz dodatkowo agresywnie bronili, co przekładało się na coraz bardziej korzystny dla nich rezultat. Ostatecznie sopocianie przegrali różnicą sześciu punktów. Po czterech domowych meczach z rzędu w sobotę żółto-czarni zagrają wyjazdowe spotkanie z HydroTruckiem Radom.

Galeria zdjęć z meczu, Foto: Antoine Floue

{gallery}articles/2020/1004[/gallery}

Energa Basket Liga, etap I, kolejka 7:

Trefl Sopot – Pszczółka Start Lublin 70:76 (17:12, 21:15, 14:24, 18:25)

 

Trefl: Gruszecki 20, Leończyk 12, Haws 11, Olejniczak 8, M. Kolenda 6, Kowalenko 4, Paliukenas 3, Ł. Kolenda 3, Moten 3.

Trener: Marcin Stefański.

Pszczółka Start: Dorsey-Walker 15, Łączyński 12, Laksa 10, Sharma 9, Dziemba 9, Borowski 8, Jeszke 7, Szymański 3, Medford Jr 3, Moore 0.

Trener: David Dedek.

Sędziowie: D. Zapolski, B. Puzoń, M. Chrakowiecki

By kkorpas

One thought on “Bez publiczności, porażka z Pszczółką Startem Lublin! Druga wygrana lublinian w Trójmieście”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *