19 maja 2017 roku we Wrocławiu odbyło się spotkanie 35 kolejki Lotto Ekstraklasy pomiędzy miejscowym Śląskiem a Arką Gdynia, mierzącymi się w grupie spadkowej. Gdyby ktoś parę miesięcy temu powiedział nam, że jeszcze w tym sezonie na stadionie Śląska odbędą się dwa spektakle z rzędu, zdobywca Pucharu Polski będzie o krok od spadku z ligi, a gola strzeli Mariusz Pawelec, który ostatnie trafienie zaliczył w 2010 roku, prawdopodobnie odesłalibyśmy go daleko od nas. Tymczasem ostatnie dwa spotkania na spektakularnej wrocławskiej arenie wyglądają tak…

Bramki Śląska: 10:1

Punkty Śląska: 6:0

Z kolei Arka zajmuje 15 miejsce w tabeli, ma 20 punktów, a znajdujące się nad nią Górnik Łęczna i Piast Gliwice mają kolejno 22 i 21 punktów, a także jedno spotkanie (między sobą) do rozegrania. Sytuacja w tabeli wygląda tragicznie i Arka musi się poważnie sprężyć w ostatnich dwóch meczach z Ruchem i Zagłębiem, aby w następnym sezonie zamiast Legii czy Lecha do Gdyni nie przyjeżdżały znowu Pogoń Siedlce czy Bytovia.

Mimo wszystko po rozpoczęciu meczu, jak zauważyliśmy na początku, to Arka miała – jak to się ładnie mówi – więcej z gry. Czy może inaczej: to ona potrafiła wymienić pięć podań (Śląsk nie potrafił) i to ona częściej próbowała tego typu rozwiązań (Śląsk przytomnie stwierdzał, że i tak nie ma sensu). W efekcie to Arka wyszła na prowadzenie, choć sama akcja może nie była spektakularna, bo piłkę do siatki po wrzutce z autu głową wpakował Dawid Sołdecki. Starcie z grawitacją/własnym refleksem przegrał przy tej próbie interwencji Mariusz Pawełek – nie wiedzieć czemu rzucił się za późno i jakoś tak bez przekonania. Jeszcze mniej przekonująca była akcja, po której losy meczu tak naprawdę się odmieniły. Wrzutka z wolnego, Kamil Biliński przedłuża piłkę i zaczyna się bilard. Bohater sprzed kwadransa, Sołdecki, chciał wybić piłkę – ledwie musnął. Riota Morioka chciał ją przyjąć – nie udało się. Chciał strzelić – wyszło mu z tego podanie. Dopiero piłka jakimś cudem znalazła się pod nogami Pawelca i ten dobił do pustaka.

Kolejna bramka Śląska przyszła po jakiejś minucie. Arka nie zdążyła dobrze wznowić gry, a wrocławianie już przejęli piłkę w środku pola, Morioka inteligentnie wypuścił Roberta Picha, ten walnął między nogami Pavelsa Steinborsa.W tym momencie było już po meczu. To znaczy wynik teoretycznie wciąż był sprawą otwartą, ale Arka postanowiła zacząć grać na miarę drużyny, która walczy o spadek. I bardzo dobrze jej to wychodziło.

Naprawdę, Śląsk nie musiał się przemęczać, wszystko przychodziło im samo. Akcje Arki? Nawet nie trzeba było się przed nimi specjalnie bronić, skoro kreatywności było w nich tyle, co stylu w książce Jerzego Engela. Akcje Śląska? Nawet nie trzeba było ich wyprowadzać, skoro rywal chętnie rozdawał prezenty. Jakie? O, na przykład Krzysztof Sobieraj postanowił kiwać się jako ostatni obrońca i – pewnie będziecie zdziwieni – nie udało mu się. Piłkę przejął Biliński i wyszedł 2 na 1 z Morioką, ale samemu zdołał skutecznie wykończyć akcję. Drugi prezent wręczył Damian Zbozień, tracąc piłkę na własnej połowie. Efekt z tego taki, że gola Arce wpakował nawet Mario Engels, który do momentu strzelenia gola wyróżniał się tylko idiotycznymi wrzutkami i kiwaniem się z samym sobą. I nie mówimy tylko o tym meczu.

Galeria zdjęć z meczu, foto: www.arka.gdynia.pl, Agata Konkol 

 

Lotto Ekstraklasa – grupa spadkowa, 5 kolejka:  

Śląsk Wrocław – Arka Gdynia  4:1 (3:1)

 

0:1 Sołdecki 15′

1:1 Pawelec 34′,

2:1 Pich 35′,

3:1 Biliński 41′,

4:1 Engels 60′

 

Śląsk: Pawełek – Dankowski, Celeban, Pawelec, Augusto (82′ Lewandowski), Kovacević (73′ Stjepanović), Madej, Engels, Morioka, Pich, Biliński (83′ Zwoliński).

Trener: Jan Urban

 

Arka: Steinbors – Zbozień, Sołdecki, Sobieraj, Marciniak, Sambea, Łukasiewicz, Hofbauer (46′ da Silva), Szwoch (46′ Nalepa), Formella, Siemaszko (75′ Zarandia).

Trener: Leszek Ojrzyński

  

Żółte kartki: Dankowski, Morioka (Śląsk) – Hofbauer, Sołdecki, Marciniak, Nalepa, Sobieraj (Arka)

 

Sędzia: Paweł Gil (Lublin)

 

Widzów: 7228

By kkorpas

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *