27 sierpnia 2016 roku na stadionie w Gdyni odbył się mecz siódmej kolejki Ekstraklasy (patrząc na tabelę, był to mecz na szczycie!) pomiędzy Arką Gdynia a Zagłębiem Lubin. Co do drugiego zespołu – wielu ludzi wyznacza go Arce za wzór tego, jak powinien radzić sobie beniaminek. W zeszłym sezonie „miedziowi” zajęli trzecie miejsce, pokazując świetną piłkę i umiejąc ogrywać ligowych faworytów (m. in Legię prowadzoną przez Stanisława Czerczesowa), wydatnie pomógł im w tym sprowadzony z Lokeren Filip Starzyński, który z trzema golami i dziewięcioma asystami w rundzie wiosennej sezonu 2015/16 był jednym z najlepszych zawodników wiosny, a także całego sezonu ligowego.

Arka świetnie weszła w ekstraklasę, zajmuje miejsce w czołówce, ograła Legię w Warszawie po raz pierwszy w swojej historii, na własnym stadionie stworzyła twierdzę, w której do meczu z Zagłębiem nie straciła bramki. Twierdza Gdynia – brzmi to naprawdę dumnie, ale ma przede wszystkim swoje uzasadnienie. Trzy mecze, trzy wygrane, wszystkie bez straty gola – żeby tu cokolwiek osiągnąć, trzeba się koszmarnie napocić. W sobotę pod bramy Arki przyjechał rywal, który w tym sezonie już parę razy udowodnił, że stać go na sforsowanie najbardziej solidnych murów. I co? Może być gdynianom wdzięczny, bo pozwolili mu zabrać punkt do domu.

Arkę świetnie się ogląda – pressing zawsze i wszędzie, walka o każdą piłkę, a przy tym spora jakość piłkarska, bo samym zaangażowaniem nawet w Ekstraklasie daleko nie zajedziesz. Żółto-niebiescy mają dobrych zawodników, w sobotę na przykład błysnął Miroslav Bożok. Jeny, co to był za strzał – wolej tak idealny, że ciężko sobie nawet wyobrazić piękniejszy. Niedługo do Warszawy przyjedzie Real, a grał w nim kiedyś taki pan z piątką, który takiego uderzenia by się nie powstydził. Cudo.

 Ale nie tylko Słowak imponował. Marcin Warcholak pokazał, że jest „materiałem” na naprawdę dobrego lewego obrońcę, dobry i w ofensywie i w defensywie. Marcus da Silva, który może przywoływać myśli „jak to możliwe, że taki gość przez tyle lat ukrywał się na zapleczu?” oraz Dariusz Zjawiński, którego tylko słupek powstrzymał przed strzeleniem jeszcze piękniejszej bramki niż ta Bożoka. I tak dalej, i tak dalej, bo jeszcze można wspomnieć lidera Antoniego Łukasiewicza i błyskotliwego Mateusza Szwocha. Jest kim grać. A że dziś nie udało się wygrać? Trudno, ta drużyna ma styl i kolejne zwycięstwa po prostu przyjdą. Co do Zagłębia, to tyle razy słyszeliśmy, że bez strzałów nie ma bramek, wbijano nam to do głowy od dzieciństwa, a oni dzisiaj w pierwszej połowie położyli po prostu na to prawidło „lachę”. Miedziowi prowadzili, mimo że w statystyce uderzeń celnych – ba! – uderzeń w ogóle mieli zapisane okrągłe jajo, bo Konrada Jałochy nie zatrudnili ani razu. Zrobił to natomiast Michał Marcjanik, którego nabiła piłka strącona przez Łukasza Janoszkę po wrzutce Starzyńskiego. Ot, futbol. I bądź tu człowieku mądry. Jasne, Zagłębie w pierwszych 45 minutach prezentowało wyższą kulturę gry. Miło było pooglądać, jak potrafią szanować piłkę (88 % celnych podań po 30 minutach), przenoszą swoje akcje z jednej strony na drugą, a bezradna Arka biega za piłką. Tylko że brakowało konkretów, aż pomógł nieco Marcjanik. Tylko czy można liczyć na taką gościnność Arki przez cały mecz? Gospodarze i tak dali Zagłębiu sporo luzu, więc w drugiej połowie to wręcz musiało się skończyć. I rzeczywiście – skończyło. Największą wadą „Miedziowych” było to, żę ich największa gwiazda, Filip Starzyński, w czasie meczu nie pokazał praktycznie nic. Snuł się po boisku, praktycznie niewidoczny, człapał, bardzo rzadko pokazywał się do gry. Zmieniony przez Jana Vlasko, który zaraz po wejściu na boisku popisał się ładnym strzałem z fałsza na bramkę Arki. Lubinianie mogą być zadowoleni, że w gdyńskiej twierdzy okazano im litość.

 

7. kolejka Lotto Ekstraklasy:  

Arka Gdynia – Zagłębie Lubin  1:1 (0:1)


0:1 Marcjanik 24′(s)

1:1 Bożok 50′

 

Arka: Jałocha – Zbozień, Marcjanik, Sołdecki, Warcholak, da Silva (86′ Yussuff), Łukasiewicz, Marciniak, Bożok (78′ Błąd), Szwoch, Zjawiński (74′ Siemaszko)

 

Zagłębie L.: Polacek – Tosik, Guldan, Jach, Cotra, Piątek, Kubicki, Woźniak (67′ Vlasko), Starzyński, Janoszka (86′ Janus), Papadopulos (77′ Nespor).

 

Żółte kartki: Marciniak, Marcjanik (Arka) – Tosik (Zagłębie)

 

Sędzia: Szymon Marciniak (Płock).

 

Widzów: 10002 

 

 

Aleksander PISAREK,

Foto: Ziemowit BUJKO

{gallery}articles/20160827{/gallery}

By kkorpas

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *