29 lipca na stadionie w Gdyni odbył się Mecz (przez duże M!) Arki Gdynia z Ruchem Chorzów Ostatnia świetna forma gdynian i dołek, w którym znajdowali się „Niebiescy”, zwiastował nam, że to beniaminek będzie raczej faworytem. Ale to, co zobaczyliśmy na boisku, przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. To był wielki mecz Arki, zawodnicy żółto-niebieskich obnażyli wszystkie słabości Ruchu. Pierwsze skrzypce grał człowiek, którego serce ma żółto-niebieskie barwy – Mateusz Szwoch. Kariera Mateusza do pewnego momentu przebiegała tak wzorcowo, że ujmijmy to w ten sposób – chłopak miał podstawy, by intensywnie uczyć się języków obcych. Jeszcze jako nastolatek przebił się do pierwszego składu Arki, później stał się najlepszym (bądź jednym z najlepszych) piłkarzem I ligi, aż w końcu do drzwi władz klubu z Gdyni zapukała Legia. Bajka, lepiej się to układać nie mogło. Szybko przerodziła się ona jednak w opowieść o trochę innym ciężarze gatunkowym. Choroba, groźba zakończenia kariery, no i gdzieś tam w tle – przegrana rywalizacja sportowa. Dramat. Tym bardziej miło nam obserwować obrazki, na których okazuje się, że Szwoch znów jest kozakiem. Widzieliśmy je już wiosną w I lidze, lecz chłopak w końcu pięknie przedstawił się też Ekstraklasie. Szwoch przeciwko Ruchowi zagrał po prostu kapitalnie. Po jego zgraniu strzelanie w dzisiejszym meczu rozpoczął Dariusz Zjawiński i akurat w tym przypadku zdecydowanie większe brawa należą się byłemu napastnikowi Cracovii. Ale dwie kolejne asysty – palce lizać. I mimo tego hat-tricka Mateusz może mieć pretensje do kolegów (głównie wspomnianego Zjawińskiego i Miroslava Bożoka), bo tych ostatnich podań zakończonych golem powinien dziś mieć pięć lub sześć. Klasa, naprawdę klasa.

 Arka Gdynia nie przegrała u siebie od października ub. r. (mecz ze Stomilem). Od tego czasu – 4 zwycięstwa i 5 remisów na zapleczu Ekstraklasy. Przeszczepianie tej serii na grunt wyższej klasy rozgrywkowej wychodzi zaskakująco łatwo. Najpierw udało się pokonać Wisłę Kraków 3-0, teraz w takim samym stosunku Ruch Chorzów. Tak trzymać, panowie – gdyńska publika zasługuje na dobre mecze. A przy okazji można wspomnieć, że dziś sędzia „wyrównał rachunek”. Tydzień temu Arce rzut karny się nie należał, dziś Paweł Gil – który generalnie sędziował naprawdę nieźle – raczej powinien odgwizdać rękę Mateusza Cichockiego w polu karnym. 

 

Arka Gdynia – Ruch Chorzów 3:0 (1:0) 

1:0 Zjawiński 23′,

2:0 Bożok 68′, 

3:0 Siemaszko 82′ 

 

Arka: Jałocha – Socha, Marcjanik, Sołdecki, Warcholak, da Silva (85′ Błąd), Łukasiewicz, Sambea (75′ Marciniak), Bożok, Szwoch, Zjawiński (67′ Siemaszko) 

 

Ruch: Skaba – Koj, Cichocki, Grodzicki, Konczkowski, Surma, Hanzel (61′ Arak), Ćwielong (82′ Moneta), Lipski, Przybecki (69′ Mazek), Stępiński  

 

Żółte kartki: Szwoch (Arka) 

 

Sędzia: Paweł Gil (Lublin) 

 

Widzów: 10099  

 

 

Aleksander PISAREK

Foto: Ziemowit BUJKO

 

 

By kkorpas

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.