Już pierwsze minuty pokazały, że defensywa jest nastawiona właśnie na duet Amerykanek – Renee Montgomery i Carolyn Swords. Gospodynie szybko objęły prowadzenie, ale rywalki jeszcze szybciej tę przewagę zniwelowały. Wszystko przez to, że lublinianki zawodziły w ataku. Sytuacje były, ale brakowało egzekucji. Po kilku minutach spotkanie zaczęło jednak nabierać kolorytu. Mocnym punktem lubelskiego zespołu była Tess Madgen, natomiast po drugiej stronie najwięcej punktów uzbierał duet Swords – Jelena Skerović. Po pierwszej kwarcie tablica wskazywała wynik po 19.

Kolejna odsłona była równie zacięta co poprzednia. Dużo lubliniankom dawała Uju Ugoka, która mecz rozpoczynała na ławce rezerwowych. Minimalną przewagę wypracowały sobie gdynianki, ale miejscowe cały czas deptały im po piętach. Po chwili po celnym rzucie Madgen lublinianki wygrywały 26:25. Podopieczne Marka Lebiedzińskiego nie zamierzały jednak odpuszczać i nie pozwalały rywalkom odskoczyć. W obu zespołach problem był jednak ten sam – bardzo słaba skuteczność rzutowa. Pierwsza połowa zakończyła się remisem 35:35. Najpierw po wejściu pod kosz trafiła Madgen, a trzy sekundy później rzutem z połowy boiska popisała się Skerović.

Po zmianie stron ponownie na skromne prowadzenie wyszły gospodynie. Ponownie jednak dała o sobie znać bardzo słaba skuteczność z gry. Po czterech minutach trzeciej odsłony to gdynianki wygrywały 40:38, a widząc niemoc swoich podopiecznych trener Krzysztof Szewczyk poprosił o przerwę na żądanie. Coraz lepiej na parkiecie spisywała się Montgomery, która wcześniej była skutecznie powstrzymywana przez akademiczki. Przewaga gdynianek urosła do 7 punktów – 45:38. Dopiero w końcówce lubliniankom udało się zniwelować straty do dwóch „oczek” po rzutach Ugoki i Kateryny Dorogobuzovej. Przed decydującą odsłoną AZS nieznacznie przegrywał 46:49.

W ostatniej odsłonie wydawało się, że zwycięstwo zostanie w Lublinie. Pierwsze punkty zdobyły co prawda gdynianki, ale już po chwili serię 10:0 zanotowały gospodynie. Licznik zatrzymał się jednak w tym miejscu. Do końca spotkania punktowały wyłącznie Pomorzanki. Do remisu w pojedynkę doprowadziła Swords, a dzieła dokończyły Dominika Miłoszewska, która swoje jedyne punkty zdobyła w najważniejszym momencie, oraz najskuteczniejsza w całym meczu Montgomery. Ostatecznie lublinianki przegrały 56:62.

Galeria zdjęć z meczu,  www.basketligakobiet.pl, Michał Piłat

 

Konferencja pomeczowa:

Marek Lebiedziński (trener Basketu 90 Gdynia): – Myślę, że to na pewno był mecz walki i obrony. Byliśmy na to przygotowani. Wiedzieliśmy, że zespół z Lublina bardzo dobrze broni i bije się bardzo dobrze na deskach. Zrealizowaliśmy swoje założenia na pewno w defensywie i te rzeczy w ofensywie, które przygotowywaliśmy pod zespół z Lublina nam zafunkcjonowały. W ważnym momencie nasze przygotowanie do „strefy” przełamało ten mecz. Obroniliśmy bardzo ważny moment i wyszliśmy w końcówce na prowadzenie. To nas cieszy, bo zespół z Lublina na pewno będzie się bił o medale, bo takiej są tutaj cele i cieszę się, że sprawiliśmy niespodziankę i wygraliśmy w Lublinie, bo to bardzo trudny teren.

Aneta Kotnis (Basket 90 Gdynia): – Zgadzam się z trenerem oczywiście. Był to ciężki mecz, wiemy wszyscy, że tutaj się ciężko gra, hala jest ciężka i bardzo nas cieszy to zwycięstwo. Szczególnie, że zagrałyśmy dobrą obronę i mimo tam chyba 20 strat udało nam się ten mecz wygrać. Mam nadzieję, że to pomoże nam się trochę obudzić i wygrać kolejne spotkania, żeby przed tymi playoffami być lepiej rozstawione.

Krzysztof Szewczyk (trener Pszczółki Polski-Cukier AZS UMCS Lublin): – Gratuluję Markowi zwycięstwa, w przeciągu całego meczu zasłużonego. Kolejny raz takie małe rzeczy zdecydowały – tu w końcówce nie sfaulowaliśmy, ktoś rzucił za trzy punkty, nie odcięliśmy ostatniego podania, Jelena trafiła przez całe boisko, tak jak było w meczu z Siedlcami, o czym już mówiliśmy, plus 13 strat w drugiej połowie. To gdzieś zdecydowało. Mieliśmy 20 rzutów trzypunktowych, większość była otwarta, ale jak się trafia 3, to ciężko myśleć o zwycięstwie. Kiedyś taki mecz musiał dla nas przyjść, że w końcu tego obroną nie przełamiemy. Tak naprawdę my od 1 stycznia mieliśmy cztery treningi w układzie 5 na 5. To gdzieś tam się odbiło. Teraz musimy wszyscy wyzdrowieć i wrócić do normalnego trenowania, bo jesteśmy takim zespołem, który musi dobrze trenować, żeby dobrze funkcjonować. Jeszcze raz gratuluję gościom.

Kateryna Dorogobuzova (Pszczółka Polski-Cukier AZS UMCS Lublin): – Wiadomo, że Gdynia była mocno nastawiona na ten mecz. To był taki rewanż, przyjechali tu na pewno po zwycięstwo. Nie przegraliśmy dużo, ale nam po raz kolejny zabrakło tych małych rzeczy, które tak naprawdę w takich ciężkich rzeczach decydują i zabrakło nam szczęścia. Mam nadzieję, że w następnych meczach zagramy już swoją grę i będziemy troszeczkę mądrzejsze.

 

Pszczółka Polski-Cukier AZS UMCS Lublin – Basket 90 Gdynia 56:62 (19:19, 16:16, 11:14, 10:13)

 

Pszczółka Polski Cukier AZS UMCS Lublin: Dorogobuzova 17, Ugoka 16 (11 zb), Magden 8, Boyd 7, Owczarzak 6, Jujka 2, M. Mistygacz 0, D. Mistygacz 0, Dobrowolska 0.

Trener: Krzysztof Szewczyk.

 

Basket 90 Gdynia: Montgomery 19, Swords 17, Skerovic 9, Grigalauskyte 5, Rembiszewska 4, Kotnis 3, Miłoszewska 2, Jakubiuk 2, Puss 1, Podgórna 0.

Trener: Marek Lebiedziński.

 

Sędziowie: A. Wierzman, M. Bieńkowski, A. Kom Njilo.

 

 

 ———————————————–

Źródło i foto: www.basketligakobiet.pl,

Tekst: Krzysztof Kurasiewicz

 

 

By kkorpas

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *