Nad ekstraklasowymi derbami Trójmiasta ciąży jakaś klątwa. Gdynianie nigdy nie wygrali ich na tym poziomie rozgrywek, a w najnowszej odsłonie znów nie udało się odczarować tego fatum. Biało-zieloni wygrali ten mecz w szokujących okolicznościach – rzadko w jednym meczu jesteśmy świadkami aż czterech rzutów karnych. 

Początek tego spotkania nie zwiastował jednak emocjonalnego rollercoastera, jaki wydarzył się w drugiej połowie. Arka zaczęła dość niemrawo, ale doszła do głosu po około pół godziny gry. Wtedy wcześniej przeważającym biało-zielonym parę razy zabiło mocniej serce, zwłaszcza przy okazji uderzenia Mateusza Młyńskiego, który posłał piłkę odrobinę ponad okienkiem bramki Dusana Kuciaka

Druga połowa to zupełnie inna historia. Jeśli któryś z nowych zagranicznych widzów Ekstraklasy zmieniając w telewizorze kanały trafił na mecz derbowy akurat około godziny 18:30, to zapewne w niedalekiej przyszłości sięgnie po więcej. Strzelanie zaczęło się w 51 minucie, gdy Flavio Paixao zdobył gola po rzucie karnym podyktowanym po zagraniu ręką Frederika Helstrupa. Na kolejną jedenastkę musieliśmy czekać jedynie 10 minut, tym razem po faulu na Młyńskim. Marko Vejinović wyrównał wynik, a żółto-niebiescy wyszli na prowadzenie w 72 minucie. Po rzucie rożnym Michała Nalepy piłkę głową uderzył Adam Marciniak, a ostatecznie do bramki skierował ją Jarosław Kubicki. Na kolejnego gola wystarczyło zaczekać zaledwie 5 minut. Padł on również po rzucie rożnym. Tym razem dośrodkowywał Rafał Pietrzak, a głową uderzył Łukasz Zwoliński. Ten strzał został obroniony, ale do piłki dopadł Paixao i dołożył kolejną bramkę do swojego derbowego dorobku. Arka po raz kolejny wyszła jednak na prowadzenie w 83 minucie, gdy Vejinović zdobył gola z kolejnego rzutu karnego po zagraniu piłki ręką Zwolińskiego. 2 minuty później wprowadzony niedawno Conrado wpakował piłkę do siatki, ale gol nie został uznany przez jego wcześniejsze przyjęcie piłki ręką. Po tym wydarzeniu Vejinovicia zastąpił na boisku Douglas Bergqvist. Wszystko zaczęło się sypać po tej defensywnej zmianie. Obrona gości zawiodła po raz kolejny w 87 minucie, gdy Zwoliński zdobył bramkę głową po dośrodkowaniu Conrado. Warto tu dodać, że Zwoliński rozegrał 11 spotkań w żółto-niebieskich barwach , gdy był piłkarzem Arki w sezonie 2012/13. Nie zdobył wówczas ani jednej bramki i gdyński klub zrezygnował z jego dalszych usług.

Wydawało się, że skoro zwycięstwo wymknęło się gdynianom z rąk, uda im się dowieźć do końca przynajmniej ten remis. Niestety, w piątej minucie doliczonego czasu sędzia Szymon Marciniak z sobie tylko znanego powodu, podyktował drugi rzut karny (a w ogóle czwarty w tym meczu) dla gdańszczan. Flavio Paixao skompletował hat tricka. Pomimo poczucia krzywdy, arkowcy nie złożyli broni i niewiele brakowało do gola wyrównującego. Adam Marciniak uderzał po rzucie wolnym głową w kierunku bramki Kuciaka, lecz bramkarz Lechii widowiskowo sparował futbolówkę na poprzeczkę. Parę chwil później zabrzmiał już ostatni gwizdek arbitra tego starcia, po którym przyjezdni poczuli gigantyczny niedosyt. 

Po raz już nie wiadomo który żółto-niebiescy dali sobie wyrwać zwycięstwo w końcówce meczu, a dodatkowo sytuację zaognił kontrowersyjny rzut karny dla Lechii w doliczonym czasie gry. Ofensywa spełniła swoje zadanie, niestety formacja obronna po prostu zawiodła. Nowo wybrany kapitanem Pavels Steinbors nie miał zbyt wiele do powiedzenia przy którejkolwiek z bramek. Flavio po prostu dobrze wykonał obydwie jedenastki, podczas jego gola z dobitki Łotysz leżał już na murawie, a piłka po strzale Zwolińskiego trafiła do bramki odbijając się od słupka. Gdyby ten mecz miał miejsce kilka miesięcy temu, to można by było stwierdzić, że gra nie była taka zła i w późniejszej części sezonu spokojnie uda się wskoczyć na korzystną pozycję w tabeli. Kończy się jednak sezon zasadniczy, a nad podopiecznymi Ireneusza Mamrota wisi teraz widmo spadku. 

Arkowcy po tej porażce nie odrobili nic z dystansu do Wisły Kraków, która też przegrała swój mecz w tej kolejce i dalej tracą sześć oczek do bezpiecznego trzynastego miejsca. Swoje spotkanie z Wisłą Płock wygrała jednak Korona Kielce, która odjechała już żółto-niebieskim na cztery punkty, sadowiąc się tuż za krakowianami. Przegrał za to również ŁKS, który z kolei nie zmniejszył swojej straty do Arki. Najbliższy mecz gdyński zespół rozegra u siebie w przyszłą niedzielę ze Śląskiem Wrocław i chcąc zachować jakiekolwiek szanse na utrzymanie musi go po prostu wygrać!

 

Powiedzieli po meczu:

Marko Vejinović: – Trudno mi uwierzyć w to, co się stało. To był bardzo trudny mecz, bo pierwszy po przerwie spowodowanej pandemią. Wykonaliśmy w tym czasie ciężką pracę i to było widać. Strzelić trzy bramki na boisku Lechii Gdańsk nie jest łatwe, a my tego dokonaliśmy. Jednak to, jak traciliśmy bramki bardzo mnie boli. Powinniśmy ten mecz wygrać, dwukrotnie prowadziliśmy, w tym na osiem minut przed końcem. Powinniśmy ten wynik utrzymać, a straciliśmy głupie bramki.

Oczywiście, to, że strzelamy bramki bardzo mnie cieszy, ale naszą grę w obronie musimy koniecznie poprawić, jeśli chcemy wygrywać. Nie możemy dopuszczać do tylu sytuacji pod swoją bramką i musimy być we własnym polu karnym bezwzględni i zdecydowani. 

Michał Nalepa: – Nie bardzo rozumiem, co się wydarzyło w końcówce tego meczu. Jestem zły, że tak łatwo traciliśmy gole. W tym meczu mieliśmy wygraną na wyciągnięcie ręki i to dwukrotnie, a za każdym razem traciliśmy gole jak… nie wiem kto. Każda wrzutka z bocznego sektora i był zawsze smród. Nie chcę szukać wymówek tym, że ostatni karny był wątpliwy, ale dla mnie ważne jest, że zagraliśmy dobry mecz, każdy się starał i chciał, dwa razy mieliśmy rywali na widelcu i trochę sami jesteśmy sobie winni.

Każdy zostawił serce na boisku, ale też popełniliśmy głupie, proste błędy. Nie wiem, co nas zgubiło, czy brak koncentracji czy coś innego… Jakiś promyk nadziei i optymizmu na kolejne mecze na pewno jest. W miarę fajnie wyglądaliśmy, a jeśli każdy z nas za chwilę złapie rytm meczowy, bo to był pierwszy mecz po dłuższej przerwie, to powinno być dobrze. 

Galeria zdjęć z meczu, Foto: arka.gdynia.pl, Michał Puszczewicz

 

PKO Bank Polski Ekstraklasa, 27. kolejka: 

Lechia Gdańsk – Arka Gdynia 4:3 (0:0)

 

1:0 Paixao 50′(k),

1:1 Vejinović 60′(k),

1:2 Kubicki 71′(s),

2:2 Paixao 76′,

2:3 Vejinović 82′(k)

3:3 Zwoliński 87′,

4:3 Paixao 90+6′(k)

 

Lechia: Kuciak – Fila (72′ Zwoliński), Nalepa II, Maloca, Pietrzak, Kubicki, Mihalik (75′ Saief), Makowski, Lipski, Ze Gomes (64′ Conrado), Paixao.

Trener: Piotr Stokowiec

 

Arka: Steinbors – Danch, Marić, Helstrup, Marciniak, Kopczyński, Nalepa, Młyński, Vejinović (86′ Bergqvist), Jankowski (75′ Mihajlović), Zawada (80′ Skhirtladze).

Trener: Ireneusz Mamrot

 

Żółta kartka: Lipski, Kubicki, Conrado (Lechia) – Helstrup, Nalepa (Arka)

 

Sędzia: Szymon Marciniak (Płock)

 

Mecz bez udziału widzów

 

 

Na podstawie transmisji w TV Canal +: Radosław KARWACKI-BASISTA

Foto: arka.gdynia.pl, Michał Puszczewicz

 

By kkorpas

4 thoughts on “Cztery karne i… pogrzeb”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *