W sobotę 15 sierpnia 2015 roku na stadionie GOSiR w Gdyni odbyło się spotkanie 2 kolejki I ligi sezonu 2015/16 pomiędzy zespołem gospodarzy – Arką Gdynia, a drużyną gości – GKSem Katowice . Mecz ten można określić na pewno mianem dreszczowca. Tak jest, mecz był thrillerem z bardzo zaskakującym scenariuszem, który mógł przyprawić o palpitacje serca każdego na stadionie i przed telewizorem, kto kibicował którejś z drużyn. A nawet postronnych widzów. W Gdyni w meczu Arki z GKS-em Katowice mieliśmy siedem stuprocentowych szans gospodarzy i jedną gości. A mecz zakończył się jedynie wynikiem 1:0.

Spotkanie rozpoczęło się świetnie dla żółto-niebieskich. Już na samym początku meczu Marcus Vinicius da Silva oddał strzał na bramkę GKSu. Co prawda niegroźny, ale pokazał tym uderzeniem, że Arka będzie dziś groźna. I była. Arka wystawiła lufy swoich najgroźniejszych armat i rozpoczęła ostrzał bramki GKSu, a gra żółto-niebieskich w pierwszej połowie, szczególnie na początku, mogła się podobać. Arka nacierała co chwilę na bramkę katowiczan, a ci nie mieli zbyt wiele do powiedzenia. Co prawda mieli dwie okazje, w 6 oraz 15 minucie, gdy po strzałach Wojciecha Trochima oraz Łukasza Pielorza piłka przeszła obok słupka oraz została zatrzymana przez wypożyczonego z Legii Warszawa Konrada Jałochę, który rozgrywał dobre zawody. W drużynie GKSu uwagę należałoby zwrócić na Filipa Burkhardta, który wciąż świetnie odnajduje się w roli rozgrywającego. Posyłał często celne podania, po których GKS zdobywał przewagę na połowie Arki, jednak nie potrafił z niej skorzystać. Dobrze grał też napastnik Wojciech Trochim, znany już w Gdyni m. in z występów w Bałtyku Gdynia.

Chwilę po zmianie stron Arka była bliska objęcia prowadzenia. Po wrzutce Michała Renusza niewiele zabrakło, aby jeden z jego partnerów wbił piłkę do siatki. Przewaga gdynian była wyraźna, ale piłkarze gospodarzy grali nieskutecznie. Goście mogli zdobyć gola w 56. minucie, gdy minimalnie niecelnie głową uderzył Mateusz Kamiński. W 66. minucie sam na sam z Kuchtą znalazł się Rafał Siemaszko, ale nie oddał strzału i podał do Pawła Abbotta, a ten trafił w poprzeczkę. Kwadrans przed końcem z pięciu metrów w bramkę nie trafił Vinicius. Cztery minuty przed końcem gospodarze mieli kolejną szansę, ale Alan Fialho po raz kolejny ostemplował poprzeczkę bramki gości. W tych sytuacjach na pewno serca kibiców Arki zamierały, aby po chwili znowu zacząć bić bardzo szybko. Niesieni wspaniałym dopingiem całego stadionu (tak jest, praktycznie każda trybuna śpiewała!), Arkowcy ruszyli do ataku. Złapali kość i już jej nie puścili. Po makabrycznym naporze, po nieustępliwej walce i pośród niesamowitych emocji, piłkę wbił do bramki zawodnik typowany wcześniej jako najsłabszy na boisku w żółto-niebieskich barwach – Tadeusz Socha! A był to dla niego debiutancki gol w seniorskiej piłce. Po meczu powiedział nawet: – Ciężko się umawiać od 10 lat, że jak w końcu strzelę bramkę, to zadedykuję ją żonie. Cieszę się, że się doczekała, ale ja też w końcu się doczekałem tego gola.

Gra Arki napawa optymizmem, szczególnie kiedy rywalem jest aspirujący do ekstraklasy GKS Katowice. Przy poprawie skuteczności pod bramką rywala żółto-niebiescy powinni być groźni w I lidze. A kto wie, może przy dalszej takiej grze żółto-niebieskich, będzie można pomyśleć o bardziej ambitnych celach, niż miejsce w górnej części tabeli? Czas pokaże.  

 

Arka Gdynia – GKS Katowice  1:0 (0:0)

1:0 Socha 90+4′  

 

Arka: Jałocha – Socha, Fialho, Sobieraj, Warcholak, Renusz (62′ Yussuff),  Łukasiewicz, Nalepa (76′ Tomasiewicz), Da Silva (84′ Stolc), Siemaszko , Abbott  

 

GKS Katowice: Kuchta – Czerwiński, Jurkowski, Kamiński, Pietrzak, Pielorz, Burkhardt (89′ Ciechański) , Wołkowicz (72′ Bębenek), Trochim (69′ Duda), Frańczak, Goncerz 

 

Żółte kartki: Tomasiewicz (Arka) – Wołkowicz, Czerwiński, Frańczak  (GKS)

 

Sędzia: Wojciech Krztoń (Olsztyn). 

 

Widzów: 4532

 

 

Aleksander PISAREK

Foto: www.arka.gdynia.pl, Stanisław Wrzosek

By kkorpas

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *