W pierwszym spotkaniu w Koszalinie, 9 marca Polki uległy rywalkom 24:27 (13:13). W meczu rewanżowym, który odbył się w Erd, koło Budapesztu Polki okazały się lepsze od Madziarek, wygrywając 26:25 (17:16). W meczu tym siedem trafień zaliczyła Monika Kobylińska.

 

W meczu w Koszalinie biało-czerwone bardzo źle zaczęły zarówno pierwszą, jak i drugą połowę. I choć przed przerwą Polkom udało się odrobić straty, to w drugiej odsłonie nie starczyło im już czasu na dogonienie rywalek. Madziarki kontrolowały rezultat, cały czas utrzymując bezpieczną przewagę i to one zachowały miano niepokonanych w grupie.

Przez całe spotkanie znakomicie spisywali się polscy kibice, którzy wypełnili halę w Koszalinie do ostatniego miejsca!

Wynik spotkania otworzyła Katarzyna Kołodziejska, jednak na odpowiedź Węgierek nie trzeba było długo czekać. Obie drużyny rozpoczęły nieco nerwowo, popełniając błędy po każdej stronie boiska. Mimo braku dwóch podstawowych zawodniczek przyjezdne radziły sobie dobrze, wykorzystywały luki w polskiej obronie i utrzymywały się na prowadzeniu.

Biało-czerwone miały problemy z oddaniem celnego rzutu, dlatego też po dziesięciu minutach, przy stanie 2:6, o czas poprosił trener Kim Rasmussen. Niemoc przerwała Karolina Siódmiak, co miało być sygnałem do odrabiania strat. Ambicja i spokój Polek sprawiły, że z każdą kolejną akcją gospodynie łapały wiatr w żagle.

Dobrze w bramce spisywała się Weronika Gawlik. Dzięki jej interwencjom Biało-czerwone były w stanie podkręcić tempo i doprowadzić do długo wyczekiwanego remisu. Mimo to Węgierki nie składały broni i po minucie przerwy powróciły na wyższy poziom gry. Dobrymi akcjami zachwycały także Polki, choć w końcówce pierwszej połowy nie wykorzystały gry w przewadze.

Motorem napędowym polskiej reprezentacji była Siódmiak, natomiast u rywalek najskuteczniejsza była Szandra Szollosi-Zacsik.

Po powrocie na parkiet podopieczne Rasmussena miały szansę wyjść na prowadzenie, ale na przeszkodzie stanęły im niecelne rzuty. Polki sytuację nadrabiały aktywną defensywą, z którą Węgierki miały drobne problemy.

Niestety, w pierwszych dziesięciu minutach gry po przerwie powtórzył się scenariusz z początku spotkania i gospodynie ponownie musiały gonić rezultat (16:20). Popełnione w ataku błędy zemściły się kontratakami, a te przyniosły spokój rywalkom. O czas poprosił duński trener reprezentacji Polski. Początkowo dystans zmniejszył się, a niesione dopingiem kibiców biało-czerwone trzymały się zaleceń Rasmussena.

Przyjezdne nie spuszczały z tonu, a ich dynamiczne i konsekwentne akcje w dalszym ciągu dawały trzy bramki przewagi. Sytuacja nie ulegała zmianie i wraz z upływem czasu Węgierki przybliżały się do zwycięstwa. Ostatnie akcje to wymiana ciosów, która nie wpłynęła już na końcowy wynik. Najlepszymi zawodniczkami wybrane zostały Weronika Gawlik oraz Szandra Szollosi-Zacsik.

Polska – Węgry 24:27 (13:13)

 

Polska: Gawlik, Wysokińska – Kobylińska 2, Stachowska, Siódmiak 5, Gęga 4, Kocela 3, Zalewska, Pielesz, Zych 1, Drabik, Kołodziejska 2, Stasiak 3, Jochymek, Kulwińska 1, Achruk 3.

Węgry: Biro, Kiss – Szollosi-Zacsik 6, Schatzl 1, Triscuk 5, Szucsaszki 2, Kovacicsics 1, Kisfaludy 2, Klivinyi 2, Szamoransky, Szekeres, Kovacs 1, Orban 3, Hornyak, Erdosi 3, Lukacs 1.

 

Sędziowały: Jelena Vujacić, Andjelina Kazanegra (Czarnogóra).

 

Widzów: 3000.

 

Rewanż miał miejsce już w niedzielę, 13 marca w Erd. Tu nieoczekiwanie Polki wygrały z Węgierkami 26:25 (17:16) i udanie zrewanżowały się rywalkom za domową porażkę. Spotkanie było bardzo wyrównane, przez pełne 60 minut oglądaliśmy zaciętą walkę na całym boisku. Madziarki dwukrotnie wychodziły na czterobramkowe prowadzenie, ale biało-czerwone za każdym razem potrafiły je dogonić.

Podopieczne Kima Rasmussena pokazały ogromny charakter i ze spokojem mogą przygotowywać się do turnieju kwalifikacyjnego do igrzysk olimpijskich. O prawo startu w Rio de Janeiro Polki zagrają w dniach 18-20 marca w rosyjskim Astrachaniu. Oprócz Sbornej walczyć będą ze Szwecją i Meksykiem.

Wynik spotkania dość szybko otworzyły gospodynie, które chwilę później dobrze spisały się w defensywie. Wysoką formę z meczu w Koszalinie potwierdziła Szandra Szollosi-Zacsik, choć Polki starały się uniemożliwić jej udział w rozegraniu akcji. Gra była bardzo dynamiczna, a po dziewięciu minutach było już 9:9. Duża ilość bramek to efekt braku skuteczności bramkarek oraz szybko oddawanych rzutów.

Po rzucie karnym wykorzystanym przez Triscuk, gospodynie objęły dwubramkowe prowadzenie, by chwilę później wyprowadzić dwa skuteczne kontrataki. Sytuacja Biało-czerwonych była więc coraz trudniejsza, stąd o czas poprosił trener Rasmussen, zwracając uwagę na fakt, że jego podopieczne muszą grać szybciej oraz z większą agresją w obronie.

Jak się okazało był to strzał w dziesiątkę. Tuż po powrocie na parkiet Polki zdobyły trzy bramki z rzędu i nawiązały kontakt z Węgierkami. Istotne było utrzymanie poziomu, by nie grać falami oraz nie wprowadzać zbędnej nerwowości. Kłopotem okazywały się jednak rzuty rywalek z drugiej linii (12:11; 17 min.).

Niestety scenariusz powtarzał się. Gdy Polki dochodziły do gospodyń i miały okazję doprowadzić do remisu, w grze pojawiały się proste błędy własne. Węgierki były bezlitosne i zamieniały je na błyskawiczne kontrataki, co pozwalało im utrzymać się na prowadzeniu i kontrolować wydarzenia. Ze znakomitej strony pokazywała się jednak Monika Kobylińska, dzięki której biało-czerwone zakończyły pierwszą połowę z minimalną przewagą.

Po powrocie z szatni tempo gry było wysokie, co mogło podobać się kibicom. Węgrzy mieli dodatkowe powody do radości, bowiem ich zawodniczki powróciły na prowadzenie. W drugiej połowie padało już jednak mniej bramek, co spowodowane było lepszą postawą w obronie zawodniczek obu zespołów.

W pewnym momencie podopieczne Rasmussena stanęły i nie mogły znaleźć sposobu na umieszczenie piłki między słupkami węgierskiej bramki. Na całe szczęście skutecznymi interwencjami popisywała się Weronika Gawlik, dzięki czemu gospodynie nie zakończyły meczu już po pierwszych minutach drugiej połowy.

O trzecią już przerwę poprosił Duńczyk, by zmobilizować swoje zawodniczki do walki w ostatnim kwadransie meczu. Polki wzięły sobie jego słowa do serca i zdobyły dwie bramki z rzędu. W ataku brakowało jednak konsekwencji, która pozwoliłaby szybko przejąć inicjatywę. Na całe szczęście nie zawodziła defensywa, co w końcu na dwanaście minut przed końcem pozwoliło doprowadzić do remisu (22:22).

Dwie minuty później pierwszy rzut karny obroniła Gawlik, dając tym samym sygnał do kolejnego zrywu. Polki nie miały problemów nawet przy grze w osłabieniu, a trafienie Karoliny Siódmiak wyprowadziło nasz zespół na prowadzenie i pozwalało myśleć o końcowym zwycięstwie. Chwilę później o czas poprosił Gabor Elek.

Minuta przerwy pozwoliła Węgierkom odreagować, uspokoić grę i po powrocie umieścić piłkę w polskiej bramce. Szansą dla przyjezdnych była przewaga liczebna, bowiem karę dwóch minut otrzymała Klára Szekeres. Niestety, Polki nie rozegrały tego fragmentu najlepiej i nie zdobyły żadnej bramki.

Ostatnie trzy minuty zapowiadały się więc niezwykle emocjonująco. Wynik podwyższyła Patrycja Kulwińska, ale kara Małgorzaty Stasiak sprawiała, że wszystko było jeszcze możliwe. Na całe szczęście Polki zachowały zimną krew i sięgnęły po cenne zwycięstwo. Dzięki zdobytym punktom biało-czerwone zrównały się dorobkiem z dotychczasowymi liderkami tabeli, swoimi pokonanymi właśnie rywalkami.

 

Węgry – Polska 25:26 (16:17)

 

Węgry: Bíró, Kiss É. – Erdősi 2, Hornyák D., Kisfaludy 1, Klivinyi, Kovács A. 2 (1), Kovacsics 1, Lukács, Orbán Ad. 2, Schatzl, Szamoránsky, Szekeres, Szucsánszki 6, Triscsuk 7 (6), Zácsik 4.

Polska: Gawlik, Wysokińska – Achruk 3 (1), Drabik, Gęga 2 (1), Jochymek, Kobylińska 7, Kocela 3, Kołodziejska 2, Kulwińska 2, Pielesz, Siódmiak 2, Stachowska, Stasiak 3, Zalewska 1, Zych 1.

 

 

——————————————

Źródło i foto: www.zprp.pl

By kkorpas

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *