Choć bardzo łatwo wybrać głównych bohaterów dzisiejszego spotkania, w którym Asseco Gdynia pokonało we własnej hali 72:68 Stelmet Zielona Góra, to jednak chyba najważniejszy jest fakt, że trener David Dedek potrafił namówić swoich zawodników do ciężkiej pracy dla wspólnego celu. Każdy z graczy w imię tej idei musiał poświecić jakąś mniej lub bardziej istotną dla siebie rzecz, aby wszystkie te drobiazgi dały jakże cenny końcowy sukces.

Najważniejszy sygnał dał na początku spotkania A.J. Walton (16 punktów, 7 zbiórek, 11 asyst!), który odrzuciwszy swoje strzeleckie zapędy zagrał według hasła „dziś gram dla was” i zaliczył podania prawdopodobnie do każdego ze swoich kolegów, choć niewątpliwie największą urodą czarowały jego akcje z Ovidijusem Galdikasem (11 punktów, 16 zbiórek!, 6 bloków, eval 30!) i Filipem Matczakiem (20 punktów, 5 zbiórek, 2 asysty). Ten wyższy jest już niekwestionowanym królem bloków i „gwoździowania” do kosza bezpańskich piłek, ten mniejszy mistrzem pozytywnej nadaktywności i dodatkowo śmiało może otrzymać pseudonim „Klej”, w hołdzie rekordowo małej odległości obrońca-atakujący, o czym boleśnie przekonał się między innymi rozgrywający gości Łukasz Koszarek (15 punktów, 5 zbiórek, 2 asysty!, 2 przechwyty).

Wiele zaryzykował kapitan zespołu gdyńskiego Piotr Szczotka (7 punktów, 4 zbiórki). Jego agresywna i ofiarna gra obronna doprowadziła w końcu do dwóch przewinień niesportowych i w konsekwencji do opuszczenia przez niego boiska – opłaciło się, dziękujemy. Otworzył się wreszcie Lazar Radosavljević (9 punktów, 4 zbiórki, asysta, 2 przechwytu), może jeszcze nie na oścież, ale dał bardzo potrzebne drużynie, ważne punkty. Dobre zmiany zaliczyli: Sebastian Kowalczyk (6 punktów, 2 zbiórki), Jakub Parzeński (2 punkty, 2 zbiórki, asysta, 2 bloki) oraz mocni w obronie: Przemysław Żołnierewicz (zbiórka) i Roman Szymański (1 punkt, 2 zbiórki). Cała czwórka bez kompleksów przeciwstawiała się zdecydowanie droższym rywalom.

Od początku spotkania oba zespoły pokazały bardzo dobrą koszykówkę. Pod kierunkiem Waltona punktowali zarówno Galdikas „w trumnie”, jak i Matczak poza nią. Bolączką Stelmetu była bardzo słaba skuteczność i aktywny udział w grze tylko Steve Burtta (20 punktów, 2 zbiórki, 2 asysty, 2 przechwyty) oraz Daniela Johnsona (7 punktów, 3 zbiórki), do których dopiero w drugiej kwarcie dołączyli Quinton Hosley (10 punktów, 8 zbiórek, 2 asysty, 2 przechwyty) wraz ze wspomnianym już Koszarkiem Długi czas słabo spisywał się gwiazdor TBL Hosley, aby przed gwizdkiem na przerwę trafić ważne 3 punkty dla gości. Do szatni obie ekipy zeszły przy wyniku 36:32 dla gdynian. Po krótkim odpoczynku gra wróciła na swoje tory i w takiej mieszaninie dość wysokiego tempa, agresywności i nieskuteczności dobiegła do końca trzecia kwarta – wynik 58:52 dla żółto-niebieskich.
Ostatnia cześć spotkania to przebudzenie Stelmetu i gonienie wyniku. W 37 minucie po „osobistych” Koszarka było już 65:66 dla gości, zrobiło się mało przyjemnie i nastąpiły sekundy zwątpienia żółto-niebieskich. W tym trudnym momencie Asseco pokazało charakter, czyli to za co kochają ich kibice – Szymański trafił bardzo ważny osobisty, a Walton „celnym oczkiem” przypieczętował wygraną gdynian 72:68.

Bardzo dobre spotkanie, wielkie emocje, wielka radość i ogromna energia, mimo towarzyszącej nam w tych dniach zadumy. To wszystko było, teraz kolejne wyzwanie i niedzielna eskapada do Słupska. Czy uda się podtrzymać znakomitą passę?
Zapraszamy serdecznie do wspólnego kibicowania i przekonania się, czy słodycz zwycięstwa zagości wśród nas również w obcej hali!

 

Asseco Gdynia – Stelmet Zielona Góra 72:68 (22:17, 14:15, 22:20, 14:16)

 

Asseco Gdynia: Matczak 20, Walton 16, Galdikas 11, Radosavljevic 9, Szczotka 7, Kowalczyk 6, Parzeński 2, Szymański 1, Frasunkiewicz 0, Grujić 0, Paredes 0, Żołnierewicz 0

Stelmet Zielona Góra: Burtt 20, Koszarek 15, Hosley 10, Johnson 7, Cel 6, Troutman 6, Chanas 2, Hrycaniuk 2, Kucharek 0, Pełka 0, Zamojski 0 

 

Sędziowie: Maliszewski, Adameczek, Proc

 

 

———————–

źródło: www.assecogdynia.pl

tekst: Andrzej Jasicki

foto: Mariusz Mazurczak

By kkorpas

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.