17 kwietnia na stadionie Lechii Gdańsk odbyło się spotkanie 29 kolejki Lotto Ekstraklasy z Arką Gdynia. Drugie w tym sezonie Derby Trójmiasta, mecz owiany sławą i pobudzający całą nadmorską aglomerację na sam dźwięk jego nazwy. Atmosferę na trybunach jednak zostawmy, a skupmy się na boisku. Przed derbami Trójmiasta Lechia odebrała dwa pozytywne sygnały – jeden z Białegostoku, drugi z Warszawy. I oba były swoistym zaproszeniem dla gdańszczan, by ci jeszcze przed podziałem punktów złapali kontakt z fotelem lidera, czyli znaleźli się od niego w odległości zaledwie jednego meczu. Dla Piotra Nowaka dobra wiadomość jest taka, że jego piłkarze – chociaż niezbyt chętnie – ostatecznie skorzystali z tego zaproszenia. Wygrali 2:1, ale była to wygrana dość fartowna, bo przy obydwu golach do gdańszczan uśmiechnęło się szczęście. Przy pierwszym całkiem składną akcję zrobili Jakub Wawrzyniak i Flavio Paixao, ale w końcowej fazie obciął się Krzysztof Sobieraj, a piłka trafiła Marco Paixao w kolano i zatrzepotała w siatce. Natomiast przy drugim golu Sławomir Peszko pociągnął lewym skrzydłem i dośrodkował, a piłkę do własnej bramki skierował Michał Marcjanik. Mimo wszystko najwięcej piłkarskiej jakości zobaczyliśmy przy honorowym trafieniu gości, kiedy to Dominik Hofbauer zrobił „Roberta Lewandowskiego” i z rzutu wolnego z linii pola karnego sieknął nie do obrony. Ale na więcej Arki nie było stać. I tak naprawdę mamy tu pewien problem z oceną debiutu Leszka Ojrzyńskiego na ławce gdynian. Co prawda Arka nie przyjęła trzech, czterech czy pięciu goli, jak to bywało w poprzednich meczach, ale też ciężko powiedzieć, czy to bardziej efekt nowej miotły, czy jednak derbowa mobilizacja połączona z faktem, że Lechia w drugiej połowie zwyczajnie siadła. Z drużyny Grzegorza Nicińskiego na pewno został nierównomierny rozkład sił, bo tradycyjnie lepiej to wyglądało z przodu niż z tyłu. Nieźle zaczął Rafał Siemaszko, w pierwszej połowie dwie dobre sytuacje miał Dariusz Formella, a na „dziesiątce” Mateusza Szwocha bardzo godnie zastąpił Hofbauer, który niezły występ przypieczętował kapitalnym golem. Z tyłu jednak jak zwykle była mogiła, bo – jak wspomnieliśmy wcześniej – Arka zwyczajnie pomogła Lechii strzelić oba gole. I tak naprawdę Ojrzyński śladem Nicińskiego w następnym meczu spokojnie mógłby wymienić całą formację obronną. Na podkreślenie zasługuje gra Rafała Wolskiego – zagrał przeciw Arce kapitalne zawody. Defensywni pomocnicy Arki, Antoni Łukasiewicz i Adam Marciniak zostali przez Rafała zupełnie związani, przez co mieli niewielki udział w grze ofensywnej swojego zespołu. A mimo to do tej pory może im się kręcić w głowie po niektórych dryblingach rozgrywającego Lechii.

No cóż, mimo wszystko kolejna porażka nie wróży dobrze. Pojawiły się jednak pozytywy. Oby trener Ojrzyński dał radę poukładać wszystko przed końcem sezonu.  

 

LOTTO Ekstraklasa, 29. kolejka: 

Lechia Gdańsk- Arka Gdynia 2:1 (1:0)

 

1:0 M. Paixao 27′,

2:0 Peszko 62′,

2:1 Hofbauer 70′

 

Lechia: Kuciak – Stolarski, Janicki, Maloca, Wawrzyniak, Peszko (86′ Slavchev), Borysiuk, Wolski, Krasić, F.Paixao (72′ Haraslin), M.Paixao (77′ Kuświk).

 

Arka: Jałocha – Zbozień, Marcjanik, Sobieraj, Warcholak, Formella (66′ Błąd), Marciniak, Łukasiewicz, Bożok (81′ Nalepa), Hofbauer, Siemaszko (66′ Barisić).

 

Żółte kartki: Wawrzyniak, Peszko (Lechia) – Bożok, Łukasiewicz (Arka).

 

Sędzia: Tomasz Musiał (Kraków).

 

Widzów: 28145 

 

 

 

{gallery}articles/2017/0417{/gallery}

Foto: Karolina MISZTAL, Ziemowit BUJKO (9,10)

By kkorpas

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *