22 sierpnia 2015 roku na stadionie miejskim w Sosnowcu odbyło się spotkanie 4 kolejki rozgrywek o mistrzostwo piłkarskiej I ligi pomiędzy zespołem miejscowego Zagłębia, beniaminka, świeżo po awansie z drugiej ligi, a drużyną Arki Gdynia, która w I lidze, niestety, jest już na dobre zadomowiona od 4 sezonów. Jak jednym zdaniem podsumować ten mecz? Po prostu: Beniaminek zatopił Arkę, obnażając wszelkie jej słabości. Zagłębie początek sezonu ma udany, lecz nie przekłada się to na zdobycze punktowe. Jednak sosnowiczanie w poprzedniej kolejce pokazali się z nie najlepszej strony przez pierwszą godzinę meczu z Wigrami (pierwsze w tabeli na tę chwilę!), co przypłacili porażką, a niektórzy z nich również utratą miejsca w wyjściowym składzie. Mowa o Szymonie Gąsińskim, którego między słupkami zastąpił młodszy Wojciech Fabisiak.

Faworytem spotkania na pewno była Arka, co potwierdziła bardzo szybko, bo już w 4. minucie. Wtedy to Michał Nalepa dostał dobre podanie, ominął defensorów gospodarzy i oddał celny strzał, który zakończył się bramką dla zespołu z Gdyni. Po takim mocnym ciosie sosnowiczanie podnieśli się dość sprawnie, zaczęli konstruować groźne akcje, dzięki czemu mecz stał się mniej jednostronny. W 15. minucie Arka chciała wyprowadzić drugie uderzenie, Rafał Siemaszko minął obronę i uderzył, piłkę sparował Fabisiak, a przed dobitką swój zespół ustrzegł Łukasz Sołowiej, rehabilitując się za straconą wcześniej bramkę. Początek meczu zdecydowanie należał do zespołu żółto-niebieskich. Jednak co działo się później? Najwierniejsi kibice Arki, widząc to, zapewne w myślach przeklinali poczynania zawodników swojej drużyny najgorszymi możliwymi słowami. A na kim moglibyśmy się najmocniej skupić? Na duecie stoperów. Po raz drugi w tym sezonie na środku obrony zagrał duet Krzysztof Sobieraj – Alan Fialho. I nie jest to dziwna decyzja, bowiem w meczu z GKS-em Katowice ta dwójka funkcjonowała bardzo dobrze. Ten, o którym mówiło się ostoja, w meczu z Zagłębiem był wyraźną „przeszkodą” we właściwym funkcjonowaniu linii defensywnej. Sobieraj jeszcze przy pierwszym golu dla rywala zachował się perfekcyjnie. Zarządził zastawienie pułapki ofsajdowej, co jego partnerzy z obrony fatalnie jednak wykonali. Linię złamał nie tylko Marcin Warcholak, ale i wracający Marcus da Silva, przez co nie było mowy o spalonym. Od tamtego momentu w grze Arki wszystko się posypało. Była to też ostatnia dobra decyzja Sobieraja w tym meczu, a kapitan Arki rozpoczął tragiczne zawody w swoim wykonaniu. W pamięci zostanie bowiem fatalne obliczenie lotu piłki i w konsekwencji trzeci gol Zagłębia, który „zabił” szanse gdynian na jakikolwiek dobry rezultat. Kapitan Arki mylił się też przy wielu atakach gospodarzy, stojąc za daleko od rywali, którzy mieli dużo miejsca w ofensywie. „Sobi” nie miał też wsparcia u swojego brazylijskiego partnera, który wpasował się w poziom gry odpowiadający zespołom z trzeciej ligi węgierskiej, nawet zdając się momentami przechodzić obok meczu. Tragiczne grał też Tadeusz Socha, chwalony za bramkę z GKSem Katowice, jednak już w tamtym meczu grał słabo w przekroju całego spotkania. A w Sosnowcu?! Wielokrotnie bywał ogrywany, po akcji jego stroną padły też trzy bramki dla rywala. Widać było, że 27-latek nie miał dnia, gdyż nawet tydzień wcześniej, w Gdyni, grał dużo lepiej, a pomimo tego wtedy też jego gra z nóg nie zwalała.

Sosnowiczanie przejęli inicjatywę pod koniec pierwszej połowy. Próbowali przełamywać defensywę rywali akcjami skrzydłami. Drugiego gola zdobył Łukasz Matusiak, który zaskoczył Konrada Jałochę strzałem zza pola karnego – piłka wylądowała w rogu bramki. W końcówce obie drużyny miały swoje okazje, lecz najbliżej zdobycia bramki był Martin Pribula, po jego uderzeniu piłka minimalnie minęła słupek.

Po przerwie, obie drużyny wróciły na boisko zmobilizowane, a gdynianie – zwłaszcza Rafał Siemaszko – odważnie poczynali sobie w polu karnym rywali. Spotkanie toczyło się w szybkim tempie. W 64. minucie błąd popełniła obrona Arki, która nonszalancko przepuściła piłkę dograną głową, do futbolówki dopadł Michał Fidziukiewicz, który strzałem prawą nogą pokonał Jałochę. Przyjezdni rzucili się do odrabiania strat, ale nic nie wskórali. Sosnowiczanie byli w komfortowej sytuacji, bo prowadzili 4:1, lecz nie zeszli do obrony. W 81. minucie nieco przysnęła defensywa, co wykorzystał Rashid Yussuff, zdobywając gola cztery minuty po pojawieniu się na murawie. Arkę było stać tylko na tak skromną odpowiedź na cztery kolejne trafienia Zagłębia, którego zawodnicy dobrze radzili sobie w polu, dzięki czemu byli stroną przeważającą. W 73. minucie Dawid Ryndak wrzucił piłkę, głową odegrał ją Matusiak, a Pribula, również głową, skierował ją do siatki.

 

Wszystko, co było mocną stroną Arki, w meczu w Sosnowcu straciło to miano. Tak złej gry żółto-niebieskich próżno szukać w tym sezonie. Ba, nawet w okresie przygotowawczym! Elementy, które do tej pory uznawaliśmy za stabilne i wymagały kilku słów pochwały, dzisiaj lecą do kosza. Wszystko zaczynamy od nowa.

 

Zagłębie Sosnowiec – Arka Gdynia 4:2 (2:1)

0:1 Michał Nalepa 4′
1:1 Jakub Arak 26′
2:1 Łukasz Matusiak 34′
3:1 Michał Fidziukiewicz 64′
4:1 Martin Pribula 73′
4:2 Rashid Yussuff 81′

Zagłębie Sosnowiec: Wojciech Fabisiak – Marcin Sierczyński, Łukasz Sołowiej, Krzysztof Markowski, Jovan Ninković – Dawid Ryndak, Łukasz Matusiak, Sebastian Dudek (82′ Tomasz Szatan), Michał Fidziukiewicz (76′ Łukasz Tumicz), Martin Pribula – Jakub Arak (68′ Tomasz Margol).

Arka Gdynia: Konrad Jałocha – Tadeusz Socha, Krzysztof Sobieraj, Alan Fialho, Marcin Warcholak – Michał Renusz (67′ Grzegorz Tomasiewicz), Antoni Łukasiewicz, Michał Nalepa, Marcus Vinicius da Silva (77′ Rashid Yussuff) – Paweł Abbott (56′ Paweł Wojowski), Rafał Siemaszko.

Żółte kartki: Martin Pribula (Zagłębie) oraz Tadeusz Socha, Krzysztof Sobieraj, Alan Fialho (Arka).

Sędzia: Zbigniew Dobrynin (Łodź).

 

Widzów: 5000

By kkorpas

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *