Piłkarze Arki Gdynia zagrali wreszcie tak, jak oczekuje od gdyńska publiczność. Na Stadionie Miejskim w Gdyni pokonali Koronę Kielce 4:1 w spotkaniu 23 kolejki Lotto Ekstraklasy. Temperatura i pogoda nie zachęcały do przyjścia na gdyński stadion, lecz ci, którzy się do tego przekonali, na pewno nie pożałowali.

 

Kibice w Gdyni czekali, czekali, aż się doczekali. Czekać było warto, bowiem pierwsze domowe zwycięstwo Arki od dziewiętnastego września okazało się koncertem na wiele głosów. Arka pierwszy raz w sezonie strzeliła cztery bramki, a wszystkie w pełni zasłużenie, z każdą minutą przyspieszając karuzelę, na którą wrzuceni zostali obrońcy Korony. Nie można powiedzieć, że Korona była dzisiaj bezradna. Nie – do pewnego momentu wyglądała jak rywal równorzędny. Potrafiła zaatakować bardzo inteligentnie. Co chwila – z mniejszym lub większym sukcesem – podłączał się Rafał Grzelak, podobnie Vanja Marković, Mateusz Możdżeń, wiatr jak zwykle robił Jacek Kiełb. To, jak koroniarze wyprowadzili w pole obrońców Arki przy sytuacji, po której głową strzelał Możdżeń – mogło się podobać. Ale obrona gości absolutnie nie potrafiła nadążyć dzisiaj poziomem za grą piłkarzy ofensywnych, a później ci również spuścili z tonu i mleko się rozlało. Wymowne: Arka, która nie potrafiła w tym roku strzelić bramki, która jak mało kto w lidze ma problem w pierwszej linii, tym razem stwarzała okazje z dużą łatwością. W 31 minucie przy karnym Marcusa da Silvy jeszcze uratował Koronę bramkarz Milan Borjan, który mimo straty czterech goli był jednym z najlepszych w swoim zespole, ale pięć minut później był bez szans. Bartosz Rymaniak zepsuł ustawienie, przez co posypała się linia spalonego, a to wykorzystał Dariusz Formella. To, że skrzydłowy Arki jest aktywny – nic nowego. Z takiej strony pokazywał się i w Lechu, ale że był tak efektywny? Zamiast bezcelowych rajdów – sprytne podania za obrońców. Jeśli strzał, to wtedy kiedy trzeba, a nie z każdej, nawet najgorszej pozycji. Taki Formella może być więcej niż pożytecznym zawodnikiem. Na gola Formelli kielczanie jeszcze zdołali odpowiedzieć i Iljan Micanski wyrównał, ale w drugiej połowie Arka narzuciła tempo, jakiego goście nie zdołali wytrzymać. Mateusz Szwoch to drugi obok Formelli kandydat do miana piłkarza meczu. Wszyscy wiemy, że ten pomocnik potrafi zniknąć, dać się wyłączyć. Dzisiaj jednak dla odmiany pokazał swój niezaprzeczalny potencjał. Ustawiał się tak, że koledzy zawsze mogli mu odegrać. Nie holował futbolówki, myślał, nie tylko za siebie, ale za cały zespół. Walczył w tyłach, często z sukcesami, ale przede wszystkim serwował doskonałe zagrania, których kwintesencją było genialne podanie do da Silvy. Z akcji wyszła druga jedenastka, tym razem już zamieniona na gola, właśnie przez Szwocha. Na tablicy 2:1, a Korona grała tak, jakby przegrywała co najmniej 5:0. Ospale, nerwowo, prosto tracąc piłki. Tymczasem Arka miała coraz więcej miejsca, a obrońcy Korony coraz więcej paniki w oczach. Jeden Przemysław Stolc miał dziś więcej jakości, niż wszyscy oni razem wzięci. Gol Rafała Siemaszki – który notabene kolejny raz daje dowód, że jest w Gdyni napastnik – to taktyczne samobójstwo koroniarzy. Wszyscy rozbiegani jak na podwórku, zamknięci w hokejowym zamku, ostrzeliwani raz po raz. Nie można mieć pretensji do debiutującego Borjana ani za tę bramkę, ani za czwartą, bo przecież nawet obronił, ale kompletnie nie miał asekuracji i Arka waliła w niego jak w bęben. Arce należą się brawa, może więcej zaufania zyska Siemaszko, ale mimo zasłużonych gratulacji trzeba wziąć na wstrzymanie. Korona w obronie to ligowy fenomen. Właśnie po raz szósty straciła co najmniej cztery gole w meczu. Jednak mimo wszystko dla Arki może to być prawdziwe przełamanie, dzięki czemu wiosna wcale nie musi być dla gdynian tak ciężka, jak przewidywano .

 

 

Lotto Ekstraklasa,  23. kolejka

Arka Gdynia – Korona Kielce 4:1 (1:1)

 

1:0 Formella 37′,

1:1 Micanski 40′,

2:1 Szwoch 61′(k),

3:1 Siemaszko 78′,

4:1 Hofbauer 90+1′

 

Arka: Jałocha – Socha, Stolc, Marcjanik, Marciniak, Sambea (69′ Łukasiewicz), Hofbauer, da Silva (87′ Bożok), Szwoch, Formella, Trytko (75′ Siemaszko)

 

Korona: Borjan – Rymaniak, Dejmek, Kwiecień, Grzelak, Kiełb, Możdżeń, Marković (69′ Cebula), Aankour (83′ Górski), Palanca (83′ Pylypchuk), Micanski

 

Żółte kartki: Socha (Arka) – Borjan (Korona)

 

Sędzia: Łukasz Bednarek (Koszalin) 

 

Widzów: 5213 

 

 

Ze Stadionu Miejskiego: Aleksander PISAREK 

Foto: Ziemowit BUJKO

{gallery}articles/2017/0224{/gallery}

By kkorpas

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *