Spójnia Gdynia wygrywając ostatnie w sezonie spotkanie z GKS Żukowo 33:20 pokazała, że była w tym roku najsilniejszą ekipą I ligi grupy „A” i zasłużyła na grę w gronie najlepszych drużyn w kraju. Gdyby tak się stało, Gdynia stałaby się swojego rodzaju mekką szczypiorniaka i dołączyłaby do takich miast, jak Lubin, Szczecin i Piotrków Trybunalski, które mają w najwyższej klasie rozgrywkowej drużyny zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Decyzję w tej sprawie podejmie jednak komisja licencyjna ZPRP.

W całym sezonie to zawodnicy Marcina Markuszewskiego byli najlepszym zespołem zaplecza Superligi. Dali się pokonać jedynie czterokrotnie. Uczynił to Śląsk Wrocław w rundzie jesiennej i wiosną Sokół Browar Kościerzyna, Polski Cukier Pomezania Malbork oraz Kancelaria Andrysiak Stal Gorzów. Ostatnią przeszkodą, jak stanęła na ich drodze po upragniony awans był GKS Żukowo.

Zdając sobie sprawę ze stawki tego meczu zawodnicy Spójni Gdynia od samego początku zaatakowali, chociaż pierwszą bramkę zdobyli goście po rzucie Kamila Adamczyka. Odpowiedź gdynian była piorunująca i w 6. minucie ekipa trenera Markuszewskiego prowadziła już 4:1. Przyjezdni nie zamierzali się położyć i ambitnie walczyli o zmniejszenie strat. Na początku drugiego kwadransa zdobyli trzy bramki z rzędu i na tablicy wyników, po trafieniu Filipa Wiczkowskiego 17. minucie ukazało się 10:8.

To wpłynęło na Spójnie mobilizująco i w 20 minucie Rafał Rychlewski rozpoczął serię, podczas której gdynianie zdobyli siedem trafień, a rywalom udało się odpowiedzieć jedynie raz. Na przerwę zatem gdynianie schodzili z przewagą 8 bramek (17:9).

Po wznowieniu gry z impetem zaczęli goście, ale gospodarze nie dali się sprowokować, grali spokojnie, metodycznie, w pełni kontrolując grę i nie pozwalając rywalowi na znaczniejsze odrobienie strat. Powoli zawodnikom z serca kaszub zaczynała wyczerpywać się amunicja, a Spójnia powoli i cierpliwie dorzucała kolejne bramki, zwiększając przewagę. Na pojedyncze trafienia żółto-niebiescy odpowiadali serią dwóch-trzech. W 51 minucie po trafieniu Macieja Marszałka przewaga gdynian osiągnęła 14 goli i wydawało się, że Spójnia przekroczy granicę 40 punktów. Mając jednak już wszystko, o co dziś zagrali, zawodnicy gdyńskiej drużyny nieco spuścili z tonu, grali spokojnie licząc upływające minuty dzielące ich od największego w historii klubu triumfu. Ławka rezerwowych rozpoczęła świętowanie jeszcze na długo przed końcową syreną, a gdy tylko rozległ się jej sygnał zawodnicy wbiegli na parkiet i rzucali się sobie wzajemnie w ramiona. Pojawiły się też i wystrzeliły korki od szampanów, którymi szczypiorniści Spójni obficie zraszali siebie nawzajem i parkiet w gdyńskiej hali gier GCS.

Pomimo wysokiej porażki smutku na twarzach nie mieli też goście, którzy już wcześniej zapewnili sobie utrzymanie w 1 lidze, zatem byli pierwszymi, którzy pospieszyli z gratulacjami do swoich niedawnych rywali.

Jeśli klubowi uda się spełnić wymogi obowiązujące w zawodowej PGNiG Superlidze, czego życzymy i oczekujemy to od przyszłego sezonu gdyński zespół czeka rywalizacja z Vive Kielce, ORLEN Wisłą Płock i innymi czołowymi polskimi drużynami. Będziemy mieli także kolejne derby.

 

Spójnia Gdynia – GKS Żukowo33:20 (17:9)

 

Spójnia Gdynia: Zimakowski, Głębocki, Michalczuk – Oliferchuk 7, Marszałek 7, Kamyszek 6, Rychlewski 4, K. Pedryc 3, Ringwelski 2, Lisiewicz 1, Matuszak 1, Brukwicki 1, P. Pedryc, Cichocki.

Trener: Marcin Markuszewski.

GKS Żukowo: Kaczmarek, Płaszczak, Muńko – Wiczkowski 4, Adamczyk 3, Ciszewski 3, Radecki 2, Niedziółka 2, Dzierżawski 1, Marciniak 1, Babieracki 1, Reseman 1, kaniowski 1, Hajnos 1, Czarnecki, Korbus.

Trener: Jakub Bonisławski.

 

Sędziowie: M. Strzelczyk, M. Kardynał (Gdańsk)

 

Widzów: 150

 

 

z hali gier GCS: Ziemowit BUJKO,

Foto: autor

By kkorpas

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *