Początek meczu to minimalne prowadzenie Lotosu (4:2). Zagrywka  Mariusza Wlazłego dała jednak Skrze pięć punktów z rzędu. Od tej chwili zmany na prowadzeniu już nie zanotowaliśmy. Goście wypracowywali powoli przewagę (6:8, 11:16). Po serii zagrywek Facundo Conte przewaga Skry wzrosła do sześciu punktów. Po drugiej przerwie technicznej zablokowany został Sebastian Schwarz, a po chwili sędzia odgwizdał podwójne odbicie Lotosu (12:19). Trener Andrea Anastasi wykonał podwójną zmianę, ale wejście Przemysława Stępnia i Damiana Schulza nie odmieniło gry gospodarzy (17:22). Gospodarze w tej części gry popełnili dziesięć błędów własnych, w tym aż siedem – psując zagrywkę. Mistrzowie Polski pewnymi blokami zatrzymywali Murphy’ego Troya oraz Schwarza i pewnie wygrali 25:18. W końcówce uaktywnił się Andrzej Wrona, a seta zakończył Wlazły. 

W drugiej partii gdańszczanie poprawili zagrywkę, posyłając rywalom trzy asy. Mocne serwisy graczy Lotosu Trefla utrudniały bełchatowianom wyprowadzanie skutecznych akcji. Na pierwszą przerwę techniczną gdańszczanie schodzili po efektownym ataku Mateusza Miki z drugiej linii (8:6,). Po kilku udanych akcjach gospodarze odzyskali pewność siebie, natomiast Skra zaczynała mieć problemy ze skonstruowaniem ataku. W tym secie przyjezdni zdobyli w ten sposób zaledwie pięć punktów. Gospodarze zbudowali pewną, sześciopunktową przewagę, która w końcówce jeszcze wzrosła. Skutecznością imponował Troy. Amerykanin kilkakrotnie obił blok gości. Drugiego seta, w którym przyjezdni nie mieli wiele do powiedzenia, zakończył ich błąd własny.

Początek trzeciej partii wskazywał, jakby gdańszczanie przestraszyli się możliwości wygranej. Popełniali liczne pomyłki w ataku i w przyjęciu, co szybko dało prowadzenie PGE (0:4). Na pierwszej przerwie regulaminowej przegrywali już 4:8, a potem 5:11. Sygnał do odrabiania strat dał dopiero Wojciech Grzyb, który punktował atakiem, blokiem i dwukrotnie zagrywką. Przyłączyli do niego Troy i Bartosz Gawryszewski. Na drugiej przerwie technicznej strata gospodarzy wynosiła już tylko jeden punkt. Po punktowym serwisie Miki na tablicy po raz pierwszy w tej partii ukazał się remis (22:22). Końcówka tej odsłony zelektryzowała 10,5 tysiąca kibiców w ERGO Arenie, że praktycznie nikt nie siedział. Bełchatowianie odskakiwali na punkt, gdańszczanie wyrównywali do stanu 26:26. Ostatnie piłki tej rozgrywki to pojedynek Włazły – Troy, który wygrał mistrz świata. Aż 11 błędów własnych popełnili jednak w tym okresie gry zawodnicy Lotosu (przy 6 rywali) i to zadecydowało o przegraniu tej ważnej psychologicznie partii. 

Set czwarty to wyrównana gra z lekkim wskazaniem na miejscowych. Dawały się już jednak zauważyć pewne oznaki zmęczenia zarówno u jednych, jak i drugich. Spadła skuteczność serwisowa obu zespołów. W połowie seta szala zaczęła przechylać się na stronę bardziej doświadczonej Skry. Przełomem była akcja zakończona atakiem Argentyńczyka Conte, która doprowadziła do ostatniego w tym spotkaniu remisu. Siatkarze PGE dołożyli więcej prądu i uzyskiwali stopniową przewagę. Początkowo były to dwa punkty, potem trzy, cztery, a nawet pięć. Fantastycznie grał Wlazły (który jak się okazało po meczu był przeziębiony), kończąc kolejne ważne piłki. Pierwszą piłkę meczową mieli goście prowadząc 24:20. Najpierw blok Gawryszewskiego, a chwilę później piękne uderzenie zza linii 3 m Miki odsunęło jednak nieco w czasie egzekucję. Można rzec, że gdańszczanie w końcu popełnili samobójstwo, gdy zagrywka Miki trafiła w siatkę. 

Takie zakończenie meczu było jego najkrótszym streszczeniem, ponieważ główną przyczyną porażki Lotosu były błędy własne, których popełnili aż o 16 (szesnaście!!!) więcej niż rywale. Murphy Troy uzyskał 21 punktów i o jeden przekroczył magiczną granicę 500 oczek w sezonie, umacniając się na czele najlepiej punktujących w Plus Lidze.

 

Zwycięstwem w ERGO Arenie Skra wyrównała stan rywalizacji na 1:1. Kolejna konfrontacja odbędzie się już w środę 18 marca w Bełchatowie. Do drużyny PGE ma wrócić nieobecny w Gdańsku Michał Winiarski. Zapewne też wyzdrowieje do tego czasu Wlazły.

Powiedzieli po meczu: 

Bartosz Gawryszewski:

{mp3}Inne/Gawryszewskibel{/mp3}

Piotr Gacek:

{mp3}Inne/Gacekbel{/mp3}

 

Lotos Trefl Gdańsk – PGE Skra Bełchatów 1:3 (18:25, 25:16, 26:28, 22:25)

Stan rywalizacji w play-off: 1:1

 

Lotos Trefl: Grzyb (8), Falaschi (3), Schwarz (7), Gawryszewski (12), Troy (21), Mika (18), Gacek (L) oraz Stępień, Schulz (1), Wierzbowski

PGE Skra: Wlazły (21), Kłos (5), Conte (11), Wrona (5), Uriarte (4), Marechal (5), Tille (L) oraz Piechocki (L), Brdjović, Muzaj, Włodarczyk (6), Lisinac

 

MVP meczu: Mariusz Wlazły (PGE Skra)

 

Sędziowie: M. Herbik, T. Janik

 

Widzów: 10 550

Ziemowit BUJKO,

Foto: autor

 

By kkorpas

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *