Ci pokonali w Katowicach GKS 2:0 (2:0), zagrali o klasę lepiej niż rywal i utrzymali status quo w lidze, cały czas tracąc jeden punkt do płockiej Wisły. Arka w tym sezonie ma zamiar poważnie zawalczyć o awans do Ekstraklasy, rundę jesienną skończyła na drugim miejscu ze stratą jednego punktu do liderującej w wyścigu o najwyższą klasę rozgrywkową Wisły , która w tej samej kolejce, wcześniej rozniosła 3:0 MKS Kluczbork na własnym stadionie. Mecz Arki był ostatnim , zamykającym inauguracyjną rundę spotkań.

Pierwsze dwa mecze wiosny miały być dla Arki bardzo trudnym sprawdzianem. Dwa, ponieważ już w ten weekend czeka gdynian mecz ze świetnie sobie radzącym Zagłębiem Sosnowiec, aktualnie okupującym trzecie miejsce w tabeli ( 3 punkty straty do Arki). Co na to trener Grzegorz Niciński?

Pamiętacie, co mówili nam wiosną? „Zobaczcie, kogo macie na rozkładzie w ostatnich czterech meczach jesieni!”. Ostatecznie daliśmy radę. Na pewno na dwóch pierwszych meczach ta liga się nie kończy – mówił przed meczem w Katowicach szkoleniowiec Arki.

Zespół przed rundą poważnie się wzmocnił, ale ostatecznie aż z czterech podstawowych piłkarzy Niciński nie mógł skorzystać. W ostatniej chwili rozchorowali się Tadeusz Socha i Miroslav Bożok, już dawno wiadomą pauzę za kartki odpokutowywał Antoni Łukasiewicz, a certyfikat Gastona Sangoya jeszcze nie dotarł z Kataru. Były i pozytywne wiadomości – zmiennicy to wciąż równi poziomem zawodnicy, a w ataku ostatecznie mógł zagrać Paweł Abbott. Jego miał wspierać nie jak zawsze Rafał Siemaszko, a Mateusz Szwoch. Trener postanowił więc nieco pozmieniać w tym i tak już dobrze funkcjonującym mechanizmie. Kto miał obawy, że Arka zapomni o swojej formie z jesieni, może spać spokojnie. To była ta drużyna z najlepszych swoich występów. Ba, nawet lepsza. Pressing, mnóstwo odbiorów, czy mądre wyczekiwanie na rywala – to było coś czym gdynianie nękali GKS.

Już po kwadransie gry katowicka publika miała pełne prawo się niepokoić. Owszem, utrzymywał się wynik bezbramkowy, ale drużyna Jerzego Brzęczka nie funkcjonowała jak należy. Mnożyły się niedokładne podania, brakowało pomysłu na sforsowanie defensywy Arki… Ta z kolei w tym czasie stworzyła sobie dwie naprawdę dobre sytuacje – próbowali Abbott i Szwoch. W 17. minucie goście litości już nie mieli. Szwoch zacentrował na głowę Marcusa da Silvy, a ten nie dał Mateuszowi Kuchcie większych szans.

Co na to gospodarze? Poprawy w ich poczynaniach nie było, choć – paradoksalnie – w 25. minucie część widzów pewnie widziała już piłkę w siatce Konrada Jałochy. Wszystko dlatego, że golkiper Arki popełnił fatalny błąd, wykopując piłkę wprost w Krzysztofa Wołkowicza. Odbita w ten sposób futbolówka minęła bramkę dosłownie o centymetry. O żadnym przypadku nie można było natomiast mówić kilka akcji później, kiedy Dariusz Formella popisał się ładnym wejściem skrzydłem i wyłożył piłkę – będącemu zupełnie bez opieki – Abbottowi. 0:2! Co więcej, GieKSa schodziła na przerwę bez choćby jednego celnego uderzenia.

Jak ocenić nowe nabytki Arki? Szwoch i Formella z asystami – to chyba najlepsza dla nich laurka. Dwaj synowie Arki wrócili do niej po swoich wojażach w dwóch największych klubach w Polsce, co prawda to na razie wypożyczenie, jednak kto wie, co będzie dalej, jeśli uda się wywalczyć awans. Pozostaje tylko wierzyć, że nie obniżą lotów i dadzą nam jeszcze wiele radości. Niemrawy w sparingach wypożyczony z Lecha Formella odpalił z najlepszą formą i na lewej stronie robił momentami, co tylko sobie wymarzył. Marcus da Silva czarował na drugiej flance, a waleczny do upadłego środek pola to zasługa głównie Yannicka Kakoko – jednym słowem, wszystko chodziło, jak w szwajcarskim zegarku. Mocna siła rażenia w ofensywie bezlitośnie wykorzystywała koszmarne błędy defensywne gospodarzy.

Mądra gra Arki swój dalszy ciąg miała i po przerwie, chociaż widać, że zespół mniej skupiony był już na ofensywie. Można powiedzieć – wymarzony scenariusz. Wysoka intensywność w pierwszej połowie, szybkie dwa gole, by po przerwie móc kontrolować spotkanie i trzymać rywala na dystans. Z pewnością o tym przed położeniem się spać fantazjował trener Niciński.

Przed meczem z Zagłębiem Gdyńscy kibice mogą wierzyć w swoich zawodników. W tym sezonie naprawdę warto!

 

GKS Katowice – Arka Gdynia 0:2 (0:2)

0:1 da Silva 17′

0:2 Abbott 36′ 

 

GKS: Kuchta – Czerwiński, Kamiński, Praznovsky, Frańczak, Pielorz, Duda (80′ Leimonas), Szołtys (46′ Szymański), Iwan (64′ Sawicki), Wołkowicz, Goncerz.

 

Arka: Jałocha – Stolc, Sobieraj, Fialho, Warcholak, da Silva, Nalepa, Sambea, Formella (71′ Yussuff), Szwoch (76′ Siemaszko), Abbott (88′ Wojowski)

 

Żółte kartki: Formella (Arka)

 

Sędzia: Sebastian Krasny (Kraków)

 

Widzów: 5000

 

 

Aleksander PISAREK

Foto: www.arka.gdynia, Michał Puszczewicz

By kkorpas

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *