Nie spodziewali się jednak chyba nawet w najgorszych snach, że nastąpi to przed własną publicznością, a w dodatku w meczu, który może albo dać im przepustkę do gry o medale, albo… sprawić, że cała ta piękna seria, 16 kolejnych zwycięstw nie będzie miała żadnego znaczenia.

Klątwa Jastrzębskiego Węgla nad gdyńską halą nadal działa. Zawodnicy Trefla mieli w swoich rękach wszystko. Po wygraniu pierwszego seta prowadzili w drugim czterema punktami (19:15) i wydawało się, że awans jest już w zasięgu ręki. W końcówce tego seta popełnili jednak aż 8 błędów własnych (goście w całym secie – 6 !) i przegrali go na przewagi. To był zwrotny punkt w całym spotkaniu. Jastrzębianie zeszli do szatni psychicznie podbudowani, a gdańskim lwom opadły grzywy. Trzecia partia to już całkowita dominacja przyjezdnych. Maciej Muzaj i Salvador Oliva robili co chcieli. Trener Andrea Anastasi dwoił się i troił, uspokajał i krzyczał, przeprowadzał zmiany i wracał do liderów, jednak to wszystko nie przyniosło efektów. Kapitalny mecz rozgrywał libero Jastrzębskiego Węgla Jakub Popiwczak, który wyciągał piłki, wydawało się nie do obrony. Gdyby nie jego interwencje, jego koledzy z ataku często nie mieliby czego kończyć.

Mecz w Gdyni z pewnością nie tylko był bardzo emocjonujący, lecz także w wielu momentach stał na bardzo wysokim poziomie. Początkowo wydawało się, że gdańszczanie są na dobrej drodze do zakończenia rywalizacji już w sobotę – kapitalnie grał w ataku Damian Schulz (w całym meczu 56-procentowa skuteczność i 27 pkt), swoje dorzucali Mateusz Mika oraz Artur Szalpuk. Trefl wygrał końcówkę i na drugiego seta wyszedł z jeszcze większą energią. Rozpoczął z impetem, ale skończyło się jak wyżej.

W połowie trzeciej partii goście nieomal znokautowali gdańszczan, odjeżdżając na 8 punktów (14:22) i spokojnie zamknęli seta, stawiając gospodarzy pod ścianą.

W kolejnej odsłonie zawodnicy Anastasiego długo nie mogli się pozbierać i uporządkować gry, co sprawiło, że przyjezdni znów im uciekli na 8 oczek (11:19) i ani znakomita seria serwisowa TJ Sandersa, ani ambitna pogoń niewiele już mogły zmienić. Niesione dopingiem zgromadzonej w gdyńskiej hali publiczności gdańskie lwy zbliżyły się na dwa punkty (20:22), ale jastrzębianie zwycięstwa już nie dali sobie wydrzeć.

Gości prowadził do boju Maciej Muzaj (w całym spotkaniu 54-procentowa skuteczność), który uznany został MVP , swoje dorzucili grający niezłe spotkanie Grzegorz Kosok, Lukas Kampa, który znakomicie rozdzielał piłki oraz wspomniani już Oliva i Popiwczak.

W całym meczu gdańszczanie popełnili aż 35 błędów własnych, Jastrzębski Węgiel – tylko 21. To główna przyczyna porażki.

 

Trefl Gdańsk – Jastrzębski Wegiel Jastrzębie Zdrój – 1:3 (25:23, 27:29, 17:25, 21:25)

 

Trefl: Mika 13, Grzyb 2 Schulz 27, Szalpuk 8, Nowakowski 9, Sanders 1, Olenderek (L), Kozłowski, Jakubiszak 3, McDonnell 3, Ferens 3, Niemiec.

Trener: Andrea Anastasi

 

Jastrzębski Węgiel: Muzaj 26, Oliva 14, Kosok 5, Kampa 3, Derocco 11, Sobała 8, Popiwczak (L), Strzeżek, Ernastowicz.

Trener: Ferdinando De Giorgi

 

Sędziowie: P. Ignatowicz, W. Kobienia

 

MVP meczu: Maciej Muzaj

 

Widzów: 2300

 

 

Z hali Gdynia Arena: Ziemowit BUJKO,

Foto: autor

By kkorpas

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.