20 lutego 2017 roku na stadionie w Lubinie odbył się mecz 23 kolejki Lotto Ekstraklasy pomiędzy Zagłębiem Lubin a Arką Gdynia. Piłkarze zaserwowali nam najbardziej ciężkostrawną potrawę, jaką można sobie wyobrazić. Była mieszanina dwóch najgorszych składników:

a) absolutnie żenującego tempa

b) dramatycznej jakości.

Naprawdę, gdyby zajrzeć na pierwszy lepszy orlik, zapewne w 1,5 godziny nie obejrzelibyśmy tylu niedokładnych podań, co w Lubinie. Pal licho już tę niezdarność, oglądając ligę od lat zdążyliśmy przywyknąć. Ale to tempo… dramat. Pierwsza połowa? Nie oglądaliśmy w niej ŻADNEJ sensownej akcji zakończonej jako takim (nie dobrym, nie przyzwoitym, jako takim) strzałem. Blisko był może Adam Buksa, ale trafił w powietrze. Efektowny strzał podcinką próbował wymyślić Łukasz Janoszka, jakby zapominając, że tego dnia przerasta go nawet krótkie podanie do najbliższego kolegi z zespołu. Arka nie odpowiadała zupełnie niczym. Niby wypada wspomnieć o niezłej grze Zagłębia po stracie piłki, ale zadania lubinianie dziś nie mieli zbyt trudnego. Naprawdę wyglądało to tak, jakby Grzegorz Niciński nakazał piłkarzom atakowanie dopiero po bramce w plecy. Po przerwie nie zmieniło się zupełnie nic oprócz stron. Było „męczenie buły”, co niektórzy wspomagali się zapałkami w oczach, aż wreszcie towarzystwo rozruszał rzut karny. Aleksandar Todorovski posłał długą piłkę w pole karne, stał tam Martin Nespor, obok niego Tadeusz Socha. Polak położył ręce na plecach Czecha i… kontakt ewidentnie był, ale czy aż taki, by Nespor musiał padać jak rażony piorunem? Sędzia się raczej z tego wybroni, ale nie była to jedenastka z gatunku „gdy nie odgwiżdżę, dojdzie do kompromitacji”. Tak czy inaczej karny wykorzystany przez wspomnianego Starzyńskiego odmienił mecz. Wcześniej Zagłębie miało inicjatywę, lecz nie wiedziało jak się dobrać rywalowi do skóry, po karnym zaś to Arka miała inicjatywę, lecz też nie wiedziała jak się dobrać rywalowi do skóry. Lekko szarpał Mateusz Szwoch, coś tam próbował Dariusz Formella, rozegranie brał na siebie Yannick Sambea, ale szło mu jak nam na trzeźwej imprezie. Gola na stopie do końca meczu miał tylko Arkadiusz Woźniak, lecz to sam na sam wykonał tak, jakby był na pokazie drewna, a nie meczu piłkarskim. Ech, fatalny poniedziałek z Ekstraklasą. Gdybyśmy mieli do wyboru utknięcie w windzie lub oglądanie powtórki tego meczu, prawdopodobnie wybralibyśmy pierwszą opcję. W windzie można chociaż poznać kogoś fajnego.

 

Lotto Ekstraklasa, 22 kolejka  

Zagłębie Lubin – Arka Gdynia 1:0 (0:0) 

 

1:0 Starzyński 55′(k)

 

Zagłębie Lubin: Polaćek – Todorovski, Guldan, Jach, Ćotra, Kubicki, Jagiełło (69′ Rakowski), Woźniak, Starzyński, Janoszka, Buksa (39′ Nespor)

 

Arka: Jałocha – Socha, Marcjanik, Stolc, Marciniak, Łukasiewicz (64′ Nalepa), Sambea, Marcus da Silva, Szwoch, Bożok (64′ Formella), Barisić (71′ Trytko).

 

Żółte kartki: Todorovski (Zagłębie) – Sambea, Formella, Stolc, Trytko (Arka)

 

Sędzia: Bartosz Frankowski (Toruń).

 

 

 

————————————

Na podstawie transmisji TV Eurosport: Aleksander PISAREK

Foto: www.arka.gdynia.pl, Agata Konkol

By kkorpas

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *