15 września na stadionie w Gdyni niestabilna Arka Gdynia podejmowała u siebie głodne zwycięstwa Zagłębie Lubin w dziewiątej kolejce rozgrywek Ekstraklasy. Mimo braterskiego nastroju na trybunach piłkarze obydwu drużyn wyszli na to spotkanie zmotywowani. Zwycięstwo dałoby Arce szansę na wskoczenie do grupy mistrzowskiej, Zagłębie mogło uzyskać fotel lidera. Piłkarze nie pokazali jednak widowiska na miarę chociażby ostatniej kolejki ubiegłego sezonu najwyższej klasy rozgrywkowej. 

Arkowcy przeważali jedynie na samym początku gry – wysoki pressing dał im przewagę w środku pola, jednak „odpuścili” po kilkunastu minutach. „Miedziowym” nie udało się jednak wykorzystać posiadania piłki, a dwie najgroźniejsze akcje zakończył niepowodzeniem Bartłomiej Pawłowski – nieudany strzał z ostrego kąta i próba lobowania gdyńskiego bramkarza były nieudane. W pierwszej połowie poza tymi dwoma atakami na bramkę gospodarzy kibice w Gdyni nie byli świadkami widowiskowych akcji ofensywnych. 

Kilka pierwszych minut drugiej odsłony spotkania upłynęło pod dyktando drużyny z Lubina. Bolączką formacji ofensywnej Zagłębia była skuteczność, mimo stłamszenia arkowców goście nie wykorzystali paru dogodnych sytuacji do zdobycia bramki. 48 minuta meczu przyniosła kontrę Zagłębia, którą przypadkowo wspomógł Adam Marciniak swoim niecelnym wybiciem. Piłka trafiła na głowę Pawłowskiego, jednak Pāvels Šteinbors popisał się wyśmienitą interwencją zatrzymując piłkę na linii bramkowej. W 50 minucie Rafał Siemaszko udowodnił, że jego wysoki poziom umiejętności gry głową wpływa nie tylko na grę ofensywną „żółto-niebieskich” – wybronił tą częścią ciała uderzenie Sasy Balicia. Nie minął nawet pełen kwadrans, a stare piłkarskie porzekadło już dało o sobie znać – niewykorzystane okazje lubią się mścić. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Michała Nalepy bezpańska piłka trafiła pod nogi Damiana Zbozienia, a ten plasowanym strzałem po lekkim rykoszecie znalazł drogę do bramki bronionej przez Martina Polačka. Przyjezdni potrzebowali jednak tylko siedemnastu minut na wykorzystanie nadmiernej gościnności podopiecznych Leszka Ojrzyńskiego. Zawodnicy z Lubina zrobili użytek z zaproszenia w pole karne i po dwóch podaniach Patryk Tuszyński wyrównał wynik spotkania. Trener Piotr Stokowiec miał nosa, wprowadzając na murawę dziesięć minut wcześniej tego napastnika, dla którego było to pierwsze trafienie w tym sezonie LOTTO Ekstraklasy. 

Spotkanie zakończyło się remisem mimo potężnej przewagi Zagłębia (w drugiej połowie trzy razy częściej od piłkarzy Arki utrzymywali się przy piłce). Na uwagę zasługuje również występ niemalże bezbłędnego Pāvelsa Šteinborsa, który kilkukrotnie uratował swoimi interwencjami gospodarzy od straty bramki. 

Następny mecz Arka rozegra we wtorek 19 września w ramach 1/8 Pucharu Polski w Bielsku-Białej przeciwko drużynie Podbeskidzia.

Galeria zdjęć z meczu, Foto: www.arka.gdynia.pl

 

Lotto Ekstraklasa 9. kolejka: 

Arka Gdynia – Zagłębie Lubin  1:1 (0:0)

 

1:0 Zbozień 62′

1:1 Tuszyński 79′

 

Arka: Steinbors – Zbozień, Marcjanik, Helstrup, Marciniak, Sołdecki, Jazvić (46′ Szwoch), Nalepa, Sambea, Da Silva (72′ Zarandia), Siemaszko (76′ Jurado).

Trener: Leszek Ojrzyński

 

Zagłębie Lubin: Polacek – Czerwiński, Guldan, Kopacz, Jach, Balić (74′ Woźniak), Matuszczyk, Starzyński (86′ Jagiełło), Kubicki, Pawłowski (69′ Tuszyński), Świerczok.

Trener: Piotr Stokowiec

  

Żółte kartki: da Silva, Nalepa, Marcjanik – Tuszyński

 

Sędzia: Tomasz Musiał (Kraków)

 

Widzów: 7357

 

 

Ze Stadionu Miejskiego: Radosław KARWACKI-BASISTA

Foto: Ziemowit BUJKO

By kkorpas

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *