Zaczęło się zgodnie z planem i oczekiniami 3000 kibiców. LOTOS Trefl na obie przerwy techniczne schodził prowadząc i nawet dwa asy serwisowe Bartłomieja Lemańskiego jedynie „na chwilę” zmniejszyły przewagę gdańszczan. Wkrótce zresztą ją odbudowali i utrzymywali pięciopunktowy dystans nad rywalem ( 18:13, 22:17). Całe zło w końcówce seta zaczęło sie od błędu serwisowego Miłosza Hebdy. Guillaume Samica dwukrotnie skutecznie zaatakował i przewaga gospodarzy stopniała do dwóch oczek. Po ataku Murphy’ego Troya wydawało się, że sytuacja wraca do normy i LOTOS Trefl spokojnie dowiezie prowadzenie do końca. Niestety goście odpowiedzieli akcją Lemańskiego, który poprawił asem serwisowym, a skuteczne uderzenie dołożył też eksgdańszczanin Krzysztof Wierzbowski i na tablicy pokazał się remis 23:23. Zaczęła się walka na przewagi, w której stroną uciekającą byli głównie goście. Zawodnicy Andrei Anastasiego mozolnie odrabiali punkty, by po chwili oddać je rywalom zepsutą zagrywką. Ostatecznie set zakończył się wynikiem 28:30, po ataku Pawła Mikołajczaka.

W drugiej partii miejscowi grali trochę słabiej i bardzo nerwowo. Ciążyła bowiem nad nimi presja, żeby zdobyć trzy punkty. Kontuzji doznał zaś Paweł Zagumny, który w pierwszym secie wspaniale rozdzielał piłki. W drugim secie musiał na dłuższą chwilę opuścić parkieti powrócił dopiero na ostatnie piłki w tej części gry. W tej odsłonie nie było wyraźnej dominacji żadnej ze stron. Prowadzenie przechodziło z rak do rąk. Goście jedna wyrażnie wzmocnili obronę. Postawili siedem punktowych bloków, doskonale też grali wyblokiem. Gdańszczanie mieli problem z kończeniem pierwszych piłek. Nerwowa gra gospodarzy była widoczna zwłaszcza w końcówce, gdy od stanu 24:23 mieli oni pięć kolejnych piłek setowych, których nie wykorzystali. Po ataku w aut Bartosza Gawryszewskiego setbola mieli zaś goście i… skończyli drugą partię atakiem Mikołajczaka. Wynik – ponownie 28:30.

Trzeci akt tego spektaklu to początkowo lekka przewaga LOTOSU Trefla, który jednak popełniał rażaco dużo błędów. Do pierwszego time-outu, przy stanie 8:6 goście zdobyli tylkodwa punkty. Pozostałe oddali im żółto-czarni w wyniku swoich błędów. AZS Politechnika nie chciała wypuścić z rąk trzech punktów, które rysowały się przed nią coraz wyraźniej. Do stanu 18:18 trwała więc wyrównana walka. W polu serwisowym znalazł się wówczas Mikołajczak, którego trudna do odbioru zagrywka dała warszawianom trzy oczka przewagi. Ekipa Jakuba Bednaruka nie dała już sobie odebrać zwycięstwa i po dwóch pubktowych blokach Lemańskiego, który został MVP tego spotkania, zakończyła seta do 20 i cały mecz 3:0.

Porażka może mieć dla drużyny gdańskiej fatalne następstwa, gdyż może spowodować wypadnięcie wicemistrzów Polski poza pierwszą czwórkę. Do tej pory LOTOS Trefl miał wszystko we własnych rękach, teraz trzeba się będzie oglądać na innych.

 

LOTOS Trefl Gdańsk – AZS Politechnika Warszawska 0:3 (28:30, 28:30, 20:25)

 

LOTOS Trefl: Schwarz 8, Grzyb 6, Falaschi, Hebda 18, Gawryszewski 6, Troy 12, Gacek (L), Stępień, Schulz 7, Ratajczak, Czunkiewicz.

 

Politechnika Warszawska: Samica 14, Kowalczyk, Zagumny, Radomski 1, Lemański 14, Filip 2, Olenderek (L), Świrydowicz 7, Mikołajczak 15, Wierzbowski 11, Łapszyński, Firlej,

 

Sędziowie: P. Król, A. Kuchna.

 

MVP meczu: Bartłomiej Lemański (AZS Politechnika Warszawską

 

Widzów: 3000

 

 

z hali ERGO Arena: Ziemowit BUJKO,

Foto: autor

 

 

By kkorpas

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *