5 grudnia na stadionie w Chorzowie odbył się mecz 18 kolejki Lotto Ekstraklasy pomiędzy miejscowym Ruchem a Arką Gdynia. Gdybym patrzył na świat przez różowe okulary, napisałbym tak: drużyna, która w ostatnich kolejkach rozgromiła na wyjeździe sąsiada w tabeli i napsuła krwi aktualnemu liderowi Ekstraklasy, zmierzyła się ze świeżo upieczonym półfinalistą Pucharu Polski. I nie byłoby tu żadnego przeinaczenia, tylko przedstawienie suchych faktów.

Niestety, rzeczywistość wygląda zgoła inaczej. Owszem, w środku tygodnia Arka przesądziła pucharowy dwumecz na swoją korzyć, ale raz – zrobiła to w marnym stylu, dwa – rywal był z niższej klasy rozgrywkowej i trzy – o awansie zdecydowała bramka strzelona na wyjeździe. Tak naprawdę tegoroczna przygoda Arki w Pucharze Polski mogłaby być antyreklamą całych rozgrywek. A to dlatego, że droga podopiecznych Grzegorza Nicińskiego do finału wygląda następująco: Rominta Gołdap, Olimpia Zambrów, KSZO Ostrowiec, Bytovia Bytów i… Wigry Suwałki. A przecież to, że Arka potrafi ogrywać przeciwników grających na niższym poziomie, bardzo dobrze widać było już w zeszłym sezonie. Natomiast w Ekstraklasie wygląda to naprawdę słabo. Gdynianie nie wygrali żadnego z ośmiu ostatnich spotkań i z zatrważającą prędkością pędzili w stronę strefy spadkowej, jednak w tym meczu trafili na drużynę, której idzie jeszcze gorzej.

W meczach takich jak ten, zupełnych przeciwieństwach spotkań tysiąca i jednego strzału, o trzech punktach często decydują osławione dzięki Tomaszowi Hajto detale. Jeden przebłysk geniuszu. Jeden błąd obrońcy. Jedno gapiostwo bramkarza. Albo tak jak w tym meczu – co najmniej jeden niepodyktowany karny dla zespołu, który granie w grudniu zaczyna z pustymi rękami. Tak się właśnie złożyło, że ten bardziej ewidentny – jak to lubią mówić piłkarze – ustawił mecz. Łukasz Surma pada w polu karnym Arki, gwizdek milczy, parę minut później podobna sytuacja z rozgrywającym prawdopodobnie najgorszy mecz w ekstraklasie Jakubem Arakiem (w 3. minucie zaspał z kryciem Michała Marcjanika przy rzucie rożnym) i Marcusem da Silvą i… karny. Zamieniony przez poszkodowanego na gola na 2:0 (już siódmy gol Marcusa w tym sezonie Ekstraklasy!), podczas gdy chorzowianie powinni mieć najlepszą z możliwych okazji na 1:1 dosłownie kilkaset sekund wstecz. Tak, Arce dopisywało dziś i szczęście, i sędzia, bo gra żółto-niebieskich na pewno nie porywała. A żeby dolać jeszcze nieco oliwy do ognia, kolejny obrazek – 91. minuta, Michał Helik przyjmuje łokieć od Krzysztofa Sobieraja. I cisza. Jedyny gwizdek, a w zasadzie mocny, pełnowartościowy gwizd, jaki było słychać, to ten z trybun.

Niesprawiedliwością byłoby jednak również stwierdzenie, że Ruch przegrałby też, gdyby w 12. minucie miał 1:1 po karnym zamiast dziesięć minut później musieć próbować się przebić przez dwa żółte mury, bo takie ustawienie zaordynował swoim piłkarzom po golu da Silvy trener Niciński. Od tamtej pory, aż do 93. minuty, gdy Adrian Błąd nie trafił do „pustaka” na 3:1, gdynianie praktycznie nie próbowali grać w piłkę. Wymowne, że po drugim trafieniu oddali już tylko jeden celny strzał.

Wystarczyło, bo Ruch koniec końców nie oddał takowych wcale. Miał minimalnie niecelną próbę Piotra Ćwielonga, miał kiks Jarosława Niezgody, gdy jego krycie w szesnastce odpuścił Yannick Sambea, ale to wszystko to był raczej marny wiaterek niż huragan, który miałby Arkę zatopić. Trzy punkty jadą więc do Gdyni, pierwszy raz od niepamiętnych czasów. I choć pewnie gdy będą się ważyć losy sezonu, nikt nie będzie o tym pamiętać i dziś mimo wszystko konkretniejszej Arce należą się gratulacje, to trochę szkoda, że upragnione zwycięstwo musi być naznaczone sędziowskim babolem.

 

Lotto Ekstraklasa, 18 kolejka:

Ruch Chorzów – Arka Gdynia 1:2 (0:2)

 

0:1 Marcjanik 3′

0:2 da Silva 20′ (k)

1:2 Lipski 48′

 

Ruch: Hrdlicka – Konczkowski, Helik, Kowalczyk, Pazio, Przybecki (46′ Mazek), Surma (76′ Visnakovs), Urbańczyk, Lipski, Ćwielong, Arak (46′ Niezgoda).

Trener: Waldemar Fornalik

 

Arka: Steinbors – Socha, Sobieraj, Marcjanik, Marciniak, da Silva, Łukasiewicz, Sambea, Wojowski (79′ Błąd), Hofbauer (87′ Szwoch), Abbott (64′ Zjawiński).

Trener: Grzegorz Niciński

 

Żółte kartki: Hofbauer, Sobieraj (Arka)

 

Sędzia: Zbigniew Dobrynin (Łódź)

 

Widzów: 5029  

 

 

—————————————————

Na podstawie transmisji w Canal+:

Aleksander PISAREK,

Foto: www.arka.gdynia.pl

By kkorpas

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.