Podopieczne Lorenzo Micellego nie mają jednak czego się wstydzić, zagrały ambitnie, kilkakrotnie w tym spotkaniu podnosząc się z kolan i zmuszając rywalki do największego wysiłku. Wygrały mecz rewanżowy w stosunku 3:1 (jedyna porażka Dinama w tych rozgrywkach), ale w „złotym secie” były już bezsilne. Najlepszą zawodniczką tego starcia została Tatiana Kosheleva, która zdobyła 37 punktów. Wykonała 76 ataków ze skutecznością 46%. To właśnie ona zrobiła różnicę.

Pierwszą piłkę w aut przyjęła Charlotte Leys, ale zaraz wynik wyrównała Klaudia Kaczorowska. Kiedy na zagrywce stanęła Fabiola Rosjanki zdobyły sześć kolejnych punktów i pewnie czyniłyby to dalej, gdyby rozgrywająca w końcu nie zepsuła serwisu. Bardzo szybko Micelli dokonał korekty w składzie i w miejsce Kaczorowskiej wprowadził Falyn Fonoimoanę. Nestety przyjezdne są rozpędzone i Lubov Sokolova dorzucają kolejne punkty. Drugi czas włoski szkoleniowiec Atomu wykorzystuje przy stanie 3:11 i… w jego zespół jakby wstępuje nowy duch, a rywalki zaczynają popełniać błędy. Sopocianki odrabiają kilka punktów i po bloku Izabeli Bełcik na Koshelevej doprowadzają do remisu (14:14), a na drugiej przerwie technicznej ich strata wynosi tylko 2 oczka (14:16).

Zaczyna się mordercza walka punkt za punkt. Fantastycznie gra Katarzyna Zaroślińska, która przeprowadza kilka potężnych ataków, a po jej asie serwisowym atomówki po raz pierwszy w tym secie prowadzą (20:19). Po kolejnym ataku „Smoku” w odpowiedzi Kosheleva przekracza linię 3 metra, a Polka kolejny raz serwuje nie do obrony i przewaga sopocianek wynosi 4 punkty (23:19). W tym momencie następuje przebłysk geniuszu Koshelevej, która trzykrotnie potężnie uderza, do tego Rosjanki dwa razy blokują Leys i… teraz to one są o punkt od zwycięstwa w tym secie (23:24). Odważnie z drugiej linii uderza jednak Zaroślińska, a Zuzanna Efimienko strąca na siatce przechodzącą piłkę i teraz Atom ma setbola, którego kończy potężnym atakiem w aut po bloku Fonoimoana.

W drugiej partii sopocianki dotrzymują kroku rywalkom do stanu 4:4. Potem Kosheleva i Fernanda Garay, a także dwukrotnie rosyjski blok sprawiają, że na pierwszej przerwie goście prowadzą 8:4. Po powrocie na parkiet atomówki nadal nie potrafią znaleźć recepty na dobrze bijącą Koshelevą, a dodatkowo same popełniają serię błędów i strata do rywalek wynosi już 7 punktów (7:14, 8:15). Sopocianki sprężają się i odrabiają trzy oczka, czym zmuszają trenera Konstantina Ushakova do wzięcia przerwy. Pozwala to mu uporządkować grę i znów przewaga jego zespołu wzrasta do sześciu punktów. Tym razem o przerwę prosi Micelli i jego podopieczne z kolei odrabiają trzy oczka (15:18), które niemal natychmiast oddają rywalkom w wyniku własnych błędów. W końcówce seta na boisku pojawia się Anna Miros, która zmienia Zaroślińską, ale Rosjanki spokojnie dogrywają partię do końca (18:25). Atomówki stają pod ścianą, aby zdobyć puchar muszą teraz wszystko wygrać.

Ta presja nie przeszkadza im rozpocząć obiecująco trzeciej odsłony tego meczu. Pomagają rywalki, Garay atakuje w aut, a Zaroślińska skutecznie blokuje i jest 2:0. Krasnodar jednak nie dopuszcza do powstania choćby minimalnej przewagi rywalek i skutecznie kontruje. Rosjanki osiągają przewagę 3 punktów i Micelli nie czekając prosi o przerwę. Skutkuje ona odrobieniem kilku punktów przez polski zespół, w wyniku czego po pierwszej fazie tego seta sopocianki prowadzą 8:7. Po przerwie technicznej zyskują one przewagę, ktra urasta do trzech punktów, ale nie pozwala ani na chwilę zapomnieć o sobie Kosheleva i po krótkim czasie znów jest remis (11:11). Do końca seta trwa zacięta walka. Żadnej z drużyn nie udaje się osiągnąć przewagi wyższej, niż dwa punkty, która niemal natychmiast jest odrabiana przez drugą stronę. Rosjanki bardzo chca wygrać tego seta i zakończyć rywalizację, Polki – muszą go wygrać, by pozostać w grze. Końcówka seta to prawdziwy pojedynek Miros – Kosheleva. Próby nerwów nie wytrzymuje Rosjanka, która popełnia kilka ważnych błędów. Dodatkowo „wspierają” ją koleżanki. W ważnym momencie Aleksandra Pasynkova trafia w antenkę, a partię kończy Garay, która atakuje w aut (26:24).

Atomówki wygrały już dwa sety, oba na przewagi, wykazując większą odporność psychiczną od rywalek. Ale to dopiero półmetek. Trzeba wygrać koleją partię. Zaczyna się remisowo. Nadal kontynuowany jest pojedynek Kosheleva – Miros. Polka ma jednak trudnego przeciwnika – wyjątkowo skutecznie gra w tym meczu rosyjski blok. Rosjanki zdecydowanie dominują w tym elemencie gry. Co ciekawe, do finału to sopocianki były najlepiej blokującą drużyną w Pucharze CEV, a teraz były bite własną bronią. Do stanu 17:17 żadnej z drużyn nie udaje się wypracować znaczącej przewagi. Dwa fantastyczne serwisy Kaczorowskiej i skuteczny blok Miros na Koshelevej dają sopociankom trzypunktowy zapas. Na tym etapie seta to duży handicap, tym bardziej, że teraz oba zespoły zaczęły grać punkt za punkt. Trwa do do stanu 23:20 dla miejscowych, co zmusza Ushakowa do wzięcia przerwy. Po niej sprytnie atakuje Leys i gospodynie mają cztery piłki meczowe. Pierwszą atomówki oddają same dotykając górnej taśmy, drugą uzyskuje Sokolova obijając polski blok. W kolejnej znów kapitan Krasnodaru jest blokowana, a spadająca piłka przed wyjściem w aut od niej się jeszcze odbija. 25:22 dla Atomu Trefla i… „zloty set”. Niemożliwe po pierwszym spotkaniu stało się realne. Krótki tie-break ma zadecydować w czyje ręce powędruje piękny, okazały puchar.

Zaczyna się obiecująco. Po zagrywce Bełcik, Kosheleva atakuje w aut, a po chwili Miros przedziera się przez blok i jest 2:0. Przybyszki z Krasnodaru jednak wyrównują a po kolejnych zagraniach Koshelevej prowadzą 5:3. W tym momencie ma miejsce kontrowersyjna sytuacja, gdy po ataku Leys atomówki reklamują dotknięcie piłki przez rywalki, a sędzina przyznaje punkt Rosjankom. Przy okazji żółta kartkę ogląda trener Micelli. Sopocianki wybite z rytmu tracą szybko kolejne punkty i przy zmianie stron przewaga rywalek wynosi 4 punkty, a po chwili po dwóch atakach Sokolovej wzrasta do sześciu (4:10). Micelli zmienia ponownie Miros na Zaroślińską i atomówki odrabiają trzy oczka. Ushakov berze przerwę, ale sopocianki dalej są w gazie i odrabiają kolejne straty. Po dwóch punktowych serwisach Leys jest już 10:11. Trener Rosjanek prosi o kolejną przerwę. Na konferencji prasowej powie, że motywując swój zespół wskazał, że dyrektor klubu ma urodziny i wypadałoby zrobić mu prezent. To poskutkowało, bo po powrocie na parkiet obudziła się Kosheleva, która dwukrotnie użądliła Atom z drugiej linii, a dodatkowo rosyjski blok zastopował Zaroślińską. Piłka meczowa, uderza Kaczorowska, ale krasnodarski blok jest skuteczniejszy, 10:15. Kończy się złoty set i… piękny sen sopocianek. Schodzą z boiska ze łzami w oczach. Są niepocieszone.

Sport nie jest sprawiedliwy, dlatego jest tak piękny. Ale w tym przypadku akurat puchar wygrała drużyna lepsza w dwumeczu i wygrała go zasłużenie. Atom przegrał przed wszystkim ze względu na brak doświadczenia. Oczywiście zawodniczki nie szukały po meczu usprawiedliwienia, wskazywały na własne błędy i niedociągnięcia i obwiniały się za porażkę.

Czy to była porażka? Patrząc czysto sportowo, pewnie tak, przegrały mecz, nie zdobyły pucharu… Ale gdyby w czasie prezentacji zespołu przed sezonem, w ubiegłym roku ktoś powiedział, że dojdą choćby do półfinału tej imprezy, uznano by go pewnie za fantastę. Uważam, że na dzień dzisiejszy finał Pucharu CEV to fantastyczne osiągnięcie, porównywalne z kilkoma zaledwie sukcesami trójmiejskiego sportu. Sukces to duży dla trenera, który z zespołem pracuje zaledwie od roku, a już osiągnął finał europejskich rozgrywek, w tzw. „międzyczasie” zdobywając Puchar Polski i awansując do czołowej czwórki rozgrywek o mistrzostwo kraju.

W Europie atomówki przegrały tylko z zespołem, którego budżet szacuje się na 14 mln dolarów! Przegrały po walce, będąc jedynym klubem, który nie przegrał obu meczów. W dodatku reprezentantki sopockiego zespołu znalazły się wysoko w klasyfikacjach indywidualnych. Najlepszą rozgrywającą rozgrywek o Puchar CEV została Anna Kaczmar. W ścisłej czołówce zagrywających są Kaczorowska i Leys, a trzecią punktującą została Zaroślińska. Wysoko plasują się wśród blokujących Britnee Cooper i Maja Tokarska, a zespół został najlepiej blokującą (116 punktów blokiem) i najlepiej zagrywającą (92 asy) drużyną tych rozgrywek. A trzeba pamiętać, że wskutek wycofania się Siewierodonczanki, Atom Trefl rozegrał dwa spotkania mniej, niż inne ekipy.

 

PGE Atom Trefl Sopot – Dinamo Krasnodar 3:2 (26:24, 18:25, 26:24, 25:22, „złoty set”: 10:15)

 

PGE Atom Trefl: Leys, Efimienko, Bełcik, Kaczorowska, Cooper, Zaroślińska, Durajczyk (L), oraz Fonoimoana, Miros.

 

Dinamo: Garay, Dianskaya, Fabiola, Kosheleva, Maryuknich, Shashkova, Kryuchkova (L) oraz Pasynkova, Podskalnaya, Filishtinskaya, Krivets.

 

Sędziowie: S. Miklosić (SLO), I. Schimpl (AUT)

 

Widzów: 6120

 

z ERGO Areny: Ziemowit BUJKO

Foto: Piotr HIMEL

By kkorpas

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *