Paweł Abbott mógł zostać bohaterem tego meczu. Mógł, a nawet powinien strzelić nie jedną bramkę, ale nawet hat-trick. Nie strzelił i Arka przegrała mecz, w którym była lepsza.

1 października na stadionie miejskim w Gdyni rozegrał się mecz rozgrywek Lotto Ekstraklasy pomiędzy Arką Gdynia a wicemistrzem Polski, Piastem Gliwice. Zespół gości w pierwszej połowie pokazał, że nie przyjechał do Gdyni bronić się głęboko na własnej połowie. Wicemistrzowie Polski dobrze weszli w mecz, nie dając Arce szans na stworzenie okazji strzeleckiej. Sami trafili do siatki przeciwnika w 18. minucie spotkania. Gerard Badia źle uderzył z rzutu wolnego z 25 metrów, ponieważ piłka poleciała w środek muru, ale ten rozstąpił się, futbolówka odbiła się od jednego z zawodników Arki i zmyliła Konrada Jałochę. Piast dominował przez większą część pierwszej połowy, Arka grała niemrawo i nie była w stanie podejść wyżej niż koło środkowe. Dopiero pod koniec pierwszej połowy Arkowcy zaczęli podchodzić częściej pod bramkę Jakuba Szmatuły, ale na tablicy wciąż widniał wynik wskazujący na jednobramkowe prowadzenie Piasta. 

Ten mecz miał dwie gwiazdy, które dostarczyły najwięcej emocji – Heberta Silvę Santosa oraz… wspomnianego wyżej Pawła Abbotta. 53. minuta spotkania w Gdyni, wynik 0:1. Hebert odbija piłkę ręką w polu karnym, a okazję wykorzystuje Marcus da Silva, ale to nie koniec – gdy miało się skończyć podziałem punktów, a może i udokumentowaniem przewagi przez Arkę, Hebert rzutem na taśmę zdobył zwycięskiego gola.

Po tej bramce z karnego, Arka podeszła wyżej. Z czasem więcej zmartwień miał już bramkarz Piasta – da Silva to potężnie załadował tuż obok bramki, to znów jego strzał z pięciu metrów został zatrzymany. O ile Piast od początku miał przewagę i starał się dominować, o tyle Arka się rozkręcała: wyżej podszedł Adam Marciniak, goście pomieszali z dobrze funkcjonującym ustawieniem, wprowadzony Abbott lepiej rozumiał intencje kolegów z drugiej linii. I niewiele wskazywało na to, że Hebert zrehabilituje się za zagranie ręką.

Podobną rolę odegrał Paweł Abbott. Wszedł w przerwie za kiepskiego Dariusza Zjawińskiego i sam oddał więcej strzałów w drugiej połowie niż cała Arka w pierwszej. Ten pierwszy w rękę Heberta, kolejne – albo obok słupka, albo w zasięgu Szmatuły, choć ten raz w znakomitym stylu obronił. Tak czy owak, Abbott nie miał prawa schodzić do szatni bez przynajmniej jednej-dwóch bramek. Dostać tyle dobrych piłek od partnerów, znaleźć się w bodaj siedmiu sytuacjach strzeleckich i żadnej nie wykorzystać? Miejmy nadzieję, że w następnych spotkaniach „snajper” Arki wykaże się lepszą skutecznością. 

 

11  kolejka Lotto Ekstraklasy 

Arka Gdynia – Piast Gliwice 1:2 (0:1)

 

0:1 Badia 18′,

1:1 da Silva 53′ (k)

1:2 Hebert 88′

 

Arka: Jałocha – Zbozień, Marcjanik, Sołdecki, Warcholak, da Silva, Łukasiewicz, Marciniak (68′ Hofbauer), Bożok (85′ Yussuff), Szwoch, Zjawiński (46′ Abbott).

Trener: Grzegorz Niciński

 

Piast: Szmatuła – Pietrowski, Girdvainis, Sedlar, Hebert, Mraz, Moskwik, Murawski (46′ Szeliga), Korun, Badia (85′ Masłowski), Jankowski (73′ Gotal).

Trener: Radoslaw Latal

 

Żółte kartki: da Silva(Arka) – Sedlar, Pietrowski (Piast)

 

Sędzia: Jarosław Przybył (Kluczbork)

 

Widzów: 7658 

 

 

Ze Stadionu Miejskiego: Aleksander PISAREK,

Foto: Ziemowit BUJKO

 

By kkorpas

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.