Tak swój jubileusz rozegrania 200 (w poprzedniej kolejce) meczów w żółto-niebieskich barwach uczcił kapitan drużyny, ikona Arki, Krzysztof Sobieraj. Koledzy też nie dali mu powodów do świętowania, pudłując niemiłosiernie w kilku czystych sytuacjach. Arka kolejny raz nie przegrała, ale i nie wygrała meczu.  

26 kwietnia 2015 roku odbył się mecz 27 kolejki rozgrywek o mistrzostwo piłkarskiej I ligi polskiej między Arką Gdynia, a drużyną gości – Wisłą Płock, zespołem z drugiego miejsca w tabeli, jednym z trzech kandydatów do awansu do Ekstraklasy. Tak po prawdzie, to obie drużyny są czołowymi drużynami drugiego poziomu ligowego, więc spotkanie można by nazwać meczem kolejki. Niestety – mecz nie zachwycił. Publiczności zgromadzonej na stadionie w Gdyni nie było dane zobaczyć ani jednej bramki, a samych okazji też jakoś niewyobrażalnie wiele nie było, na uwagę zasługują dwie świetne okazje dla Arki, po których świetnymi interwencjami popisywał się Seweryn Kiełpin, a także słupek w ostatniej minucie po strzale zawodnika płockiej drużyny. Wisła to rywal szczególny dla trenera Arki. Od meczu w Płocku Grzegorz Niciński rozpoczął bowiem pracę w roli szkoleniowca żółto-niebieskich. I debiut miał najlepszy z możliwych – po bramce Michała Szuberta gdynianie wygrali wtedy w Płocku 1:0.

Przed meczem Arkowcy czuli się pewnie, ponieważ grali na własnym boisku. I rzeczywiście, w grze gości widać było dużo respektu wobec Arki. Zespół Marcina Kaczmarka zastosował taktykę, którą preferuje 90 proc. drużyn przyjeżdżających do Gdyni, czyli koncentracja w obronie i czekanie na kontry. A w nich płocczanie czują się nad wyraz dobrze i kilka razy w ten sposób przemieszczali się pod pole karne gdynian. Dużo wiatru robił szybki Krzysztof Janus. Sporo problemów miał z nim Marcin Warcholak, który musiał zachować wysoki poziom koncentracji. A Arka? Dawno już żółto-niebiescy nie mieli tyle swobody w środku pola. Antoni Łukasiewcz, Bartosz Ława i Michał Nalepa zdominowali grę, przez co gospodarze często przedostawali się w „16” Kiełpina. Brakowało jednak nie tyle wykończenia, co nawet samych strzałów. Po dotarciu w okolice szesnastki, Arkowcy tracili głowę. Gra Wisły naprawdę rozczarowywała, a gospodarze nie potrafili tego nijak przełożyć na swoją korzyść. Żółto-niebiescy stworzyli kilka groźnych sytuacji, a najlepszą w 19. minucie zmarnował Nalepa, który z kilku metrów strzelił wprost w bramkarza gości. Gdyński zespół dużo grał skrzydłami, z czego nieraz rodziło się zagrożenie w obrębie pola karnego płocczan. Niestety, jak już wspomniałem – tylko tam.

Przez ostatnie 12 minut gdynianie grali w 10. Drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę, o czym było na wstępie, zobaczył kapitan Arki Krzysztof Sobieraj. Mimo gry w osłabieniu gdynianie dążyli do zdobycia zwycięskiej bramki. Bliski szczęścia był Marcus da Silva, który minimalnie przestrzelił zza pola karnego. Chwilę później chybił Grzegorz Lech, strzelając z bliska głową w trochę komiczny sposób. A czym odpowiedziała Wisła? Już na początku opisu tego meczu wspomniałem o słupku – Arka miała naprawdę sporo szczęścia, że tego spotkania nie przegrała.

 

Arka Gdynia – Wisła Płock 0:0

 

Arka: Miszczuk – Stolc, Marcjanik, Sobieraj, Warcholak, Renusz (71′ Szubert), Ława (77′ Lech), Łukasiewicz, Nalepa (90′ Rzuchowski), Wojowski, Marcus Vinicius.

Wisła: Kiełpin – Stefańczyk, Szymiński, Radić, Hiszpański, Janus, Góralski, Kostrzewa (46′ Wlazło), Iliew, Darmochwał (84′ Ruszkul), Krzywicki (72′ Kacprzycki).

 

Żółte kartki: Sobieraj (dwie), Lech, Nalepa – Kostrzewa, Iliev, Kiełpin

Czerwona kartka: Sobieraj (78′ za dwie żółte)

Sędzia: Jarosław Rynkiewicz (Zielona Góra).

 

Widzów: 4417

Aleksander PISAREK,

Foto: Ziemowit BUJKO

By kkorpas

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.