A jednak w finale Mark Williams okazał się jedynie tłem dla Neila Robertsona. Przegrał gładko 0:4 i 33-letni blondwłosy Australijczyk po roku przerwy ponownie triumfuje w Gdynia Open, a po raz trzeci w Polsce. Finał był zwieńczeniem trzech dni zmagań najlepszych snookerzystów świata w Gdynia Arena.

Po niedzielnej sesji porannej poznaliśmy ósemkę najlepszych snookerzystów turnieju Gdynia Open 2015. W ćwierćfinałach skrzyżowali kije: Shaun Murphy z Robertem Milkinsem, Neil Robertson z Juddem Trumpem, Mark Williams z Joe Perry’m i Jimmy Robertson z Lucą Brecelem. Wydaje się, że górna połówka drabinki turniejowej, którą reprezentują dwie pierwsze pary była chyba nieco silniejsza, a tylko jeden z tej wspaniałej czwórki mógł zagrać w wieczornym finale. W swoich porannych meczach ćwierćfinaliści radzili sobie z różnym skutkiem. Murphy pokazał siłę gromiąc 4:0 Alana McManusa, tego samego, który wyrzucił z turnieju Polaka Mateusza Baranowskiego. Podobnie uczynił jego ćwierćfinałowy rywal Milkins z Dominicem Dale’m. Niemiłosiernie męczył się w swoim pojedynku z Oliverem Linesem, pogromcą Kacpra Filipiaka, Neil Robertson. Australijczyk przegrywał nawet 2:3. Jego doświadczenie wzięło jednak górę i ostatecznie zwyciężył 4:3. Chory Jonhn Higgins tylko przez chwilę stawiał czoła swemu przeciwnikowi. Judd Trump nie dał mu szans i wygrał 4:2. Zapowiadało się arcyciekawie jego starcie z Neilem Robertsonem.

W dolnej połówce drabinki faworyta do gry w finale należało upatrywać chyba w parze Williams – Perry. Pierwszy gładko 4:2 rozprawił się z Liamem Highfieldem, który wyeliminował mistrza świata Marka Selby’ego, natomiast drugi po ciężkim boju odprawił do domu Davida Gilberta, który wcześniej wysłał w tę samą drogę Marka Davisa. Zapowiadając wczoraj ten mecz zauważyliśmy, że ciężko w nim wskazać faworyta i tak też było. Wynik 4:3 dla Perry’ego ważył się praktycznie do ostatniej bili.

Ostatnia para ćwierćfinałowa miała skład chyba najbardziej nieoczekiwany. W tej ćwiartce bowiem byli tacy gracze jak Stephen Maguire, wyeliminowany przez Rossa Muira, którego z kolei wyrzucił z turnieju Stuart Carrington. Jego natomiast pokonał 4:2 Belg, Luca Brecel i ostatecznie on zagrał o półfinał z Jimmym Robertsonem, któremu 2:4 uległ Martin Gould.

Mecze tej fazy turnieju przebiegały zgodnie z oczekiwaniami. Tu już nie było niespodzianek. W pierwszym spotkaniu obrońca trofeum zwyciężył 4:2 Roberta Milkinsa. Drugi mecz półfinał był bardzo wyrównany i zacięty. Wyżej notowany Judd Trump uległ Australijczykowi Neilowi Robertsonowi 3:4, chociaż wielokrotnie był bliski zwycięstwa. Zwycięzca sprzed dwóch lat zachował jednak więcej zimnej krwi i ostatecznie wygrał.

W dwóch pozostałych meczach 1/4 finału dominacja zwycięzców była już wyraźna. Obaj wygrali swoje mecze po 4:1. Trzecim półfinalistą został reprezentant Walii Mark Williams, który pokonał Joe Perry’ego, a czwartym – Jimmy Robertson, zwycięzca Belga Luci Brecela.

Półfinały rozpoczęły się o godz. 16.00. Przy dwóch sąsiednich stołach stanęli naprzeciw siebie Murphy z N. Robertsonem i Williams z J. Robertsonem. 

Pierwszym finalistą został, tak jak oczekiwaliśmy, zwycięzca z trzeciej pary, Walijczyk Mark Williams, który dość gładko, bez większych kłopotów pokonał Jimmy’ego Robertsona. Anglik w zasadzie nie miał nic do powiedzenia w tym meczu.

W drugim półfinale zagrali ze sobą wcześniejsi triumfatorzy gdyńskiego turnieju. Do stanu 2:2 pojedynek był wyrównany. To co jednak stało się w czwartym i piątym frejmie przejdzie chyba do historii nie tylko Gdynia Open. Neil Robertson błyskawicznie, dosłownie w kilka minut rozbił doszczętnie Shauna Murphy’ego. W ostatnim, kończącym półfinał frejmie uzyskał 136 punktów i zbliżył się do rekordu turnieju (zresztą swojego własnego, 142 punktów uzyskanych dziś w meczu przeciwko Oliverowi Linesowi). Publiczność zgromadzona w Gdynia Arena przeżyła szok, gdy po wyrównanych czterech partiach nastąpiło tak gwałtowne przyspieszenie. Nie mniej zdziwiony był też chyba sam Shaun Murphy, który mógł tylko patrzeć jak jego rywal wbija w kieszenie kolejne bile.

Finał był widowiskiem w zasadzie jednostronnym. Przy stole szalał tylko jeden zawodnik, Neil Robertson. Walijczyk tylko mu statystował. Przybysz z antypodów dość szybko objął prowadzenie. Przy stanie 65:17 Dla Australijczyka błąd na czarnej bili popełnił Williams i… uznał się za pokonanego. Drugi frejm miał podobny przebieg. Punkty zbierał Robertson, a gdy oddał inicjatywę przeciwnikowi, ten ponownie nie skorzystał z szansy i popełniał błędy.

W trzecim frejmie przedstawiciel Walii prowadził już 65:0. Niestety rzucił rywalowi „koło ratunkowe”. Ten początkowo nie skorzystał z prezentu, więc Williams… powtórzył ofertę. Tym razem Australijczyk był już bezwzględny, posprzątał wszystkie bile za stołu zdobywając 71 puntów i wygrywając do 67.

Czwarty frejm, to początkowo wzajemne „obwąchiwanie się”. Jak jednak Robertson doszedł do głosu to… już nie oddał przeciwnikowi inicjatywy. Zwycięstwo w meczu i w całym turnieju zwieńczył ponad stupunktowym brejkiem i polska sędzia Małgorzata Kanieska, pierwszy raz prowadząca zawody tej rangi mogła ogłosić zwycięstwo 33-letniego Australijczyka.

Tuż po meczu odbyła się dekoracja zwycięzców. Najpierw puchar za zwycięstwo w całym cyklu Kreativ Dental European Tour z rąk organizatora i sponsora imprezy Attili Knotta odebrał Shaun Murphy, a następnie wiceprezydent Gdyni Marek Stępa wręczył zwycięzcy gdyńskich zawodów puchar za zwycięstwo w Gdynia Arena. Australijczyk odebrał również czek na kwotę 25.000 euro. Finałowy mecz obejrzało w Gdynia Arena około 2000 widzów. Był on również transmitowany w Eurosporcie.

 

 

z Gdynia Arena: Ziemowit BUJKO

Foto: autor

{gallery}articles/20150301{/gallery}

By kkorpas

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *