Nawet najwięksi pesymiści nie przypuszczali, że efektowna seria zwycięstw piłkarzy Arki zakończy się w tak żałosnym stylu. Grająca z polotem, ale bez głowy Arka, nie potrafiąca wykończyć akcji skutecznym strzałem dała się wypunktować, jak niedoświadczony bokser.

W wyjściowym składzie Arki pojawiło się kilku piłkarzy, których nie widzieliśmy w pierwszej jedenastce w poprzednim spotkaniu. Od pierwszej minuty zagrali: Adam Marciniak, Rafał Wolsztyński oraz Kamil Mazek. Na boisku pojawił się także Michał Marcjanik. Szkoda, że zestawiając skład na dzisiejsze spotkanie trener Ireneusz Mamrot nie pomyślał, że lepsze jest wrogiem dobrego, bo błędy, jakie popełniła odmieniona formacja obronna wołały o pomstę do nieba. I niebo zareagowało. Już w 19 min dobrą akcję na lewym skrzydle przeprowadził Sebastian Steblecki, który dokładnie wyłożył piłkę do Bartosza Biela, a ten z 11 metrów nie dał żadnych szans Danielowi Kajzerowi.

Arka posiada optyczną przewagę, ale to rywale cieszą się z prowadzenia. Ataki gdyńskiej drużyny są co prawda urozmaicone. Arka wyprowadza je raz z lewej, raz prawej strony, nie brakuje stałych fragmentów, ale im bliżej pola karnego tym gorzej. Obrona gości doskonale czyta zamiary arkowców, nie dopuszczając ich do strzałów. Dobrze spisujący się w bramce Konrad Jałocha, który ma za sobą udany okres gry w żółto-niebieskich barwach (awansował z Arką do ekstraklasy w 2016 roku) zaledwie trzykrotnie odbijał piłkę kierowaną w stronę bramki po strzałach piłkarzy gospodarzy.

Po zmianie stron obraz gry niewiele się zmienił. Co prawda piłkarze w żółto-niebieskich strojach częściej atakowali, dużo wiatru na skrzydłach robili Mateusz Młyński, Marciniak i Mazek, ale z ich starań nic nie wynikało, gdyż wciąż brakowało otwierającego drogę do bramki podania, nie mówiąc o strzale. Pierwszy raz w światło bramki piłkarze Arki uderzyli w… czwartej doliczonej minucie tego meczu.

Niestety, nic także nie zmieniło się na lepsze w grze obronnej gdynian. Goście nadal groźnie kontratakowali i w powietrzu wisiała druga (a może i kolejne) bramka. Zmaterializowała się w 67 minucie. Piłkę z rzutu rożnego wykonanego przez Łukasza Grzeszczyka wybili co prawda obrońcy, ale… wprost na nogę Krzysztofa Wołkowicza, który uderzył bez chwili namysłu. Precyzyjny strzał okazał nie do obrony dla zasłoniętego Kajzera! Miejscowi rzucili się do odrabiania strat, ale robili to chaotycznie, jak tytułowe pijane dzieci we mgle. Doskonale ustawiający się defensorzy przyjezdnych rozbijali skutecznie wszystkie ataki żółto-niebieskich.

W doliczonym czasie gry na boisku polała się krew. W zderzeniu z Marciniakiem groźnego urazu nabawił się zawodnik GKS -u Dawid Kasprzyk, i z zakrwawioną twarzą upadł na murawę. Po dłuższej przerwie i zmianie w zespole tyszan sędzia wznowił grę i dzięki temu Arka wreszcie oddała strzał w światło bramki. W 94 minucie lekki strzał głową Macieja Jankowskiego bez trudu wyłapał Jałocha.

Trudno jednoznacznie ocenić to spotkanie. Niby Arka miała przewagę, więcej z gry. Nie można odmówić jej zawodnikom zaangażowania. Piłkarze trenera Mamrota przeprowadzali składne akcje to jedną, to drugą stroną boiska. Brakowało jednak pomysłu na sforsowanie zasieków obronnych gości, którzy imponowali także skutecznością w ataku. Trzy punkty zdobyli zasłużenie, a Arka będzie musiała powalczyć o nie w niedzielę w meczu z Odrą w Opolu. Ostatnia konfrontacja tych dwóch zespołów miała miejsce w Pucharze Polski i zakończyła wyrzuceniem gdynian za burtę tych rozgrywek. Zatem żółto-niebiescy mają coś do udowodnienia.

Powiedzieli po meczu: 

Ireneusz Mamrot (trener Arka Gdynia): – W pierwszej połowie powinniśmy byli szybciej operować piłką, zwłaszcza w środkowej strefie boiska. To pierwsza uwaga. Druga to to, że popełniliśmy ewidentne błędy – coś nad czym bardzo pracujemy nie powinno się przytrafić. Bramka padła po tym, jak dwóch zawodników ze środka obrony poszło do środka boiska, a piłka przeszła. Przy rzucie z autu, mimo że byliśmy ustawieni całym zespołem, to popełniliśmy błąd. 

W drugiej połowie widać było większe zaangażowanie drużyny i próbę odrobienia strat. Przeciwnik dobrze bronił się całym zespołem. Do tego wykorzystał stały fragment gry, po którym zdobył drugą bramkę. Tak przyszła pierwsza porażka. 

Wiadomo, że jesteśmy z niej niezadowoleni. Trzeba jednak patrzeć szerzej. Jestem przekonany, że na pewno pojawi się na nią odpowiednia reakcja zespołu. Po drugie też świadomość drużyny musi być odpowiednia – w tej lidze nie będzie łatwych meczy. Udowodniło to nie tylko dzisiejsze, spotkanie ale również ono dokładnie to pokazało. 

Zwycięstwa powodują, że może się wydać, że zawsze starzeliśmy bramkę więcej. Nie jest to jednak takie proste. Musimy lepiej reagować już od kolejnego meczu.  

Na pewno chciałbym podziękować dziś kibicom. Starali się nam pomóc i dopingowali do samego końca. Na pewno jedna bramka nic nie zmieniłaby punktowo, ale szkoda, że nie padła choćby dla nich. Rozmawiałem już na gorąco z piłkarzami w szatni. To jest dla nas bardzo ważne, abyśmy w tym momencie zareagowali prawidłowo. 

Piłka ma to do siebie, że czasem masz jedną czy dwie sytuacje w meczu, które wykorzystujesz i dzięki temu wygrywasz mecz. Tak było w Niecieczy. Czasem są jednak takie spotkania, że tych okazji masz dużo więcej, ale nie potrafisz ich wykorzystać. Pod tym kątem to goście byli dziś zespołem lepszym. Nie mieli wielu okazji, ale potrafili je wykorzystać. O to w piłce chodzi. 

Ja jestem wymagający jeśli chodzi o swój zespół. Uważam, że powinniśmy stwarzać sobie więcej sytuacji, choć jednocześnie zdaje sobie sprawę, że dziś również je mieliśmy. Powinno ich być jednak więcej. 

Wracając jeszcze na chwilę do pierwszej połowy, kiedy przeciwnik był dobrze zorganizowany, to z boku patrząc aż się prosiło, aby oddać uderzenie z dystansu. Operowaliśmy piłką dużo w środkowej strefie, przekładaliśmy ją kilkukrotnie, ale zabrakło nam dziś tego, żeby pokusił się o strzały.

Artur Derbin (trener GKS Tychy): – Po takim meczu chciałbym zacząć konferencję od podziękowań dla swojej drużyny za dzisiejszy wysiłek i poświęcenie. Mierzyliśmy się z drużyną, która w imponujący sposób rozpoczęła te rozgrywki. Miała imponujące statystyki jeśli chodzi o zdobycze bramkowe. Analizując grę Arki wiedzieliśmy, jak groźna jest w ataku pozycyjnym i fazach przejściowych. Musieliśmy się przed tym mocno zabezpieczyć. Arka nękała nas atakami pozycyjnymi i zmianą kierunku gry. Chcieliśmy temu zapobiec. Super, że zdobyliśmy dwie bramki i dały nam one trzy punkty na tym trudnym terenie

Jedynym naszym poważnym zmartwieniem jest sytuacja, która przytrafiła się Dawidowi Kasprzykowi. Bardzo wierzymy, że nic poważnego mu nie będzie i szybko wróci do nas i do treningów. 

Mateusz Młyński (Arka Gdynia): – Nastąpiło parę zmian w składzie, ale to nie miało na nas większego wpływu. Bardzo zależało nam podtrzymaniu zwycięskiej passy. W pierwszej połowie zagraliśmy słabiej. Druga połowa wyglądała już znacznie lepiej w naszym wykonaniu. Na pewno chcieliśmy wygrać ten mecz, jak każdy i tym bardziej, że przed własną publicznością. Widać było, że zespół z Tychów był bardzo dobrze przygotowany do dzisiejszego meczu. 

Przy pierwszej bramce, mogliśmy zachować się lepiej – przerwać akcję faulem albo po prostu nie pozwolić GKS -owi na rozegranie tego w ten sposób. Po straconej bramce chcieliśmy się szybko podnieść, lecz niestety nieskutecznie i w drugiej połowie straciliśmy kolejnego gola, który był niewątpliwie pięknej urody. 

Niestety nie udało się wygrać i taka jest piłka, ale już myślimy o następnym spotkaniu w Opolu, aby tam zdobyć 3 punkty.

Adam Marciniak (Arka Gdynia): – Nasi trenerzy dobrze rozpracowali przeciwnika, natomiast wiedza teoretyczna, to jedno, a drugie praktyka. To my jesteśmy wykonawcami na boisku i dziś nie wykonaliśmy planu, który nakreślił nam trener. Bardzo chcieliśmy podtrzymać naszą dobrą serię, niemniej jednak trzeba jasno przyznać, że zagraliśmy dziś słabiej. To nie była ta Arka, którą widzieliśmy w poprzednich spotkaniach. Przede wszystkim zbyt łatwo straciliśmy pierwszą bramkę, a dodatkowo z naszej strony nie było żadnej zdobyczy. 

Teraz przyszedł taki moment, w którym trzeba się zrehabilitować, pokazać charakter i zdobyć 3 punkty w następnym spotkaniu. Nie ma tutaj co za dużo rozpamiętywać ani się użalać tylko trzeba po prostu zakasać rękawy i walczyć. 

Duży szacunek dla naszych kibiców, że nas dziś dopingowali do ostatniej minuty. Nawet nasi nowi zawodnicy podkreślają, że nie jest to częsty obrazek na polskich boiskach, dlatego tym bardziej chcemy pracować na ten szacunek kibiców, wygrywać i na koniec sezonu tym bardziej mieć powód do wspólnego świętowania. 

W końcówce zdarzyła się ta strasznie niefortunna sytuacja. Po wybiciu, chciałem trafić piłkę przed kozłem, ale przez światła jupiterów straciłem ją z oczu.  W ułamku sekundy podjąłem decyzję, żeby przerwać akcję, ale tak niefortunnie skoczyliśmy „do główki”, że zawodnik gości niestety dość mocno ucierpiał. Koniecznie będę chciał do niego zadzwonić, albo jeśli jeszcze będzie w Gdyni, to na pewno podjadę do szpitala i go przeproszę. Mam nadzieje, że wszystko z nim będzie dobrze. Ja mam lekko rozciętą głowę. 

Galeria zdjęć, Foto: arka.gdynia.pl

Fortuna 1 Liga, kolejka 6:

Arka Gdynia – GKS Tychy 0:2 (0:1)

0:1 Biel 19′,

0:2 Wołkowicz 67′

Arka: Kajzer – Kasperkiewicz (84′ Danch), Kwiecień, Marcjanik, Marciniak, Deja, Drewniak, Mazek (62′ Siemaszko), Letniowski (62′ Jankowski), Młyński, Wolsztyński.

Trener: Ireneusz Mamrot

GKS: Jałocha – Szeliga, Nedić, Sołowiej, Wołkowicz, Paprzycki, Biegański, Biel, Grzeszczyk (85′ Szymura), Steblecki (65′ Moneta), Nowak (77′ Kasprzyk).

Trener: Artur Derbin

Żółta kartka: Letniowski, Kasperkiewicz (Arka) – Steblecki, Sołowiej (GKS)

Sędzia: Paweł Malec (Łódź)

Widzów: 3512

Ze Stadionu Miejskiego: Ziemowit BUJKO

Foto: arka.gdynia.pl

By kkorpas

4 thoughts on “Jak pijane dzieci we mgle… Koniec zwycięskiej serii Arki!”
  1. … [Trackback]

    […] There you will find 69082 additional Info on that Topic: sportowagdynia.eu/index.php/2020/09/29/jak-pijane-dzieci-we-mgle-koniec-zwycieskiej-serii-arki/ […]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *