wprowadzony po przerwie Konrad Wrzesiński. Na szczęście dobrze zachował się Jakub Miszczuk i deja vu nie przeżyliśmy. Arka grając przeszło pół godziny w przewadze, szczęśliwie wywiozła z Byczyny punkt.

21 marca 2015 roku w Byczynie odbył się mecz 22 kolejki piłkarskich rozgrywek o mistrzostwo I ligi między zespołem „gospodarzy” – Widzewem Łódź, a drużyną gości – Arką Gdynia. Arkowcy mieli za sobą dwa mecze, w których zaprezentowali się ze świetnej strony, masakrując kolejno GKS Tychy oraz Stomil Olsztyn 4:0 oraz 4:1, strzelając osiem bramek w dwóch meczach! Niestety, w meczu z Widzewem gdynianom nie udało się zaprezentować tak wspaniałej gry. Arka zademonstrowała w tym spotkaniu prawdziwy pokaz nieskuteczności. Gdynianie powinni sięgnąć po komplet punktów, bo mieli przynajmniej cztery stuprocentowe sytuacje na strzelenie gola, jednak w polu karnym Widzewa działy się istne cuda.

Do końca będę wierzył w utrzymanie. Za drużyną seria 13 porażek. Czemu nie miałoby teraz przyjść 13 spotkań zwycięskich? – przekonywał przed meczem Edgar Bernhardt. Marzyciel? Możliwe, tak samo jak szkoleniowiec Widzewa, Wojciech Stawowy, który po zatrudnieniu w Cracovii przekonywał, iż zakwalifikuje się z nią do rozgrywek UEFA Champions League. Odstawmy jednak na razie rozgrywki europejskie, a wróćmy do I ligi, gdzie ostatecznie Stawowy wylądował. Oba zespoły przystąpiły do meczu osłabione. W Widzewie zabrakło skrzydłowego Davida Kwieka oraz młodzieżowca Szymona Zgardy, którzy pauzowali za żółte kartki. Przymusowa pauza spotkała także lewego obrońcę Arki Marcina Warcholaka. W kadrze gdynian po raz pierwszy w tym sezonie znalazł się Bartosz Ława, który rozpoczął mecz w podstawowym składzie. Trener Grzegorz Niciński zaskoczył też ustawieniem lewej obrony. Wydawało się, że wobec braku Warcholaka zagra tam doświadczony Łukasz Kowalski, lecz „Nitek” wybrał wariant sprawdzany w zimowych sparingach, czyli z lewoskrzydłowym Pawłem Wojowskim. Ława operował za plecami Pawła Abbotta, a na prawej pomocy ustawiony został najskuteczniejszy wiosną piłkarz Arki, Marcus da Silva. Korekt w składzie całkiem sporo, ale sytuację tę wymusiły absencje kilku piłkarzy gdyńskiej drużyny.

Początek meczu należał do gospodarzy. Widzew grał typową piłkę graną przez drużyny Stawowego – duża ilość podań na własnej połowie i długie budowanie akcji. Często raczej nie doprowadzające do niczego – Cracovia w zeszłym sezonie była zespołem, któremu wstydem było nie strzelić bramki. W sumie do dziś jest, patrząc na to, iż „trio w obronie” pozostało takie same. Widzewskiej „tiki tace” gdynianie przeciwstawili się w 21. minucie. Wówczas do bezpańskiej piłki dopadł da Silva. Napastnik Arki chyba nie spodziewał się, że futbolówka po wyrzucie z autu trafi do niego, i uderzył wysoko nad bramką. Ta akcja wyraźnie dodała animuszu Arce. Zespół Nicińskiego stopniowo przejmował kontrolę nad meczem. I coraz częściej zaczął zagrażać najsłabszej drużynie I ligi.

Tymczasem niewiele brakowało, a Widzew wykorzystałby błąd Przemysława Stolca. Jego niezdecydowanie chciał wykorzystać Veljko Batrović, który nie zastanawiał się zbyt długo, od razu oddał strzał, ale na posterunku był Jakub Miszczuk. Arka odpowiedziała szybką kontrą zapoczątkowaną przez Michała Nalepę. Młody pomocnik gdynian uruchomił na skrzydle Wojowskiego, ale tego powstrzymał interweniujący Maciej Krakowiak. Bramkarz Widzewa błysnął po raz kolejny, gry wybił na rzut rożny soczyste uderzenie Nalepy. Najlepszą okazję gości zmarnował jednak Abbott, który po otrzymaniu idealnego podania od Marcusa, trafił z dziesięciu metrów prosto w bramkarza. Końcówka pierwszej połowy była grana ewidentnie pod dyktando drużyny Arki, jednak brakowało tego wykończenia. Tej kropki na „i”.

O wielkim pechu może mówić kapitan żółto-niebieskich Krzysztof Sobieraj, którego potężny strzał z woleja w 56. minucie wylądował na słupku. Sytuacja ta miała miejsce po rzucie rożnym wykonywanym przez Ławę. Chwilę później z boiska wyleciał Tomasz Lisowski. Piłkarz Widzewa od początku był nad wyraz pobudliwy. Krzyczał, kłócił się, popychał. I w końcu doczekał się tego, na co solidnie pracował. Czerwoną kartkę dostał po tym, jak uderzył w twarz Nalepę przy linii bocznej. Odtąd przewaga gdynian nie podlegała dyskusji. Jednak zawodziła skuteczność. Próbował i Wojowski, i Michał Rzuchowski – dwukrotnie. Ten drugi zmarnował wyśmienitą okazję, pudłując z siedmiu metrów.

W ostatnich minutach Widzew prowadził w swoim polu karnym istną Obronę Częstochowy. Abbott przejął piłkę, podał ją do Ławy, ten dograł mu na 11. metr, ale napastnik Arki naciskany przez obrońców przewrócił się. To jeszcze było nic wobec akcji z 81. minuty. Z 20 metrów w poprzeczkę uderzył Nalepa, a dobijający z 5 metrów Ława nie trafił w bramkę.

Podsumowując – Arka dzisiaj skutecznością nie imponowała. Ba, nieskuteczność była wręcz tragiczna! I gdyby nie opisana na wstępie interwencja Miszczuka tragicznie by się dla żółto-niebieskich ten mecz zakończył.

Miejmy nadzieję, że w domowym spotkaniu z Miedzią, w najbliższą sobotę, arkowcy zaprezentują się z lepszej strony i ponownie zaprezentują kibicom prawdziwy show.  

 

 

Widzew Łódź – Arka Gdynia 0:0

 

Widzew: Krakowiak – Lisowski, Nowak, Kasperkiewicz, Kimura, Mroziński, Straus (62′ Kasprzak), Rybicki (70′ Warchoł), Batrović (62′ Wrzesiński), Osmanaj, Bernhardt. 

Arka: Miszczuk – Stolc, Marcjanik, Sobieraj, Wojowski, da Silva, Nalepa, Łukasiewicz (55′ Rzuchowski), Renusz, Ława, Abbott

 

Czerwona kartka: Lisowski (57′ za uderzenie przeciwnika) 

 

Żółta kartka: Osmanaj, Kasprzak (Widzew) – Abbott (Arka)

 

Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa) 

 

 

Aleksander PISAREK

na podstawie relacji w ektraklasa.net

Foto: Stanisław WRZOSEK, www.arka.gdynia.pl

 

By kkorpas

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.