LOTOS Trefl znakomicie rozpoczął mecz. Najpierw dwa bloki na Mariuszu Wlazłym, potem atomowa zagrywka Murphy Troya i zrobiło się 5:2, a czas zmuszony został wziąć Miguel Falasca. Po wznowieniu gry bełchatowianiom udało się uzyskać remis 7:7. Im dalej jednak trwała gra w tym secie zawodnicy Skry popełniali sporo błędów, mylili się zwłaszcza przy serwisie. W ataku gdańszczan szalał natomiast Troy. Amerykanin wykonał w tej fazie gry pięć skutecznych ataków, dołożył do tego asa serwisowego, a cztery punkty po atakach padły łupem Sebastiana Schwarza. Po drugim czasie technicznym przyjezdni dzięki poprawie serwisu zbliżyli się na dwa oczka, ale to było wszystko, co mogli w tym secie osiągnąć. Końcówkę gospodarze wygrali 7:1. Ostatnią piłkę w secie wywalczył Wojciech Grzyb, blokując atak Marcela Gromadowskiego (25:17)

Wydawało się, że podrażnieni niedawni zdobywcy Pucharu Polski odpowiedzą gdańszczanom i ruszą do natarcia, ale to żółto-czarni niesieni dopingiem ponad siedmiu tysięcy gardeł na pierwszej przerwie technicznej prowadzili 8:6. Po chwili odpoczynku to znów zawodnicy Andrei Anastasiego wygrali dwie kolejne piłki i trener Falasca znów musiał przerwać grę. Bełchatowianie na 10 straconych punktów do tego mementu, aż cztery oddali po własnych błędach. Reprymenda trenera nie pobudziła gości do lepszej gry. Dopiero błąd serwisowy Mateusza Miki sprawił, że udało im się po chwili odrobić kilka oczek i zbliżyć na 3 punkty (14:11). Gdańszczanie natychmiast skontrowali i po serii błędów z obu stron w decydującą fazę tej partii weszli prowadząc 20:15. Znakomicie rozdzielał piłki Marco Falaschi, desygnując do ataku to Schwarza, to Troya. W końcówce przyjezdni raz jeszcze zbliżyli się na trzy punkty, ale amerykańsko-niemiecki duet LOTOSu Trefla szybko o sobie przypomniał. Seta zakończył samobójczo Israel Rodriguez, psując zagrywkę (25:20) 

Wielokrotni mistrzowie Polski za wszelką cenę chcieli wygrać trzecią osłonę i powrócić do meczu. Po ataku Wlazłego i dwóch punktowych blokach Andrzeja Wrony białobroda armia hiszpańskiego trenera zdołała wyjść na czoło (2:3, dopiero trzeci raz w tym meczu). Było to jednak ich ostatnie prowadzenie. Od stanu 4:4 rozpoczął się triumfalny marsz drużyny Anastasiego po zwycięstwo. Goście psuciem zagrywki tylko ułatwiali miejscowym sprawę. Ci natomiast grali jak nakręceni. Po asie serwisowym Falaschi’ego szkoleniowiec Skry poprosił o przerwę, ale niewiele wskórał, gdyż LOTOS Trefl zdobył siedem punktów z rzędu dzięki fantastycznie serwującemu i atakującemu Mice oraz skutecznym blokom Troya na drugiej przerwie prowadził 16:7. Po powrocie na parkiet Skra po atakach Wlazłego, a zwłaszcza wprowadzonego do gry Mihajlo Stankovicia odrobiła cztery oczka i czas wziął Anastasi. Podbudowani asem serwisowym kolejnego rezerwowego, Marcina Janusza, bełchatowianie szybko zepsuli dwie kolejne piłki i gdańszczanom udało się przywrócić status quo (20:12). W końcówce Schwarz wraz z Grzybem nie dali cienia wątpliwości, kto dziś jest lepszy, a seta i mecz zakończył fantastycznym asem serwisowym w dziewiąty metr Marco Falaschi.

Wg statystyk najlepszy na boisku był Sebastian Schwarz, który zgromadził 13 punktów, miał 88% przyjęcia pozytywnego i 38% – perfekcyjnego, wykazał się 55% skutecznością w ataku i miał dwa bloki. O jeden blok więcej zanotował Wojciech Grzyb i to jemu w udziale przypadł prestiżowy tytuł MVP i statuetka.

 

LOTOS Trefl Gdańsk – PGE Skra Bełchatów 3:0 (25:17, 25:20, 25:16)

LOTOS Trefl: Mika 8, Gawryszewski 4, Troy 14, Schwarz 13, Grzyb 5, Falaschi 4, Gacek (L), Czunkiewicz.

PGE Skra: Wlazły 10, Marechal 4, Lisinac, Uriarte 4, Conte 5, Wrona 6, Piechocki (L), Kłos 2, Stankovic 1, Gromadowski, Rodriguez 4, Janusz 1.

Sędziowie: W. Kobienia, P. Ignatowicz

MVP: Wojciech Grzyb (LOTOS Trefl)

Widzów: 7600

 

 

Z hali ERGO Arena: Ziemowit BUJKO,

Foto: autor

By kkorpas

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *