Mecz był pełen dramatyzmu, zwrotów akcji i osobom o słabym sercu mógł nawet grozić „zejściem”. Ostatecznie wszystko skończyło się happy endem i… „odczarowaniem gdyńskiego obiektu”, chociaż…

Pierwszy punkt w niedzielnym meczu zdobył jednak kapitan Jastrzębskiego Węgla Grzegorz Kosok. Od stanu 4:4 gospodarze zaczynali jednak powoli budować przewagę. Przyjezdni cały czas mieli kłopoty w przyjęciu co pozwoliło drużynie gdańskim lwom zwiększyć prowadzenie (13:8). Dobre ataki Damiana Schulza, Piotra Nowakowskiego i Danny’ego McDonnela doprowadziły do spokojnej końcówki, którą zakończył skutecznie Nowakowski (25:17).

Druga partia początkowo miała podobny przebieg do poprzedniej. Na parkiecie toczyła się walka cios za cios. Do stanu 6:6. Potem jednak górę zaczynał brać lepszy serwis gości. Po dwóch asach serwisowych Lukasa Kampy przewaga przybyszów ze Śląska wzrosła do 5 oczek 9:14). Jastrzębski Węgiel powoli przejmował kontrolę nad meczem. Po przerwie na żądanie Andrei Anastasiego siatkarzom z Gdańska udało się odrobić kilka piłek. Goście jednak wciąż utrzymywali 3-4punktowy dystans i wkrótce do szatni oba zespoły wysłał Salvador Hidalgo Oliva (21:25).

Powtórzyła się sytuacja z pierwszego spotkania w Gdyni, gdy po gładko wygranym secie gdańszczanie oddali rywalom następną partię. Set numer trzy zdawał się kopiować wydarzenia z poprzedniego dnia. Kosok, Oliva, wspierani przez Jasona De Rocco i Wojciecha Sobalę odjeżdżali gdańszczanom i pewnie zmierzali po kolejny łup. Znów zadziałała przerwa na żądanie Anastasiego, niestety na krótko. Znakomicie rozdzielał piłki Kampa i to głównie dzięki jego świetnemu rozegraniu goście dobrnęli do ostatniej piłki, którą skończył… McDonnell zepsutą zagrywką (18:25)

Zaczynał wracać koszmar. Gdzieś z tyłu głowy tkwiło, że to ostatnia szansa, co niestety pętało siatkarzom Trefla ręce i nogi. Jastrzębski powoli realizował konsekwentny plan mający dać mu wygraną. Znakomicie rozpoczął Oliva i przyjezdni prowadzili trzema punktami (3:6) Dobrą grę w ataku uzupełnił potężnym asem serwisowym (5:8). Gdańszczanie zdali sobie sprawę, że nie mogą pozwolić rywalom by im dalej odjechali, za sprawą ataków Artura Szalpuka doprowadzili do wyrównania (9:9), a nawet wyszli na prowadzenie. W tym momencie dał o sobie znać MVP poprzedniego meczu Maciej Muzaj, który do tej pory pozostawał raczej w cieniu swoich kolegów. Swoimi atakami i asem przywrócił drużynie trzypunktowe prowadzenie, a kolejne oczko dołożył serwisem Kampa (16:20). W tym momencie niektórzy kibice zaczynali już opuszczać halę. Gospodarzom zajrzało w oczy widmo klęski i wówczas do ataku poderwał ich Nowakowski. Mistrz świata najpierw zaatakował, potem zablokował Olivę, a Schulz wreszcie wstrzelił się zagrywką i do odrobienia pozostał już tylko punkt. Jeszcze Muzaj blokiem znów dołożył oczko, ale Marcin Ernastowicz psując zagrywkę znów „podał miejscowym tlen”. Niesieni ogłuszającym dopingiem publiczności gospodarze „uciekli grabarzowi spod łopaty”, a po chwili uzyskali piłkę setową. Muzaj potężnym atakiem przedłużył jeszcze nadzieje jastrzębian, ale po chwili Schulz atakiem i TJ Sanders – asem serwisowym złamali opór gości i doprowadzili do tie-breaka (26:24).

Siedem tie-breaków grali do tej pory w tym sezonie w PLUS Lidze gdańszczanie i siedem razy wychodzili z tej próby zwycięsko. Dlaczego miałoby inaczej tym razem? Z drugiej jednak strony w głowach tkwiło, że wczoraj skończyła jedna seria, szesnastu wygranych spotkań z rzędu, a przecież każda – kiedyś się kończy. Oby tylko nie dziś, nie teraz! Trefl rozpoczął od udanego ataku Schulza, a następnie błąd w ataku popełnił Muzaj. Za chwilę było już 6:3 dla Trefla. Do zmiany stron doszło przy 8:4, a tuż po niej błąd w ataku popełnił Oliva. Wydawało se, że droga po awans stanęła otworem Tymczasem przyjezdni nie zwieszali głów. Sygnał dał im De Rocco, a nieco „pomógł” Schulz. Kiedy ten ostatni dał się zablokować Patrykowi Strzeżkowi na tablicy wyników pokazał się remis 11:11! Czas wzięty przez Anastasiego spowodował powrót na prowadzenie, ale goście nie odpuszczali. Gdy skuteczny blok postawił Sobala okazało się, że losy trzymeczowej rywalizacji o wejście do strefy medalowej rozstrzygną dwie wygrane pod rząd przez którąś z drużyn piłki. Próby nerwów nie wytrzymali przyjezdni. Najpierw zagrywkę zepsuł Sobala, a następnie w ataku pomylił się Muzaj i cała ławka rezerwowych Trefla Gdańsk znalazła się na parkiecie, świętując ciężko wywalczony, ale w przekroju całego sezonu, jak najbardziej zasłużony, awans do półfinału, gdzie już czeka PGE Skra Bełchatów. Pierwszy mecz już w środę 25 kwietnia, tym razem naprawdę w domu, czyli w ERGO Arenie!

Galeria zdjęć z meczu:

{gallery}articles/2018/0422T{/gallery} 

Po meczu powiedzieli:

Damian Schulz: – Żaden kibic po tym weekendzie nie wróci do domu zawiedziony – dwa wieczory pełne emocji, wczoraj trochę mniej radości, ale dzisiaj nadrobiliśmy. Było mnóstwo zwrotów akcji, zarówno my, jak i Jastrzębianie zagraliśmy dobrą siatkówkę. Trzeba przyznać, że trochę pod siatką iskrzyło, ale to zostaje tylko na boisku, poza nim wszyscy się lubimy. Teraz skupiamy się na półfinałowym starciu z PGE Skrą Bełchatów i będziemy starali się wygrać. Te cztery zespoły, które są w półfinałach, pokażą wszystko to, co najlepsze w siatkówce, będzie dużo walki. W środę musi nam zafunkcjonować każdy element – od serwisu po obronę. Bełchatowianie mają bardzo dobra zagrywkę, więc będziemy musieli trzymać przyjęcie, co pozwoli nam wyprowadzać skuteczne akcje. Teraz wyciągamy wnioski z ćwierćfinałowych pojedynków, eliminujemy błędy i skupiamy się na Skrze. Świetnie zagrał Piotrek Nowakowski, oby zdobywał jeszcze więcej punktów w kolejnych meczach.

Piotr Nowakowski: – Bałem się trochę, ponieważ każda seria się kiedyś kończy i tak jak wczoraj się skończyła seria zwycięstw, tak dzisiaj mogła się zakończyć passa wygranych tie-breaków. Jednak dalej to trzymamy i cóż – tylko życzyć sobie, żeby w kolejnych meczach grać tylko tie-breaki i wszystkie wygrywać. Cieszy nas to zwycięstwo, ponieważ po tych problemach, które mieliśmy w drugim, trzecim i do połowy czwartego seta, nie napawało nas to na pewno optymizmem i całe szczęście, że jakaś ta energia jeszcze została wyzwolona i potrafiliśmy tę końcówkę w tym czwartym secie wyciągnąć i odebrać Jastrzębianom, tak jak oni wczoraj nam w drugim secie, trochę woli walki. Tie-break pokazał, że zaczęliśmy z ‘wysokiego C’ – co prawda nas dogonili, ale to wszystko było kontrolowane.  

Andrea Anastasi:Co mogę powiedzieć po tym meczu – prawdopodobnie postarzałem się o kolejne 10 lat i mam jeszcze więcej siwych włosów. To był naprawdę bardzo trudny mecz, Jastrzębie ponownie grało bardzo dobrze. My mieliśmy dobry początek, ale chwilę później znaleźliśmy się w naprawdę trudnej sytuacji, nie grając dobrej siatkówki. Jestem bardzo zadowolony, ponieważ dokonaliśmy pewnych zmian i one dały nam trochę energii, a to w mojej opinii jest bardzo ważne. Dwaj środkowi zrobili dziś kawał dobrej roboty. Jestem bardzo szczęśliwy, ponieważ mieliśmy dzisiaj wielu protagonistów – także Artur Szalpuk był niesamowity. Myślę, że przed środowym meczem z PGE Skrą zejdzie z nas sporo presji. Wracamy do ERGO Areny, z czego się bardzo cieszę i musimy spróbować grać naszą najlepszą siatkówkę. Jestem pewien, że emocje opadną, presja będzie mniejsza, już osiągnęliśmy wspaniały wynik, który daje nam szansę walki o medal. Jestem bardzo szczęśliwy i myślę pozytywnie.

 

Trefl Gdańsk – Jastrzębski Wegiel Jastrzębie Zdrój – 3:2 (25:17, 21:25, 18:25, 26:24, 16:14)

 

Trefl: Sanders 1, Mika 8, McDonnell 11, Schulz 19, Szalpuk 17, Nowakowski 20, Olenderek (L), Majcherski (L), Kozłowski, Jakubiszak 3, Ferens 3, Niemiec.

Trener: Andrea Anastasi. 

 

Jastrzębski Węgiel: Oliva 20, Kosok 12, Kampa 6, Derocco 13, Sobala 12, Muzaj 14, Popiwczak (L), Strzeżek 1, Lushtaku, Ernastowicz.

Trener: Ferdinando De Giorgi.

 

Sędziowie: M. Twardowski, S. Pindral

 

MVP meczu: Piotr Nowakowski

 

Widzów: 1500

 

 

Z hali Gdynia Arena: Ziemowit BUJKO,

Foto: autor 

By kkorpas

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.